Pierwszy raz obejrzałam "Kogel-mogel". Oczekiwałam "kultowej komedii", dostałam horror psychologiczny

Niewykluczone, że moje podejście do "Kogla-mogla" byłoby dziś inne, gdybym obejrzała ten film po raz pierwszy, będąc dzieckiem. Dziś, z perspektywy osoby dorosłej, widzę koszmar, jaki twórcy zaserwowali głównej bohaterce i nie jestem w stanie patrzeć na ten film wyłącznie jak na starą komedię ze śmiesznymi tekstami - pisze redaktorka Plotek.pl Alicja Wójcik.
'Kogel-mogel'
'Kogel-mogel', Kadr z filmu 'Kogel-mogel', reż. Roman Załuski, Zespół Filmowy Oko, Polska, 1988 r.

Mimo że "Kogel-mogel" trafił na ekrany już 38 lat temu, a od tego czasu był powtarzany w telewizji setki razy, jak dotąd nigdy nie zdarzyło mi się go obejrzeć. Znałam wyłącznie kilka pochodzących z niego powiedzonek czy przewijających się często w mediach kadrów, ale nie wiedziałam, o czym tak naprawdę jest znana polska produkcja. Z racji tego, że 15 sierpnia minęła rocznica premiery "Kogla-mogla", postanowiłam w końcu nadrobić te braki. Po seansie zaczęłam się jednak zastanawiać, czy zamiast "kultowej komedii" nie obejrzałam przypadkiem zaginionego filmu Wojciecha Smarzowskiego.

Zobacz wideo Co zdradziła o produkcji?

"Kogel-mogel", czyli dramat Kasi w trzech aktach

O "Koglu-moglu" i jego fenomenie słyszałam już od lat. Pamiętam też dobrze, z jaką niecierpliwością jego fani czekali na trzecią część, która ukazała się po 30 latach w 2019 roku. "Kogel-mogel" opisywany jest jako komedia obyczajowa i do dziś jest wymieniany wśród najlepszych polskich produkcji tego gatunku. Spodziewałam się więc lekkiego i przyjemnego filmu ze śmiesznymi tekstami, który ewentualnie mógł w kilku momentach nie zestarzeć się zbyt dobrze. Dostałam za to obraz dojmująco smutny z niezwykle dołującym zakończeniem.

Twórcy filmu nie zwlekają, aby pokazać nam, w jak tragicznym położeniu znajduje się główna bohaterka Kasia (Grażyna Błęcka-Kolska). Jej przemocowy ojciec (Jerzy Turek) i niemająca wiele do powiedzenia matka (Katarzyna Łaniewska) oznajmiają córce, że bierze ślub z nieznajomym mężczyzną. Protesty dziewczyny i tłumaczenia, że chciałaby się uczyć i zwiedzać świat, są traktowane przez rodziców jak "kobieca histeria". Kasia w ramach "uspokojenia" jest zamykana na klucz w pokoju, a następnie siłą zmuszona do zaręczyn. Jedynym ratunkiem dla bohaterki okazuje się informacja o przyjęciu na studia w Warszawie. Dziewczyna bez pieniędzy, pracy ani perspektyw, co zrobi ze sobą przez trzy miesiące, ucieka z rodzinnej wsi w dniu ślubu, przez co rodzice nie chcą jej znać. Do tej pory jakoś nie było mi szczególnie do śmiechu, a minęło już ponad 20 minut filmu.

Pobyt w domu docenta Mariana Wolańskiego (Zdzisław Wardejn) i jego żony Barbary (Ewa Kasprzyk), u których Kasia podejmuje pracę przed rozpoczęciem roku akademickiego, to kolejna dawka okropnych przykładów na to, jak wszyscy pomiatają główną bohaterką. Kasia dwoi się i troi, jest na każde pstryknięcie palcem Wolańskich, znosząc obrzydliwe zaczepki Mariana i niechęć ze strony jego żony. Barbara, która przy tym podejrzewa Kasię o romans z jej mężem, bez przerwy szuka pretekstu, żeby wyrzucić dziewczynę z domu.

Smutny obraz wyłania się także z tego, jak przedstawione jest małżeństwo Wolańskich. Mamy tu dwoje wiecznie skłóconych, sfrustrowanych ludzi, którzy przerzucają się opieką nad synem jak gorącym kartoflem. Zapłakany, płatający psikusy pięcioletni Piotruś (Maciej Koterski) miał być zresztą chyba zabawnym przerywnikiem, a w rzeczywistości widzimy tu samotne, pozbawione czułości dziecko, które mało obchodzi rodziców. - A mogłem się nie żenić. I co by to komu szkodziło? - stwierdza w pewnym momencie Marian Wolański. Naprawdę wciąż nie widzę, z czego tu się śmiać.

Największym zaskoczeniem był dla mnie jednak finał filmu, bo twórcy, wbrew wszelkim schematom znanym mi z komedii, nie dali Kasi szans na szczęśliwe zakończenie. Gdy wydaje się już, że dziewczyna nie będzie zdana na łaskę Wolańskich i skończy wymarzone studia, na jej drodze staje Paweł (Dariusz Siatkowski) - bez dwóch zdań największy czarny charakter "Kogla-mogla". Gdy główna bohaterka wyraźnie nie wykazuje zainteresowania nim, mężczyzna nie tylko śledzi ją, aby sprawdzić, gdzie dokładnie mieszka, ale też jak stalker nachodzi Kasię w nocy.

Paweł to kolejna postać, która ma w nosie to, co Kasia ma do powiedzenia i kompletnie nie liczy się z jej zdaniem. Szybko okazuje się, że pod płaszczykiem wspierającego partnera kryje się bezwzględny manipulant, który ukrywa przed Kasią, że ma gospodarstwo niedaleko jej rodzinnej wsi i zna jej historię. Podstępem zawozi dziewczynę na spotkanie z ich rodzicami i szantażem zmusza do małżeństwa z nim. Wszystkie marzenia Kasi o nauce, studiach, podróżach po świecie, a nawet własnym kącie, gdzie będzie mogła żyć, jak chce, pryskają jak bańka mydlana. Boki zrywać.

Zostawcie Kasię w spokoju

Niewykluczone, że moje podejście do "Kogla-mogla" byłoby dziś inne, gdybym obejrzała ten film po raz pierwszy, będąc dzieckiem. Dziś, z perspektywy osoby dorosłej, widzę koszmar, jaki twórcy zaserwowali głównej bohaterce i nie jestem w stanie patrzeć na ten film wyłącznie jak na starą komedię ze śmiesznymi tekstami. I nie chodzi nawet o to, że pojawia się tu kilka mało poprawnych politycznie żartów. Problem leży w tym, że "Kogel-mogel" drwi z planów i marzeń Kasi, traktując je jak śmieszne fanaberie. To wszystko dałoby się jeszcze jakoś uratować, gdyby film wyśmiewał po równo zachowania zaściankowych rodziców głównej bohaterki i wielkomiejskich, odrealnionych nieco Wolańskich, ale na koniec samą Kasię zostawił w spokoju. Niestety - dziewczyna "dostaje karę" za buntowanie się i kończy przy autorytarnym mężu. Nie mogę też oprzeć się wrażeniu, że twórcy starają się nas przekonać, iż próby stworzenia partnerskiej relacji prowadzą do małżeńskich problemów, z jakimi borykają się Wolańscy. - Ja tam jestem za równouprawnieniem, ale kobieta ma słuchać męża - stwierdza w finałowej scenie Paweł.

Nie twierdzę jednak, że "Kogel-mogel" to produkcja, o której dziś powinniśmy zapomnieć. Pod wieloma względami to wciąż udany film - ze świetną obsadą i bardzo dobrze zagrany. Bardzo dziwi mnie jednak, że do dziś wiele osób widzi w nim komedię, a nie bardzo przygnębiający dramat. Wiem, że "Kogel-mogel" doczekał się aż pięciu części i bardzo mocno trzymam kciuki, że chociaż w jednej z nich twórcy dali Kasi szczęśliwe zakończenie. Ale sama nie będę już tego sprawdzać.

Więcej o: