Zachwycała na scenie, ale też w kultowych filmach i serialach, takich jak "Wodzirej", "Nad Niemnem", "Z biegiem lat, z biegiem dni" czy "M jak Miłość". Opolskie jury nagrodziło jej wykonanie "Ekscentryków", publiczność w kraju i za granicą pokochała jej interpretację repertuaru Edith Piaf, Dalidy i Lizy Minelli. Bo talent Renaty Kretówny docenili zarówno Polacy, jak i Włosi, Hiszpanie i Szwajcarzy. Nie inaczej było z urodą. Bo ta, choć początkowo utrudniła artystce start, uznana za zbyt delikatną w stosunku do jej głębokiego głosu, w przyszłości miała stać się wielkim atutem. Ale choć Renata Kretówna podbiła niejedno męskie serce, szczęście w miłości wciąż jej się wymykało. A kiedy gwiazda była pewna, że znalazła tego jedynego, wspólną przyszłość pary pokrzyżowała niespodziewana tragedia.
Urodzona 25 listopada 1948 roku w Suwałkach Renata Kretówna już jako mała dziewczynka wiedziała, że jej przyszłością jest kariera na scenie. Ale kiedy przyszła pora na wybór studiów, wolała się zabezpieczyć - jak pokazał czas, słusznie. Bo choć talentu aktorskiego i wokalnego nigdy jej nie brakowało, komisja warszawskiej PWST nie była przychylna młodej dziewczynie. Ponoć zawiniła zbyt duża różnica pomiędzy jej fizjonomią a tym, co prezentowała na scenie - uznano, że wyglądała jak 15-latka, a brzmiała jak dojrzała kobieta. "Nie dostałam się na studia aktorskie, a jako powód podano mi zbyt poważną różnicę między moim niskim głosem a wyglądem. Mimo ogromnego rozczarowania znalazłam w sobie siłę, by zdać na polonistykę" - mówiła "Panoramie" już jako znana aktorka.
Renata Kretówna rozpoczęła więc studia na na filologii polskiej na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Nie porzuciła jednak marzeń o aktorskiej karierze, a do polonistyki nigdy tak naprawdę nie miała serca. Bo wystarczyło jedno potknięcie - oblany egzamin z pozytywizmu - aby będąca wówczas na trzecim roku Renata rzuciła studia, spakowała walizki i udała się ponownie szukać szczęścia w szkole aktorskiej. "Wtedy stanowczo powiedziałam sobie - raz kozie śmierć! Niewiele się zastanawiając, spakowałam jedyną elegancką sukienkę, wsiadłam w pociąg do Krakowa i dostałam się do tamtejszej PWST. I nigdy nie żałowałam tego kroku" - wspominała Renata Kretówna po latach w rozmowie z Arturem Krasickim. I dodała z humorem: "Warszawa mnie odrzuciła, Kraków mnie przyjął".
Tuż po ukończeniu studiów młoda aktorka zadebiutowała na deskach krakowskich teatrów Starego i Słowackiego. Ale ponieważ zawsze ogromną przyjemność sprawiał jej śpiew, realizowała się również i na tym polu. I robiła to z sukcesem - w 1973 roku została laureatką opolskiego festiwalu piosenki. Za wykonanie "Ekscentryków" z tekstem autorstwa Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej zdobyła I nagrodę.
Czas spędzony w Krakowie Renata Kretówna wspominała z sentymentem. "Z jednej strony szalone imprezy do białego rana, z drugiej tradycyjne podejście do wartości, do rodziny, lokalny patriotyzm. Poza tym byłam młoda, pełna niespożytej energii. To w Krakowie zagrałam najlepsze teatralne role i poznałam nieznany mi dotąd świat - nocne kluby, szalone imprezy i mnóstwo oryginałów. Ale nawet jak zabalowałam do rana, nigdy nie zawaliłam pracy. Mimo czerpania z życia pełnymi garściami, zawsze byłam odpowiedzialna, sumienna. Do swoich obowiązków podchodziłam profesjonalnie" - przyznała w wywiadzie dla magazynu "Życie na gorąco". Pomimo to, kiedy nadarzyła się okazja, porzuciła Kraków i wyjechała do Warszawy.
"Miałam wrażenie, że stoję w miejscu, bo etat mnie ograniczał, blokował artystycznie. A ja chciałam się rozwijać, przeżyć coś nowego, nie popaść w rutynę" - mówiła po latach Renata Kretówna o pracy w krakowskim teatrze. Dlatego przyjęła propozycję stołecznego Teatru Syrena. Czas pokazał, że była to dobra decyzja, bo w Warszawie otworzyły się przed aktorką także możliwości pracy na planie. Najpierw w filmie "Ocalić miasto" z 1976 roku wcieliła się w łączniczkę AK. Dwa lata później pojawiła się w kultowym "Wodzireju". A w 1986 roku Renata Kretówna wystąpiła w jednej ze swoich najbardziej znanych ról. W "Nad Niemnem" Zbigniewa Kuźmińskiego wcieliła się w Marynię Kirłową - niezwykle pracowitą matkę piątki dzieci, kompletne przeciwieństwo męża-utracjusza. I choć powieści Elizy Orzeszkowej nigdy nie przeczytała, a sama nie miała dzieci, w roli wypadła świetnie.
