O co chodzi z "nowym" Quebonafide? "To strateg, wie, że jest to mu do czegoś potrzebne". Fani mnożą teorie, ta z imieniem to pewniak

Powrót Quebonafide po półtorarocznej przerwie to obok Kingi Rusin na imprezie u Beyonce najgłośniejsze wydarzenie ostatnich tygodni w polskim show-biznesie. Fani dostali nowy materiał i wizerunek rapera. Tak bardzo odmienny od poprzedniego, że nie brakuje teorii, nawet spiskowych. Po co to? Znając artystę, możemy być pewni, że wszystko jest przemyślane w najdrobniejszym szczególe.

Quebonafide, czyli Kuby Grabowskiego, nie trzeba przedstawiać tym, którzy choć trochę znają współczesną rapową scenę. "Ezoteryka" i "Egzotyka" to płyty, które nierozłącznie kojarzą się już z polskim rapem, podobnie jak sam Quebo. Jego kolorowe włosy i tatuaże (charakterystyczne znaki zapytania na szyi) przez lata tworzyły wizerunek "Jokera" rapu. Niepokornego, a do tego bardzo inteligentnego.

Quebonafide nie trzeba też przedstawiać tym, którzy może nie słuchają za dużo rapu, ale dali się porwać duetowi Taconafide. Połączone siły Taco Hemingwaya i Quebonafide, czyli dwóch najpopularniejszych w Polsce raperów, przyniosły komercjalny sukces, który przerósł chyba nawet oczekiwania speców od promocji. Wyprzedane koncerty, 80 mln wyświetleń w serwisie YouTube utworu "Tamagotchi", płyta "Soma 0.5mg" kilkanaście dni po premierze okryta podwójną platyną. Opinie recenzentów nie były najlepsze, projekt od początku wydawał się komercyjny, ale przybyło fanów i na pewno pieniędzy na ich kontach, cel został więc pewnie osiągnięty.

Quebonafide przed "Tamagotchi"

Zanim Kuba stał się Quebonafide mieszkał w Ciechanowie. O swoim dzieciństwie nie mówił wiele, podobnie jak o reszcie spraw, bo wywiady udzielane przez niego były prawdziwą rzadkością. O wczesnej młodości śpiewał w jednym ze swoich najważniejszych utworów, pt. "Zorza". 

Siedzę samotnie, chłonę ten dźwięk /W moim rodzinnym domu obok Płońskiej 6/Tym samym domu, gdzie widzę się rzadko/Tu, gdzie chowałem strach za wersalką/Chciałem już tylko stąd zniknąć jak Falkor/Gdy ojciec chciał wyrzucać mamę przez balkon.
 

Potem były studia na Uniwersytecie Warszawskim (filozofia) i szybki rozwój kariery. W 2014 roku 22-letni wówczas raper wydał swój pierwszy album, założył wytwórnię QueQuality i sklep z ubraniami. 20 grudnia podczas koncertu rapera w warszawskim klubie niePowiem na scenę wtargnął raper Pih. Zabrał mikrofon i krzyczał „To nie jest hip-hop i nigdy nim nie będzie”. 

Nie będę wyliczała tu wszystkich elementów działalności Quebo, ale część z nich jest ważna, bo pokazuje, że od samego początku każdy jego krok był przemyślany. Raper wydał dwie płyty - "Ezoteryka" i "Egzotyka", oprócz tego mixtape'y (wszystkie zaczynają się na "e" i kończą na "-yka"). Był w związku z Roksaną, która odpowiadała za jego wizerunek sceniczny, wystąpiła też u jego boku w bardzo intymnym teledysku do utworu "Bogini". Na płycie "Egzotyka" każdy kawałek opowiada o innym zakątku świata, a wszystkie klipy były kręcone właśnie we wspominanych miejscach. „Luís Nazário de Lima” w Brazylii, "Bollywood" (z Czesławem Mozilem) w Indiach, "Zorza" na Islandii. Album Egzotyka został najlepiej sprzedającym się albumem w Polsce w 2017 roku. I może te tytuły niewiele Wam mówią, może o Quebonafide usłyszeliście dopiero teraz, ale wiedzcie, że on naprawdę nie wziął się znikąd, a w pierwszej piątce najpopularniejszych raperów w Polsce był od dawna. 

