Syn Zenka Martyniuka - Daniel Martyniuk od lat słynie z kontrowersji i swoich problemów z prawem. Teraz znów o nim głośno, a to za sprawą awantury, którą pod wpływem alkoholu wszczął w Zakopanem po "Sylwestrze z Dwójką". Policja zakuła go w kajdanki, a żona odebrała go następnego dnia z izby wytrzeźwień. Teraz okazuje się, że młody i buńczuczny Martyniuk chce robić karierę jak jego sławny tata. I podobnie jak on zamierza podbić muzyczny rynek. Ma nawet menadżera. Ten właśnie udzielił 'Faktowi" wywiadu i wyjaśnia, dlaczego jego podopieczny tak pcha się w kłopoty.
Marcin Kiljan chyba lubi wyzwania, bo zdecydował się reprezentować Daniela Martyniuka i prowadzić jego przyszłą karierę muzyczną. W rozmowie z "Faktem" opowiedział, jak poznał Daniela. - Kiedyś zająłem się projektem muzycznym dla Zenka Martyniuka i przy okazji poznałem jego syna, Daniela. Zaczął mi opowiadać o sobie, o swoich problemach, a z drugiej strony możliwościach, których nikt nie zna. - wyznał, dodając, że od razu "wyczuł w nim potencjał". Kiljan został też zapytany o aferę Daniela Martyniuka w Zakopanem. Przyznał, że nie widzi problemu w tym, ze jego podopieczny chce stawiać pierwsze kroki na scenie właśnie po tym, jak głośno zrobiło się o jego sylwestrowych ekscesach.
To [afera sylwestrowa -red.] też może powodować u niego spore pobudzenie. Uważam, że tam nic wielkiego się nie stało, widziałem różne rzeczy w show-biznesie. Daniel ma w sobie mnóstwo energii i czasami nie wie po prostu, jak ją spożytkować. Cały czas mu tłumaczę, że nagrywanie płyty wymaga wiele pracy i trzeba się wyłącznie na tym skoncentrować - opowiadał.
Na tym nie koniec. Menadżer młodego Martyniuka wyjaśniał, dlaczego 34-latek tak często ładuje się w kolejne kłopoty. Delikatnie rzecz ujmując, Marcin Kiljan bronił swojego podopiecznego, jak tylko mógł. Wspomniał o ogromnym, nieodkrytym talencie młodego Martyniuka i bagażu, jaki jest posiadanie sławnego ojca, który jak powszechnie wiadomo, już dawno został okrzyknięty "królem disco polo".
Daniel Martyniuk jest ofiarą pewnego splotu wydarzeń. Jest synem Zenka i przez całe życie ten plecak nosi, z drugiej strony jest człowiekiem bardzo zagubionym życiowo, będąc jednocześnie bardzo uzdolnionym muzycznie - podkreślił menadżer Martyniuka
Marcin Kiljan jeszcze przed premierą pierwszego singla przepowiada młodemu Martyniukowi wielki sukces i ma skrupulatnie przemyślany plan na przyszłość młodego gwiazdora. Przezorny menadżer synka Zenka Martyniuka podkreślił, że kolejne potknięcia w życiu Daniela są niemal pewne i jeszcze nie raz zostanie bohaterem prasowych nagłówków. - Musi mieć psychologa, jak sportowcy, managera behawiorystycznego. Ktoś wreszcie musi go odkryć. Na fali sukcesu mogą dziać się różne rzeczy, te pozytywne, jak i negatywne. Na pewno się jeszcze potknie, będą afery, tego nie da się uniknąć - podkreślił Kiljan. Czy Daniel Martyniuk ma szansę powtórzyć ogromny sukces swojego ojca? Menadżer debiutującego na muzycznym rynku Martyniuka ma pewne obiekcje i szczerze o nich mówi. - To wszystko też zależy, w jakim stopniu on to psychicznie wytrzyma i na ile będzie mógł się uwolnić od swoich używek, które stosuje i od całego próżnego życia bez żadnego celu (...) Nie wierzę natomiast, że zrobi się z niego grzeczny chłopiec i będzie jeździł na koncerty, jak Zenek, ale nie chcę go skreślać - podsumował menadżer Martyniuka.
Łukasz Simlat widział ojca tylko raz w życiu. Po latach dostał od niego list
Wojciechowska apeluje do Mroza. "Nie wiem, k***a, czy to można odkręcić teraz". Jest odpowiedź pisarza
Zamienili dom na dwupiętrowy, luksusowy apartament. Szatanowie pokazali, jak mieszkają
Mama Iwony Wieczorek wydała ważne oświadczenie. Padły zaskakujące słowa
Po krótkich włosach Pauliny Smaszcz nie ma już śladu. Ekspert pod wrażeniem. "Odjęła sobie 15 lat"
Julia Wieniawa zmierzyła się z hitem Marka Grechuty. Widzowie wydali werdykt
Sandra Kubicka pokazała zdjęcie z ukochanym. Miłość kwitnie
Dentysta ujawnia kulisy afery zębowej z Chajzerem. "Jemu się należy, bo to dzwoni Chajzer". Dalej jeszcze mocniej
Śledczy poszukują Polki, która zaginęła na Majorce. Natrafili na zaskakujący trop