Prokop z singla stał się tyranem dla żony

Prezenter telewizyjny w wywiadzie przeprowadził psychoanaliza swojego związku. Bełkot?

Gwiazdy lubią pozować na oczytane i wyuczone , umiejące się wypowiadać w sposób godny doktora nauk wszelakich . Używanie zwrotów i słów obcobrzmiących oraz terminów specjalistycznych jest na porządku dziennym.

Tym razem popis inteligencji dał Marcin Prokop . Prowadzący "Dzień Dobry TVN" porozmawiał z "Panią" o swoim małżeństwie z Marią Prażuch . Choć na co dzień wygląda na wyluzowanego i wyrozumiałego jest "potworem":

Marysia "oficjalnie" nigdy się nie skarżyła, ale coś zaczęło się między nami psuć. Również dlatego, że mimowolnie przerodziłem się w zaborczego despotę, który z obawy przed utratą swojego szczęścia, chce je zamknąć w złotej klatce, odizolować od świata. To nie była klasyczna zazdrość, tylko chęć zniewolenia i zniszczenia kogoś po to, żeby z pokruszonych kawałków zbudować go od nowa, na własne podobieństwo. Emocjonalny totalitaryzm tyrana-neurotyka. Izolowałem nas od życia towarzyskiego. "Nie, zostańmy", mówiłem, gdy proponowała wyjście, "Napijmy się wina, zróbmy kolację, obejrzyjmy film na DVD". Próbowałem zmienić jej nawyki, przyzwyczajenia, przekonania, co dobre, a co złe...

Prokop pracuje nad sobą, choć bywa ciężko. Przyznaje, że związek spadł na niego nieoczekiwanie:

Byłem świeżo upieczonym singlem, chciałem czerpać radość z życia swobodnego jeźdźcy. Imprezy, kumple, szybkie znajomości, brak zobowiązań. A tu nagle pojawia się ktoś, kto ma przekreślić te plany.

Jego wypowiedzi pachną pseudopsychoanalityczną gadką rodem z weekendowych poradników .

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.