Do kultowych ról Renaty Kretówny można zaliczyć też tę w serialu "Z biegiem lat, z biegiem dni". Ale ona przyznała kiedyś, że najlepiej czuła się na estradzie. I to właśnie śpiew zaprowadził ją na podbój Europy. Okazja wyjazdu na zachód nadarzyła się w latach 80., kiedy artystka znajdowała się w niezbyt dobrym momencie życia. Właśnie rozwodem zakończyło się jej drugie małżeństwo, z aktorem Andrzejem Nowakowskim. Wcześniej tak samo stało się w przypadku związku z kompozytorem, Januszem Stroblem. Tymczasem okazało się, że mieszkańcy innych krajów Europy zachwycili się talentem Renaty Kretówny. Jej recitale z repertuarem artystek takich jak Edith Piaf, Liza Minelli czy Dalida podbiły serca melomanów w Jugosławii, Szwecji, Szwajcarii, Francji i Hiszpanii. Ale przede wszystkim przypadły do gustu Włochom. Tam na dłużej Kretówna zatrzymała się jednak nie tylko z powodów zawodowych. Bo w słonecznej Italii znalazła swoją wielką miłość - mężczyznę o imieniu Giuseppe. Para planowała ślub i najprawdopodobniej by do niego doszło. Niestety, na drodze zakochanym stanęła tragedia. Tydzień przed wyznaczoną datą ceremonii, Giuseppe zginął w wypadku samochodowym.
Po śmierci ukochanego Renata Kretówna została jeszcze we Włoszech. Ale choć w jej życiu pojawił się kolejny mężczyzna - Sardyńczyk Alessandro, starszy od gwiazdy o dziesięć lat - para pozostała wyłącznie na przyjacielskiej stopie. "Zawsze bardzo ceniłam sobie niezależność i nikomu nie pozwalałam kierować swoim życiem, bo czułabym się potwornie ograniczona. Prasowanie męskich koszul nigdy mnie nie podniecało i może dlatego uciekłam od swoich dwóch mężów" - wyznała po latach artystka. To podejście znalazło odzwierciedlenie w jej twórczości. "Byłoby jak należy, gdyby nie był mężem" - śpiewała w protest songu pt. "Nie lubię żonatych mężczyzn".
Przeżyta we Włoszech tragedia przyczyniła się finalnie do decyzji o powrocie do ojczyzny. "Tęskniłam za krajem. Cóż z tego, że w Italii byłam sławna, występowałam w najlepszych piano-barach, publiczność przyjmowała mnie wspaniale, a sami Włosi patrzyli z zachwytem? Z jednej strony czułam się wolna jak ptak. A z drugiej - odczuwałam wielką, przytłaczającą wręcz samotność" - wspominała Renata Kretówna w rozmowie z magazynem "Retro". W Polsce reaktywowała karierę aktorską. Na początku XX wieku zagrała w takich serialach jak "Klan", "Plebania", "M jak miłość", czy "Ojciec Mateusz" i "Na dobre i na złe".
Renata Kretówna pozostała jednak wierna swojej największej miłości - muzyce. Zresztą sama w jednym z wywiadów nazwała się "aktorką, która śpiewa". W Polsce nagrała dwie płyty: "Zbuntowana" i "Czas uderza". Jednocześnie występowała też w teatrze. Ale podczas jednego ze spektakli dostała wylewu. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze i wkrótce wróciła do pracy, bo, jak podkreśliła w wywiadzie dla "Życia na gorąco", nie lubi się nad sobą użalać. "Jestem optymistką, co pozwala mi zachować młodość, energię i czerpać radość z każdego dnia" - wyznała Renata Kretówna.
Wystąpiła w największych hitach PRL-u. Niewielu łączy ją z Jackiem z Ich Troje
John Goodman schudł 90 kg. Te nawyki całkowicie odmieniły jego życie
Grzegorz Halama schudł prawie 30 kg. Teraz zdradza, co mu pomogło. "Nie pozostało mi nic innego"
Polska kultura w żałobie. Zmarł Janusz Michałowski
Nawrocki pojawi się na 80. urodzinach Trumpa. Co mu da w prezencie? Prawdziwe cacko
Ujawniono karty polskich jurorów z głosowania na Eurowizji. Już wiadomo, kto dał pierwsze miejsce Izraelowi
Kolejny poruszający gest Łatwoganga. Spełnił marzenie chorej na nowotwór Mai
Shakira znów podbiła mundial! Kibice zbierali szczęki z podłogi
Mariusz Szczygieł na tropie. Znalazł paragon grozy i przeprowadził śledztwo