Zofia Marcinkowska zawróciła w głowie Łazuce. W wieku 23 lat odebrała sobie życie. Przestraszyła się jednego

Zofia Marcinkowska była objawieniem polskiego kina lat 60. i wróżono jej wielką karierę. Aktorka zakochała się bez pamięci w toksycznym mężczyźnie. W wieku zaledwie 23 lat popełniła samobójstwo.

Zofia Marcinkowska zachwyciła rolą Lucyny w filmie "Nikt nie woła" Kazimierza Kutza z 1960 roku. To wtedy okrzyknięto ją jedną z największych nadziei polskiego kina. Miała przed sobą wielką karierę, ale w jej życiu doszło do tragedii. Zaledwie trzy lata po premierze filmu popełniła samobójstwo. Na tak desperacki krok zdecydowała się z powodu miłości. Niedawno minęło sześćdziesiąt lat od jej śmierci. Kim była Zofia Marcinkowska i co doprowadziło ją do tragicznego końca?

Zobacz wideo Aldona Orman miała wypadek w Albanii. Zdradza, że groził jej paraliż do końca życia. Wspomina też sepsę i śmierć kliniczną

Zofia Marcinkowska w roli życia. Ujęła Kazimierza Kutza. "Widziałem, że z nią jest coś nie tak"

Zofia Marcinkowska w "Nikt nie woła" Kazimierza Kutza zagrała Lucynę. Obraz opowiada historię Bożka (Henryk Boukołowski), który po zakończeniu II wojny światowej osiedla się na Ziemiach Odzyskanych i próbuje na nowo ułożyć sobie życie. Marcinkowska jeszcze podczas przesłuchań do filmu zachwyciła reżysera. Wyróżniała się nie tylko urodą, ale także niezwykłą, ujmującą wrażliwością. Aktorka skrywała też w sobie tajemnicę, która bardzo ujęła Kutza. - Była naturalnie piękna, ale na potrzeby filmu dodatkowo wymyśliliśmy ją, wyciągnęliśmy z niej wszystko, co było potrzebne. Wykreowaliśmy ją. Widziałem, że z nią jest coś nie tak: jakby przeżywała na planie prawdziwą miłość. Ale byłem zadowolony. Promieniowała jakąś niezwykłą energią; to mi było potrzebne. Podczas przerw w kręceniu zapadała w letarg. "Nic do mnie nie mów", mówiła, kładła palec na wargach i patrzyła gdzieś w niebo - wspominał Kutz. Dzięki roli w filmie Kutza Marcinkowska na zawsze zapisała się w historii polskiego kina. Miała przed sobą wielką karierę. O jej wczesnym życiu niewiele wiadomo. Mówiono, że była bardzo skryta i niechętnie opowiadała o sobie. Jej przygoda z filmem zaczęła się na pierwszym roku studiów. To właśnie z tego powodu musiała zmienić szkołę.

Zofia Marcinkowska wyleciała ze szkoły na pierwszym roku. Wtedy przeniosła się do Warszawy

Zofia Marcinkowska uczyła się w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Krakowie, ale szybko wyrzucono ją ze studiów. Wszystko przez złamanie ówcześnie obowiązującego regulaminu. Studenci nie mieli przyzwolenia na występowanie w filmach aż do zakończenia szkoły, a Marcinkowska już na pierwszym roku studiów wbrew zasadom zagrała w "Lunatykach" Bohdana Poręby. Markowska po wyrzuceniu ze szkoły, przeprowadziła się do Warszawy, gdzie kontynuowała naukę aktorstwa w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Warszawie. Dopiero po zakończeniu edukacji wróciła do Krakowa, gdzie zaoferowano jej angaż w Teatrze Starym.

Zofia Marcinkowska w filmie 'Nikt nie woła'Zofia Marcinkowska w filmie 'Nikt nie woła' fot. screen youtube.com/Sexy Suicide - Nikt nie woła

Zofia Marcinkowska rozkochała w sobie Bohdana Łazukę. "Oczy jak chabry, nosek delikatny i kilka piegów"

Jeszcze podczas studiów w Warszawie Zofia Marcinkowska zawróciła w głowie Bohdanowi Łazuce, który bez pamięci się w niej zakochał. - W szkole teatralnej, choć wokół roiło się od pięknych dziewczyn, miałem jedną wielką miłość. To była krakowianka Zofia Marcinkowska, jedna z najpiękniejszych kobiet w polskim kinie. Jej uroda była zjawiskowa: oczy jak chabry, nosek delikatny, kilka piegów, wielka kultura osobista, a do tego wszystkiego kształtny i obfity biust - wspominał w rozmowie z "Faktem". Aktorka zerwała tę relację w 1962 roku, kiedy po skończeniu studiów zdecydowała się wrócić do Krakowa. - Rozstanie z nią nie należało do najprzyjemniejszych, trudno mi było się z tym pogodzić - mówił Łazuka w rozmowie z "Faktem".

Wielka miłość Zofii Marcinkowskiej. Ukochanemu wybaczała wszystko

Niewiele późnej aktorka ponownie się zakochała. Jej wybrankiem został krakowski aktor Zbigniew Wójcik. Nie miał on jednak najlepszej opinii. Wójcik nie tylko nadużywał alkoholu, ale słynął z awantur. Związek Marcinkowskiej i Wójcika był skrajnie toksyczny. Aktorka z miłości wybaczała ukochanemu kolejne przewinienia, awantury i przemoc. To właśnie choroba alkoholowa Wójcika doprowadziła w 1963 toku do ogromnej tragedii.

Zofia MarcinkowskaZofia Marcinkowska fot. screen youtube.com/'Nikt nie woła'/'Nobody's Calling'

Zofia Marcinkowska targana nieszczęśliwą miłością popełniła samobójstwo. "Mogłem ją nawet okaleczyć"

Zofia Marcinkowska w trakcie jednej z wielu kłótni z Wójcikiem postanowiła się bronić. Kiedy odepchnęła ukochanego, on stracił równowagę i w wyniku uderzenia w kant zlewozmywaka osunął się na ziemię. Aktorka była przekonana, że zabiła swojego ukochanego. W rozpaczy napisała list pożegnalny i odkręciła kurki z gazem. Para zmarła w wyniku zaczadzenia. Zofia Marcinkowska miała wtedy zaledwie 23 lata. Po śmierci Marcinkowskiej reżyser filmu "Nikt nie woła", Kazimierz Kutz, miał wobec aktorki wyrzuty sumienia. "Wszedłem w osobowość Zosi zbyt daleko, poza dopuszczalną granicę, i zrozumiałem - też zbyt późno - że mogłem ją nawet okaleczyć. Przeraziłem się władzy reżysera, jego możliwości manipulowania drugim człowiekiem. Do dziś dręczy mnie sumienie, czy nie przyczyniłem się do tej tragedii" - wspominał. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.