Kuba Badach będzie jednym z trenerów, którego zobaczymy w "The Voice of Poland". Nasz reporter Marcin Wolniak miał okazję porozmawiać z piosenkarzem i postanowił zapytać go o tegoroczne Fryderyki. Choć płyta "Radio Edit" była nominowana w kategorii Album roku pop, wokalista ostatecznie nie otrzymał statuetki - wygrała ją bowiem Zalia za "Serce". Czy przyznawane nagrody są dla Badacha ważne? Muzyk ujawnił, co na ten temat sądzi. Wtem wspomniał o Leonardzie DiCaprio i tym, że wybitny aktor długo czekał na Oscara.
Reporter Plotka postanowił zapytać Kubę Badacha, czy nagrody są dla niego ważne. Przypominamy, że piosenkarz ma już na koncie dwa Fryderki, które otrzymał latach 2011 i 2012 w kategorii Wokalista Roku. - To zadam pytanie zwrotne. Co w takim razie czuł Leonardo DiCaprio, który zagrał w tylu genialnych filmach i zagrał genialnie, i dostał Oscara dopiero za "Zjawę" po wielu, wielu latach? - stwierdził artysta. - Ja uważam, że jestem szczęśliwy, że mamy Fryderyki. One oczywiście miały różne swoje perypetie i to jest nagroda z historiami, że tak powiem, ale jestem bardzo dumny, że przetrwały, że są, że ta ceremonia wygląda coraz fajniej - przyznał.
Muzyk podkreślił dumę z tego, że album, który stworzył z żoną, był nominowany do nagrody. Przyznał, że tak naprawdę cieszy się, że statuetki nie otrzymał. - Bardzo cieszyłem się, że tej nagrody nie dostałem, bo uważam, że po prostu zostalibyśmy zlinczowani, bo to nie jest bardzo popowa płyta. Cieszę się, że ten Fryderyk bardzo zasłużenie trafił do Zalii, która jest świetną wokalistką. Strasznie zdolna dziewczyna i szczerze mówiąc, mam coś takiego, że po tej nominacji zachciało mi się szybciej pracować i zacząć pisać następną płytę - zaznaczył.
Badach podkreślił, że wie, jak dobry i wartościowy był wyprodukowany przez niego album. - Branża to potwierdziła. To jest nagroda ludzi, którzy się tym zajmują, wiedzą, ile to jest potu, łez, momentów zwątpienia i pieniędzy zainwestowanych w tworzenie czegoś takiego jak album muzyczny. Nie ukrywam, byłem potwornie dumny - skwitował.
Zapytaliśmy Badacha również o to, czy poziom współczesnej muzyki obniżył się przez to, że niektórzy twórcy sięgają po sztuczną inteligencję. Jak stwierdził, wszystko weryfikują koncerty. - Jeżeli ktoś jest w stanie zaśpiewać dobrze koncert, który trwa minimum 90 minut, następnego dnia zaśpiewać kolejny koncert, następnego kolejny i tak przez na przykład 20 dni z rzędu i nie traci głosu, to znaczy, że się na tym zaczyna znać - wyjaśniał.
Wówczas nasz reporter wspomniał o Skolimie, który w w 2026 roku planował zagrać aż 503 koncerty. Czy Badach rozumie jego fenomen? - Wydaje mi się, że poziom skomplikowania jego utworów nie jest na tyle wysoki, żebym weryfikował te kryteria, o których powiedziałem przed chwilą. Uważam, że to nie są rzeczy na tyle trudne, żeby... Powiem może inaczej - Zbigniew Wodecki zwykł mawiać, że koncerty to grał Paderewski, my gramy chałtury - odparł, dodając, że repertuaru Skolima nie zna.
Młynarskiej "ręce opadły" po obejrzeniu netfliksowej "Lalki'. "To nie jest adaptacja"
Wszyscy pokochali jej Izabelę Łęcką. Tyszkiewicz ma nietypową radę dla swoich następczyń. "Aż przykro"
Ile trzeba zarabiać, żeby godnie żyć? Lubomirski-Lanckoroński: W naszym wypadku kwota jest duża
Co za sceny! Dziennikarz Republiki nagle przerwał program TVP Info. Interweniowała Straż Marszałkowska
Czy potrzebujemy "Dziewczyn z Warszawy"? Po obejrzeniu myślę o jednym
Lewandowski szczerze o przeprowadzce do Chicago. "Potrzebowałem tego"
Rozenek zabrałaby tę książkę na bezludną wyspę, ale zaczyna dzień od dwóch stron innej. Tadla za to czyta o zdrowiu
Książulo wydał fortunę na apartament prezydencki w hotelu. "Jestem załamany"
Colin Farrell już tak nie wygląda! Fani piszą o metamorfozie do nowej roli