Joanna Przetakiewicz o konflikcie Pauliny Smaszcz z Maciejem Kurzajewskim. "Niesmaczne"

Największy medialny spór ostatnich miesięcy trwa. Początkowo chodziło tylko o Paulinę Smaszcz i duet Macieja Kurzajewskiego i Katarzyny Cichopek. Do batalii zostały jednak wciągane kolejne osoby, które ją skomentowały. Teraz przyszedł czas na Joannę Przetakiewicz. Projektantka usiłowała stonować emocje.

Trudno powiedzieć, kiedy skończy się medialna batalia, którą Paulina Smaszcz toczy z byłem mężem Maciejem Kurzajewskim i jego aktualną ukochaną Katarzyną Cichopek. Oliwy do ognia dodaje fakt, że sprawę komentują nie tylko internauci, ale i osoby ze świecznika, choć trzeba oddać sprawiedliwość, że one akurat robią to dość zachowawczo. Smaszcz nie zostawia tych słów bez odpowiedzi, wystarczy przypomnieć sytuację z Izabelą Janachowską oraz Iwoną Pavlović. Stanęło na tym, że mąż tej pierwszej pogroził "kobiecie petardzie" sądem, a jurorka "Tańca z Gwiazdami" stwierdziła, że szkoda jej życia na medialne przepychanki. Teraz znowu może zrobić się goręcej, bo na scenę wkroczyła Joanna Przetakiewicz.

Zobacz wideo Joanna Przetakiewicz wydaje książkę o zarabianiu. "Pieniądze dają szczęście"

Joanna Przetakiewicz ostrożnie o Paulinie Smaszcz i Macieju Kurzajewskim

Pudelek zapytał o całą sprawę projektantkę mody. Założycielka La Manii odniosła się do tematu dość ogólnie, starając się zachować dyplomatycznie.Nawiązała przy okazji do własnych doświadczeń:

To jest niesmaczne i niepotrzebne. Nie rozumiem, dlaczego ludzie się atakują nawzajem. Ja też raz przeżyłam taką sytuację i byłam w ciężkim szoku, bo była to ocena osoby, która mnie w życiu na oczy nie widziała, nigdy ze mną nie rozmawiała i było to bardzo niesprawiedliwe, raniące i bardzo agresywne. Natomiast zdarza się, potem tak się wydarzyło, że ta osoba przeprosiła, ja wybaczyłam - przyznała.

Zdjęcia Joanny Przetakiewicz znajdziecie w galerii w górnej części artykułu.

Partnerka Rinke Rooyensa dała do zrozumienia, że lepsze byłoby zakulisowe wyjaśnienie ewentualnych nieporozumień. Jej zdaniem, jeśli już mówić o kimś głośno, to tylko dobrze. Zauważyła, że kryzys ekonomiczny i wojna za naszą wschodnią granicą to już wystarczająco wiele i nie należy dokładać złych emocji:

Każda taka agresja pokazywana publicznie jest takim strasznym obniżeniem zaufania człowieka do człowieka, a to jest jednak największy faktor szczęścia - bliskie relacje z ludźmi. Przykro to słyszeć i przykro na to patrzeć, gdy ludzie się publicznie nienawidzą - uznała.

Jak sądzicie, doczeka się odpowiedzi? A może medialny konflikt wreszcie się wyciszy i wszystkie zaangażowane strony odnajdą spokój?

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.