Sylwester Wardęga boi się o życie? Ta historia przyprawia o ciarki

W trakcie transmisji na żywo Sylwester Wardęga przytoczył jedną z sytuacji, która spotkała jego i ukochaną. Historia przyprawia o ciarki. Para najadła się strachu.

Echa Pandory Gate nie milkną ani na chwilę. Wręcz przeciwnie w aferze związanej z polskimi youtuberami co rusz na jaw wychodzą nowe fakty i ujawniane są kolejne osoby zamieszane w sprawę. Do jej nagłośnienia przyczynił się Sylwester Wardęga, który opublikował materiały, z których wynika, że znani twórcy internetowi mieli rzekomo wykorzystywać nieletnie fanki. Sylwester Wardęga złożył już zeznania w prokuraturze. Mimo to może mieć pewne powody do zmartwień. Opowiedział o nich w trakcie transmisji na żywo. 

Zobacz wideo Morawiecki komentuje aferę w świecie influencerów. "To działanie będziemy starali się wykorzenić"

Sylwester Wardęga boi się o życie? Ta historia przyprawia o ciarki 

W piątek 6 października Sylwester Wardęga przeprowadził live'a na Instagramie. W pewnym momencie jeden z internautów zapytał go, czy w związku z zaistniałą sytuacją obawia się o własne bezpieczeństwo  -Gdybym chciał, mógłbym dostać ochronę. Dziś się o tym dowiedziałem. Ale postanowiłem, że chyba jest okej - opowiedział. Wspomniane zapytanie nakłoniło go jednak do podzielenia się z obserwującymi pewną historią. Podczas jednego z ostatnich spacerów w towarzystwie partnerki Moniki Kołakowskiej doszło do nieprzyjemnego incydentu. - Miałem bardzo dziwną sytuację. No i z Moniką dzisiaj bardzo się wystraszyliśmy - zaczął. Po czym dodał: - Słuchajcie, skręciliśmy w uliczkę tutaj w Konstancinie. Taką, że jest ślepa uliczka i dalej już tylko las. Tam dojeżdżają tylko osoby, które mieszkają w danych domach, czyli jeden samochód tam wjeżdża może z raz dziennie - kontynuował.

Nagle niedaleko nich pojawił się tajemniczy mężczyzna na motorze. To wzbudziło poczucie strachu i niepewności. - Jedzie motor, na czarno gość był ubrany. Przejeżdża główną ulicą, patrzy w bok, spojrzał na mnie, zatrzymał się, cofa trochę, skręca w tę uliczkę i jedzie. I ja tak patrzę na Monikę i mówię: 'Oho'. Spojrzał na nas, kiwnął głową, przejechał dalej, zatrzymał się, zakręcił i znowu do nas jedzie. I ja mówię: 'Okej, upewnił się, że to ja i jak ma do czegoś dojść, to pewnie teraz dojdzie'. Już było tak dziwnie - relacjonował, podtrzymując napięcie. Jak się okazało, zupełnie niepotrzebnie, bo mężczyzna był znajomy - Zatrzymał się i mówi: Spokojnie, ja jestem sąsiadem, przyjechałem zobaczyć, czy wszystko okej. W Konstancinie ludzie o tym gadają, bo wiedzą, że macie tutaj siedzibę. Ale strach straszliwy - podsumował.

Sylwester Wardęga miał powody do obaw. Dał radę partnerce 

Wygląda jednak na to, że zaistniała sytuacja nakłoniła go do pewnych refleksji. - Ja nie uważam, że do czegoś dojdzie, ale Monice powiedziałem: Jeżeliby doszłoby do czegoś, to ty nie stój ze mną, tylko z psami uciekaj w te działki, w te ruiny, a ja będę uciekał w drugą stronę. To wtedy zajmą się mną, a ona da radę jakoś - tłumaczył. Na sam koniec dodał: - No, był taki moment hardkorowy. Ale wiadomo, to wyobraźnia człowieka nakręca - skwitował. Zobacz też: Upijanie nieletnich, wykorzystania i gwałt. 5 faktów, które musicie wiedzieć o skandalu youtuberów

 
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.