Grażyna Szapołowska to niewątpliwie jedna z najpopularniejszych aktorek, która zagrała w takich produkcjach jak: "Pan Tadeusz", "Krótki film o miłości" czy "Wielki Szu". Gwiazda udzieliła wywiadu dziennikarzowi portalowi Plejada, w którym opowiedziała o tym, czy ma swoje miejsce na świecie. Wspomniała o śmierci mamy, która przewidziała, kiedy odejdzie. Wprost mówi także o istnieniu anioła stróża.
W najnowszym wywiadzie ceniona aktorka podkreśliła, że ciągle poszukuje swojego miejsca na ziemi. - Ciągle go szukam. Całe życie krążę po świecie. Ze względu na moją intensywną pracę, moim domem były głównie hotele. Zbierałam pudełka z zapałkami z każdego hotelu, w którym przebywałam, by zapamiętać te miejsca, ten czas i tych ludzi, z którymi miałam szczęście pracować - przyznała.
Szapołowska nie ukrywa, że to Polska jest miejscem, w którym czuje się najlepiej. - Tu chcę mieszkać, pracować i żyć. To piękny kraj. Nigdy nie miałam żadnych kompleksów związanych z tym, skąd pochodzę. Nie czułam się gorsza od kolegów z innych krajów. Nie wiem, dlaczego wielu Polaków wstydzi się czasem swojego pochodzenia. Ten kompleks zagranicy został nam wpojony i tkwi w wielu z nas do dziś - zauważyła aktorka. Przyznała, że jedynym miejscem, w którym mogłaby jeszcze zamieszkać, jest Polinezja Francuska.
W rozmowie Szapołowska wspominała o tym, że jej mama przewidziała datę swojej śmierci. - Mama zawsze robiła tort ananasowy z sześciu jajek. Pewnego dnia, gdy już chorowała, gosposia zapytała ją, z ilu jajek zrobić tort. Była pewna, że usłyszy: "Z sześciu". Mama tym razem powiedziała, że z czterech - mówiła aktorka. Gosposia zaniepokoiła się tą odpowiedzią.
- Ona stwierdziła, że tym razem musimy upiec tort z czterech, a właściwie ostatecznie to z pięciu jajek. (...) Potem jeszcze powiedziała, że to będzie czas, kiedy będzie dużo ciasta. I proszę sobie wyobrazić, że mama odeszła w Wielkanoc, kiedy w lodówce i kredensie wszędzie było ciasto. Mało tego, było to czwartego kwietnia, a właściwie piątego, bo lekarze przyjechali po północy i odnotowali, że mama zmarła piątego kwietnia. Wszystko się sprawdziło - przekazała Szapołowska.
Szapołowska przyznała, że w życiu doświadczyła wiele metafizycznych wydarzeń. - Ciągle mi się one przytrafiają. Cały czas na przykład mam poczucie, że ktoś ze mną jest. Gdy odwracam głowę, widzę tylko jego cień. Niby nikogo nie ma, ale ja jednak jestem pewna, że ktoś właśnie obok otulił mnie swym cieniem. Wierzę, że to mój anioł stróż - stwierdziła. - On nie tylko mnie chroni, ale też pozwala mi wybrać własną drogę. Bo są ludzie, którzy mają z góry wytyczoną drogę, ale są też tacy, którzy sami ją sobie wytyczają. Ja należę do tych drugich. - dodała.
Aktorka przyznała, że nikogo nie omijają życiowe zakręty. - Gdy czuję, że coś złego zaczyna się dziać, modlę się do świętego Judy Tadeusza - patrona spraw beznadziejnych. On zawsze mi pomaga, łagodzi trudne sytuacje - uznała Szapołowska. Zaznaczyła, że nie oskarża na innych, gdy stanie się jej coś przykrego. - Nie szukam winnych, do nikogo nie mam pretensji. Po prostu wierzę, że tak miało być - skwitowała.
Szwagier Magdaleny Majtyki przerwał milczenie. Mówi wprost o bardzo trudnej sytuacji
Damian Kordas ocenił menu, które podano szwedzkiej parze królewskiej. "Jedyne, czego nie rozumiem..."
Dowbor odniosła się do słów Dody o "wrednym czupiradle". "Ruszyła lawinę"
Chotecka i Pazura urządzili dom w bieli i drewnie. Ogród to prawdziwa perełka
Przełomowe informacje ws. śmierci Magdaleny Majtyki. "Ślady hamowania były..."
Tusk spotkał się z królem Szwecji. Internauci zwracają uwagę na uścisk dłoni. "Widać różnicę w pojmowaniu..."
Zamieniła apartament na dworek. Wnętrza jak z królewskiej rezydencji. Dominuje jeden kolor
Czerwik ocenił stylizację Nawrockiej z uroczystego obiadu. "Brawo!"
Nawroccy podjęli szwedzką parę królewską na obiedzie. Co podano do jedzenia? Wyciekło menu