Quebonafide po "Tamagotchi"

Dziś Quebo ma na Instagramie ponad 800 tys. followersów. To absolutny numer 1 wśród polskich raperów (dla porównania Taco ma ich ponad 400 tys.). Dla jednego i drugiego po płycie "Soma" zmieniło się bardzo dużo. Mają nowe partnerki, są powszechnie znani i bardzo bogaci. Taco wydał płytę wcześniej, rapował na niej, że nie daje sobie rady z rozpoznawalnością i że marzy o tym, by móc znowu jeździć ZTM-em. Quebo zniknął. Oficjalnie jako powód przerwy podał śmierć amerykańskiego rapera Maca Millera, który od dawna był jego idolem.

Wrócił nagle. Fani dostali długo oczekiwany utwór "Jesień" - niesamowicie smutny, w którym słychać głos dziewczyny rapera, Natalii Szroeder. Dostali nowe zdjęcie na Instagramie i tu zaczęła się cała karuzela "wtf". Quebo na zdjęciu wyglądał jak "on sprzed lat" (na zdjęciu z uniwersyteckiego systemu USOS ma tę samą fryzurę, niemal identyczne okulary i "stylówkę"). Człowiek, który przyzwyczaił nas do krzykliwego, ale też seksownego wizerunku, nagle wygląda (nikogo nie obrażając) jak nerd z przeszłości. I gdzie są jego tatuaże? Fani myśleli, że to taki psikus, ze zdjęcie pochodzi z dawnych czasów. Ale przy Politechnice szybko pojawił się mural z dokładnie tą samą fotografią, a Quebo, do tej pory dbający o prywatność, niezwykle uaktywnił się na InstaStory.

 

O przemianę Quebo zapytaliśmy jego partnerkę:

Zobacz wideo

Wszystko to było dziwne, nawet niepokojące. Zdjęcia z siłowni z Julią Wieniawą, ze studia z Matą, zdjęcia z Vitkaca, w końcu fotki z walentynkowej kolacji u Amaro. Na każdym ta sama stylizacja (wystąpił w niej nawet gościnnie na koncercie Taco), te same okulary z nieodklejonym napisem, ta sama mina, ten sam styl różny od wcześniejszego o 180 stopni. Pierwsze teorie? Quebo ma depresję, Quebo ćpa, to nie on.

QuebonafideQuebonafide Instagram.com/nataliaszroeder

Kulminacją był występ rapera w "DD TVN". Pojawił się w telewizji śniadaniowej w sobotę rano, usiadł na kanapie przygaszony, skulony i całkowicie wycofany. W czasie rozmowy z Prokopem i Wellman rzucał dziwnymi frazesami, mówił, że jego serce jest aresztowane, zachowywał się jak osoba, która nie radzi sobie z rzeczywistością.

Wśród fanów zawrzało. Jedni zdali sobie sprawę, że "nowy Quebo" to doskonale przemyślana strategia, kampania marketingowa, jakiej w Polsce jeszcze nie było. Inni byli oburzeni, twierdzili, że raper udaje człowieka z autyzmem, co nie różni się zbyt wiele od słynnego już symulowanego ataku paniki Chajzera.

Rozmawiałam z dr hab. Katarzyną Gajlewicz-Korab, medioznawcą z Uniwersytetu Warszawskiego, która nie ma wątpliwości: mamy do czynienia z genialną akcją specjalistów od wizerunku.

W jego wypadku ta zmiana wizerunku może wynikać z chęci zmienienia grupy docelowej lub jej poszerzenia - twierdzi dr Gajlewicz. -  Może chodzić o grupę, która z powodów materialnych lub prestiżowych, będzie mu się bardziej opłacała, pójdzie w muzykę bardziej ambitną. Wyraźnie uspokaja wizerunek (zniknął z rynku, wcześniej nagrał płytę w duecie).

Quebonafide jak Miley Cyrus?

Wiemy już, że za nowym wizerunkiem rapera stoi agencja PR. Jego metamorfoza może być szokująca, ale za granicą obserwowaliśmy podobne zabiegi. Dr Gajlewicz zwraca uwagę na to, że wiele gwiazd dochodzi do etapu, w którym chce się odciąć od tego, co było wcześniej.

To tak jak w przypadku gwiazdek Disneya, np. Miley Cyrus, która miała romantyczny okres, a potem całkowicie się od niego odcięła. Druga rzecz - ten wizerunek się uspokoił, ale tak ewoluują raperzy, ich wizerunek jest kilkustopniowy, często na pewnym etapie zwracają się ku Bogu czy tradycyjnemu kodeksowi wartości.

Miley to - owszem - dobry przykład, choć jej strategia wydaje się bardziej dziełem chaosu niż speców od wizerunku. Gwiazdka porzuciła wizerunek grzecznej dziewczynki z długimi blond włosami, przestała być "Hannah Montaną", obcięła włosy na krótko, zaczęła epatować wulgarnością, palić marihuanę na koncertach, jeansy i t-shirt zamieniła na ubrania, w których wyglądała jakby wracała z trwającej kilka dni imprezy. Potem jej wizerunek znów nieco się uspokoił, ale udało się - zupełnie odcięła się od tego, co prezentowała jako gwiazda Disneya.

Dobry przykład to tez Joaquin Phoenix. Aktor w pewnym momencie obwieścił, że porzuca aktorstwo i zostaje raperem. Zarośnięty, wręcz zapuszczony, obnosił się ze swoją "nową osobowością", która była dość odstręczająca. Oderwany od rzeczywistości, przekonany o własnej racji Joaquin w ciemnych okularach pił, ćpał i rapował. A potem zaprezentował światu efekty tych działań, które okazały się dokumentalnym eksperymentem. Mowa tu oczywiście o "Joaquin Phoenix. Jestem, jaki jestem", obrazie, który jak się potem okazało, od początku powstawał według scenariusza.

Kadr z filmu 'Jestem, jaki jestem'Kadr z filmu 'Jestem, jaki jestem' materiały prasowe

Większość fanów Quebonafide do tej pory stanowiły osoby w wieku licealnym. Czy faktycznie chce poszerzyć grono odbiorców? Możliwe, ale jeśli dokładnie przeczytaliście fragment o początkach jego kariery, zauważyliście już może, że wszystko co teraz robi, robi dokładnie odwrotnie niż do tej pory. Może poza muzyką.

Wizerunek grzecznego informatyka? Przeciwieństwo "Jokera" z zielonymi włosami. Dalej - nieudzielanie wywiadów (poza wyjątkami dla hiphopowych serwisów) kontra wizyta w najbardziej komercyjnej śniadaniówce. Wcześniej brak informacji o życiu prywatnym (jedyny wyjątek to utwór "Zorza", w którym poznajemy nawet jego ciechanowski adres), teraz instastories z tak prywatnych sytuacji jak zakupy, randka czy wizyta na siłowni. Można by tak długo wymieniać, ale apogeum to chyba wyprzedaż ubrań. Quebo nigdy nie rapował o tym, jak kocha pieniądze czy złote zegarki, ale nie ukrywał, że je ma. Teraz na swoim instastories pokazał kilka ubrań, w których występował w teledyskach i obwieścił, że sprzedaje je po 30 zł, na zasadzie "kto pierwszy ten lepszy". Akcja miała kontynuację w serwisie Allegro, jednak została wstrzymana, bo ubrania marek Supreme czy Off-White osiągnęły tam sumy po kilka milionów złotych.

Sekcja rozkminiania Quebonafide

Fani analizują, fani mają teorie. Na Facebooku powstała już nawet specjalna grupa "Jak będzie w ROMANTIC PSYCHO?". Nie brakuje pomysłów przedziwnych, ale jest kilka pewniaków.

Po pierwsze nowy Quebonafide to alter ego "starego". Kluczem jest imię - raper na Wikipedii widnieje jako Kuba, tak samo był podpisany na pamiątkowych zdjęciach z liceum, zawsze tak był przedstawiany. Nagle stał się Jakubem. Kiedy został tak podpisany na pasku "DD TVN" można było myśleć, że to pomyłka. Ale Jakubem został także nazwany w audycji rapowej stacji Newonce Radio, której był gościem.

Wielu fanów przypomina, że Quebo w utworach zapowiadał, że chce wrócić do przeszłości i to właśnie w jakiś sposób robi, choć sam uważa, że on teraz to i przeszłość i teraźniejszość. Ale nie trzeba być Sherlockiem Holmesem, by zauważyć, że na słynnym zdjęciu z USOS-a ma na sobie identyczne ubranie, jak to, którego teraz wydaje się nie zdejmować. A tatuaże? Internetowi szpiedzy mają dowody, że miał je widoczne jeszcze latem, więc usunięcie to mało prawdopodobna opcja. 

Mnie nasuwa się jeszcze skojarzenie z Jokerem wspomnianego już Phoenixa. Tym Jokerem, który tak nie pasuje do społeczeństwa, że każdym swoim pojawieniem się wywołuje uczucie niepokoju, jest niezrozumiany, wyśmiewany, ale wzbudza też współczucie. Czy o to Kubie chodziło? Jego nowy wizerunek pozornie jest spokojniejszy, tak naprawdę wywołuje dużo więcej emocji niż wcześniejszy. Może on te reakcje po prostu obserwuje w sobie tylko znanym celu?

To jest gra, ale trzeba pamiętać, że biorąc pod uwagę proces budowania wizerunku, to bardziej produkt medialny. To jestem ja, bo to nie tyle element gry, co strategii. To jest strateg, on wie, że jest to mu do czegoś potrzebne, lepiej mu się sprzeda, jeśli będzie mówił: To dawny ja - komentuje dr Katarzyna Gajlewicz-Korab.

"Rolą artysty jest dobrze prowokować"

Po wizycie rapera w "DD TVN" odzew był tak duży, że o Quebo wypowiedział się sam prowadzący, czyli Marcin Prokop. 

"Niektórzy piszą, że "ustawka dla kasy", że Quebo "stracił wiarygodność", że "udaje". A ja myślę, że jest dokładnie odwrotnie, że tą kreacją potwierdza swoją klasę - jako artysta. Bo sztuka, która podoba się wszystkim i jest przez wszystkich zrozumiała, jest równie wartościowa, co landszaft z jeleniem. Rolą artysty jest mądrze prowokować, drażnić, budzić niepokój, zmuszać do myślenia, bawić, wciągać publiczność w grę, nabierać ją, zmieniać się, traktować siebie jako tworzywo nieustającej kreacji"

To chyba najlepsze podsumowanie tego, co dzieje się obecnie wokół rapera. Nieważne, jak robi to, że nie wychodzi z roli, nieważne, gdzie się podziały jego tatuaże. Data premiery krążka "Romantic Psycho" nie jest jeszcze znana, ale czeka na niego więcej osób, niż czekałoby, gdyby Kuba nie został Jakubem, to pewne. Setki teorii o symbolach i znakach fani też mogliby sobie darować, bo jestem pewna, że na koniec Quebonafide zaskoczy nas i tak. Cel został na pewno osiągnięty, mieliśmy o tym mówić i mówimy.

Justyna Michalska

Więcej o: