Katarzyna Gaertner to znana kompozytorka, która stworzyła takie piosenki jak m.in. słynna "Małgośka" śpiewana przez Marylę Rodowicz. Artystka przez lata wiodła szczęśliwe życie zawodowe i była w szczęśliwym małżeństwie, ale po śmierci męża przez nieżyczliwą osobę jej życie legło w gruzach. W najnowszym wywiadzie Gaertner opowiedziała o najtrudniejszych życiowych doświadczeniach.
Katarzyna Gaertner na łamach "Vivy!" opowiedziała, że w 1997 roku poznała młodego mężczyznę, Gienka (imię zmienione), którego mama poprosiła kompozytorkę o pomoc w odnalezieniu życiowej drogi i kupno gitary. Skończyło się na tym, że artystka wzięła 23-latka pod swoje skrzydła i zaoferowała mu opiekę. Przyjęła go nawet do swojego domu w Komaszycach niedaleko Końskich, miejscu, które wybrała na życie po wyprowadzce ze stolicy. Dopiero po śmierci męża kompozytorki, Kazimierza Mazura, chłopak miał pokazać swoją prawdziwą twarz. - Dziękował mi za opiekę, mówił: "Jesteś bardzo dobra, ciociu, dziękuję" Diabeł wyszedł z niego dopiero po śmierci mojego męża, którego bał się panicznie - mówiła. Jak twierdzi Gaertner, mężczyzna miał zabrać jej wszystko, co miała.
Nic nie wskazywało na to, że umie tak podstępnie działać, a przecież za chwilę zabrał mi wszystko. Dom, studio i moją twórczość. Oberwałam za swoją dobroć
- opowiadała. - Wydawało się, że wszystko jest w porządku, ale kiedy Kazimierz zachorował na raka i umarł, los się odwrócił. Straciłam najbliższego i najukochańszego człowieka. Pierwszą rzeczą, jaką zrobił wtedy Gienek, było ściągnięcie płyty "Msza beatowa" ze stołu mikserskiego i wydanie jej jako własnej, wyrzucając nazwiska producentów - Kazimierza Mazura i Polskiego Radia - wyznała w rozmowie z "Vivą!". Mężczyzna miał podstępem nakłonić artystkę do podpisania niekorzystnego aktu notarialnego.
Na drugi dzień po pogrzebie (...) Gienek i jego żona zabrali mnie, a właściwie zaciągnęli do notariusza, u którego leżał gotowy akt notarialny. Podpisałam go. To był akt darowizny mojego majątku w zamian za opiekę do końca życia
- podkreśliła Gaertner.
Katarzyna Gaertner w rozmowie z magazynem "Viva!" przyznała, że po śmierci męża była w takiej rozsypce psychicznej, że nie zdawała sobie sprawy, co podpisuje. - Cały mój świat legł wtedy w gruzach. Byłam półprzytomna, nafaszerowana lekami uspokajającymi, i zrobiłam wszystko, co mi kazali - powiedziała. - A akt notarialny Gienek od razu schował, żebym go nie czytała. Jak mnie potem przyjaciele pytali, czy ja wiem, co podpisałam, odpowiadałam, że nie wiem. Notariusz poinformował mnie tylko, że to umowa na moje dożywocie - wyznała. Artystka walczy obecnie w sądzie, aby akt notarialny unieważniono. - Jest złożona apelacja. Ja już naprawdę nie mam wobec życia wielkich wymagań. Niczego nie potrzebuję poza unieważnieniem tego chorego aktu notarialnego - powiedziała w wywiadzie.
Nawrocki chce odebrać Zełenskiemu order. Po tych słowach Doda się odpaliła: Do gniazda
To z nim teraz spotyka się Kubicka. Szybko sam się ujawnił
"Żartował ze śmierci mojego ojca". Wassermann nie darowała Stuhrowi
Tłum gwiazd na gali Mensah i Brzoski. Chodakowska wzięła męża, ale to Pazurowie skradli show
Szyc i Nagłowska remontują dom w Hiszpanii. Internauci rozpływają się nad wizualizacją kuchni
Zamienili dom na dwupiętrowy, luksusowy apartament. Szatanowie pokazali, jak mieszkają
Dwie godziny przed występem fani dowiedzieli się, że go odwołał. Rod Stewart odezwał się do nich
"Melduję się z podbitym okiem". Młynarska odezwała się 24 godziny po plastyce powiek
Po krótkich włosach Pauliny Smaszcz nie ma już śladu. Ekspert pod wrażeniem. "Odjęła sobie 15 lat"