• Link został skopiowany

Skandal w "Nasz nowy dom". Widzowie nie mieli litości. Głos zabrała fundacja. "Jesteśmy zdruzgotani, zniesmaczeni"

Widzowie są wściekli na produkcję programu "Nasz nowy dom". Poszło o to, że ekipa podczas robienia jednego z remontów miała nie pomóc choremu zwierzęciu. Za to zdjęcie zwierzaka zostało opublikowane na fanpage'u formatu prawdopodobnie po to, by podbić zasięgi.
Elżbieta Romanowska gospodyni 'Nasz nowy dom'
Elżbieta Romanowska gospodyni 'Nasz nowy dom'; Fot. KAPIF

"Nasz nowy dom" to jeden z flagowych programów stacji Polsat. Wokół formatu jakiś czas temu było sporo kontrowersji, ponieważ z dnia na dzień Edward Miszczak usunął z niego Katarzynę Dowbor. Przypomnijmy, że prezenterka prowadziła show od jego pierwszego odcinka przez 20 sezonów. Gospodynią "Naszego nowego domu" została Elżbieta Romanowska. Internauci byli niezadowoleni. Teraz, po realizacji jednego z nowszych odcinków produkcji, są wściekli. Poszło o to, jak Polsat potraktował kota jednej z rodzin, której zaoferowano remont domu. 

Zobacz wideo Elżbieta Romanowska przerwała wywiad. Poszło o Dowobor

"Nasz nowy dom" krytykowany

Zaczęło się od tego, że na oficjalnym fanpage'u "Naszego nowego domu" zamieszczono zdjęcie brudnego i wyglądającego na chorego kota, który był w gospodarstwie jednej z rodzin, której Polsat wyremontował dom. Produkcja "pochwaliła się" zdjęciem zabiedzonego zwierzęcia, okraszając je "zabawnym" podpisem. "Poznajcie naszego nowego kierownika. Wymagający łobuz" - mogliśmy przeczytać. Pod wpisem pojawiły się komentarze oburzonych widzów, który grzmieli, że zwierzęciu należy pomóc, a nie publikować jego fotografię, by nabijać zasięgi. Fotografia została usunięta z facebookowego konta programu, ale w sieci nic nie ginie. Internauci zdążyli bowiem zrobić screeny. 

Zdjęcie zabiedzonego kota na profilu programu 'Nasz nowy dom'
Zdjęcie zabiedzonego kota na profilu programu 'Nasz nowy dom'Screen 'Nasz Nowy Dom'/ Facebook

Polsat, by ratować wizerunek, zaczął publikować na fanpage'u "Naszego nowego domu" zdjęcia zwierząt do adopcji. W komentarzach internauci ciągle jednak pytali o kota, który wyglądał na bardzo chorego. W końcu produkcja zabrała głos i przyznała, że kot jest chory. "Cierpi na nosówkę i choć jest leczony przez rodzinę, jego rokowania są niestety bardzo złe. Ale cieszymy się, że choć w małym stopniu mogliśmy poprawić jego życie. Dziękujemy, że jesteście czujni i że wam zależy" - napisano na fanpage'u formatu. Tymczasem głos zabrała Fundacja Serce dla Zwierząt, do której trafił chory zwierzak. Organizacja zarzucała stacji kłamstwo i obłudę. 

Serio? Rodzina leczy kota? Kot trafił do nas w agonalnym stanie jeszcze w trakcie nagrywania programu. Jesteśmy zdruzgotani, zniesmaczeni tym, jak traktujecie zwierzęta. Radosne nagrywanie materiału w roli głównej z kotem, któremu leci krwista wydzielina z nosa i ledwo oddycha. Fajna zabawa, prawda? Ile kosztowałby weterynarz, ile zajęłoby czasu znalezienie pomocy dla niego? Polsat, tak duża stacja, i nawet nie umiecie zachować pozorów. Nawalił zapewne dział marketingu/PR-u, wrzucając post z kotem, ale dzięki temu wyszła na jaw obłuda, z jaką działacie. A "ten kot" miał imię... Nazywa się Karolek. U nas w końcu dowiedział się, czym jest społeczeństwo. Karolek jest nadal w trakcie leczenia, pomimo że był już blisko przejścia za Tęczowy Most

- odpisała fundacja. Poprosiliśmy Polsat o to, by odniósł się do całej sprawy - wpisu fundacji, a także do komentarzy internautów, którzy zarzucają stacji brak empatii. Niektórzy sugerowali również, że Polsat powinien pomóc w opłaceniu kosztów leczenia wspomnianego kota. Do chwili publikacji artykułu nie otrzymaliśmy jednak żadnej odpowiedzi. 

Funkcja ratuje kota z programu "Nasz nowy dom" 

Fundacja Serce dla Zwierząt opiekuje się zwierzęciem, które trafiło do domu tymczasowego. Otworzono nawet zbiórkę, by opłacić faktury za leczenie kota, który został nazwany Karolkiem. Na fanapage'u organizacji można też znaleźć wiele zdjęć kota, na których widać, jak przebiega jego rekonwalescencja. Na stronie zbiórki podano, że mruczek był w krytycznym stanie. 

Karolek to kocurek, o którym dowiedzieliśmy się przypadkiem. Brudny, skołtuniony, wychudzony, niewykastrowany, pełen pcheł i kleszczy. Do tego był niemiłosiernie głodny. Widać też, że ma coś z uszkiem. Tak często wygląda niestety życie wiejskich kotów. Ból, głód, niemiłosierne cierpienie. Nie mogliśmy postąpić inaczej - zaoferowaliśmy pomoc

- czytamy. Kot po tym jak zostanie wyleczony, będzie szukał nowych właścicieli i nomen omen nowego domu. W tym miejscu przypominamy, że adopcja zwierzęcia musi być przemyślana. Jest to odpowiedzialna decyzja na lata.  

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

  • Link został skopiowany
Więcej o: