Autorka zdjęcia Łukasza Litewki odniosła się do afery. "Moją intencją nie było zarabianie na śmierci"

W mediach wybuchła burza po tym, jak autorka zdjęcia Łukasza Litewki wysłała wezwanie do zapłaty organizacjom, które wykorzystały po jego śmierci zrobioną przez nią fotografię. Fotografka tłumaczy, że chciała jedynie zwrócić uwagę na pewien problem.
Łukasz Litewka
Łukasz Litewka, Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl

Po śmierci Łukasza Litewki, który zginął 23 kwietnia, wiele fundacji, organizacji pozarządowych, a także osób prywatnych upamiętniło go wpisami na swoich profilach. Część z nich wykorzystała przy tym zdjęcie posła pochodzące z mediów społecznościowych. Kilka miesięcy później niektóre organizacje ujawniły, że trafiły do nich pisma dotyczące naruszenia praw autorskich. Autorka fotografii Jagoda Owczarek domaga się w nich odszkodowania w wysokości 2 tys. zł. Na fotografkę spadła za to spora krytyka, do której postanowiła odnieść się w opublikowanym 26 sierpnia oświadczeniu.

Zobacz wideo Zajmuje się wyjątkową pracą

Autorka zdjęcia Łukasza Litewki zabrała głos. Tłumaczy, dlaczego wysłała pismo

Jagoda Owczarek zaczęła wpis od wyjaśnienia, że chciała zwrócić uwagę na problem, jakim jest wykorzystywanie pracy twórców, w tym również fotografów, bez ich zgody czy informacji o autorze. "Zdjęcie, nawet jeżeli jest szeroko dostępne w internecie, nadal jest efektem czyjejś pracy, czasu i twórczości. Uważam, że warto o tym mówić i budować większą świadomość poszanowania praw twórców - przekazała fotografka na swoim profilu na Facebooku.

Autorka zdjęcia dodała również, że jej celem nie było zarabianie na tragedii, jaką była śmierć Łukasza Litewki. "Widzę jednak, że w tej konkretnej sytuacji ten temat został całkowicie przesłonięty przez okoliczności śmierci Łukasza i emocje związane z jego pożegnaniem. Nie taki efekt chciałam osiągnąć. Nigdy nie było moją intencją zarabianie na śmierci Łukasza ani na żałobie osób, które go znały i ceniły" - zaznaczyła.

Jagoda Owczarek podkreśliła także, że rozumie, z jakiego powodu jest krytykowana za całą sytuację. Wyjawiła przy tym, że po całej aferze mierzy się z ogromnym hejtem i pogróżkami. "Ostatnie dni pokazały mi również bardzo bolesną stronę tej sytuacji. Otrzymuję wiadomości zawierające groźby, życzenia śmierci, ciężkiej choroby czy kalectwa, a także liczne obraźliwe i poniżające komentarze. Rozumiem krytykę moich działań i przyjmuję ją. Każdy ma prawo oceniać moje decyzje, również bardzo surowo" - zaznaczyła.

"Nie ma jednak żadnego usprawiedliwienia dla gróźb, życzenia drugiemu człowiekowi śmierci, choroby czy przemocy słownej. Dlatego proszę, aby emocje związane z tą sprawą nie przeradzały się w dalszy hejt ani ataki personalne" - dodała fotografka.

Przedstawiciele Fundacji z rąk do rąk odnieśli się do sprawy

Jedną z organizacji, które poinformowały publicznie o otrzymaniu pisma od fotografki, jest Fundacja z rąk do rąk. Jak przekazali działacze we wpisie opublikowanym 25 sierpnia, nie wykorzystali zdjęcia Łukasza Litewki w celach komercyjnych. "Nie była to reklama. Nie sprzedawaliśmy produktu. Nie zarabialiśmy na jego wizerunku. Było to zwyczajne, ludzkie pożegnanie zmarłego człowieka" - czytamy. Przedstawiciele fundacji dodali również, że zdają sobie sprawę z istnienia praw autorskich. "Fotograf ma prawo do swojej pracy. Autor ma prawo oczekiwać poszanowania swoich praw. Organizacje pozarządowe również nie stoją ponad prawem. Ale poza przepisami istnieje jeszcze coś takiego jak kontekst, proporcja, zdrowy rozsądek i zwykła ludzka przyzwoitość" - przekazano.

Fundacja z rąk do rąk zaznacza, że nie chce urządzać linczu na autorkę zdjęcia ani nie chce jej obrażać. Jak wyjaśnia, sprawa została nagłośniona, aby poznać perspektywę innych osób. "Jeżeli podobne pisma rzeczywiście otrzymuje więcej fundacji, stowarzyszeń i innych organizacji to naszym zdaniem warto o tym publicznie porozmawiać" - mogliśmy przeczytać.

Więcej o: