"Musicie zarobić, żeby kupić samolot". Tak opowiada córkom o pieniądzach. A ja już wiem, czemu nie mam samolotu

Oskar Wojciechowski w najnowszym wywiadzie zdradził, że już "zaszczepia w swoich córkach nutkę przedsiębiorczości". A mi trudno uwierzyć, co im opowiada.
'Musicie zarobić, żeby kupić samolot'. Tak opowiada córkom o pieniądzach. A ja już wiem, czemu nie mam samolotu
Printscreen Youtube, instagram.com/klaudiahalejcio

Oskara Wojciechowskiego chyba już nikomu przedstawiać nie trzeba. Wszyscy w końcu wiedzą, że mieszka w willi wartej miliony, jest mężem Klaudii Halejcio i ojcem dwóch córek - dziesięcioletniej Hanny i pięcioletniej Nel. W ostatnim czasie stał się bardzo aktywny medialnie i chętnie udziela wywiadów, które szybko budzą kontrowersje. Najpierw naopowiadał, że nie wierzy w depresję, zarzucając chorym zwykłe lenistwo, a potem opowiadał o swojej relacji z Halejcio, wywołując kolejną lawinę krytyki. Teraz moją uwagę zwróciła jego wypowiedź dotycząca finansowej edukacji dzieci. Lepiej usiądźcie!

Zobacz wideo Klaudia Halejcio pokazuje salon w willi za dziewięć milionów

Oskar Wojciechowski wmawia córkom, że muszą kupić sobie samoloty. Koniecznie osobne

Tym razem Oskar Wojciechowski był gościem podcastu "Matcha Talks" psycholożki Julii Izmałkowej. Oczywiście biznesmen nie byłby sobą, gdyby nie odpalił się na temat "śmiedzących leni", którzy "idą na studia, żeby przedłużyć dzieciństwo". W pewnym momencie jednak postanowił wspomnieć o edukacji finansowej swoich córek. Uważajcie, bo to będzie mocne!

- Dziecku trzeba zaszczepić nutkę przedsiębiorczości. (...) Często opowiadam bajkę: "Słuchajcie, musicie być w życiu bogate, musicie mieć najwięcej pieniędzy ze wszystkich (...) wy musicie zarobić, żebyście kupiły sobie samolot, bo każda z was musi mieć osobny samolot" - przechwalał się Wojciechowski.

Dalej milionera naszła autorefleksja i wyszło na jaw, że jednak zdaje sobie sprawę, co ludzie mogą o tym myśleć. - Ludzie mogą to odklejonymi historiami nazywać, ale jeżeli to dziecko jest tak płynnym i jeszcze nie ma zaprogamowane, większość ludzi mówi: "musisz być biedna" tak naprawdę, a ja mówię wręcz odwrotnie: "musisz być najbogatsza, najlepsza, najbardziej szczęśliwa, bo ty wszystko możesz" - podsumował.

Teraz już wiem, czemu nie mam samolotu. Dzięki Oskar, wszystko jasne

No właśnie, z pewnością moi rodzice nie sądzili, że jest to takie proste - wystarczyło opowiadać mi finansowe bajki na dobranoc, wpajać mi od kołyski, że powinnam być bogata, dużo zarabiać i że przecież muszę kupić sobie samolot. Cóż, nie zrobili tego i teraz samolotu nie mam. Wszystko jasne. A może powinnam obwinić ich rodziców, że nie wpoili moim odpowiednich przekonań? Cóż, bez wątpienia zgadzam się z tym, że duże znaczenie ma fakt, co dzieci słyszą na co dzień od swoich rodziców i jakie przekonania się im wpaja. Problem w tym, że w moim rodzinnym domu zawsze panował etos nauki i ciężkiej pracy. "Ucz się ucz, bo nauka to potęgi klucz" oraz "bez pracy nie ma kołaczy" - tego typu teksty słyszałam na co dzień. Widziałam, jak ciężko pracowali moi rodzice i inni członkowie rodziny. I co? Zapewne Oskarowi trudno byłoby w to uwierzyć, ale nikt z mojej rodziny nie ma samolotu. Dziwne, ale najwyraźniej same przekonania to za mało. 

Jednocześnie czuję wewnętrzny opór, by dzieciom od pierwszych lat życia wpajać, jak dużo muszą pracować. By już zaczynały brać udział w tym wyścigu o pieniądze i sukces, by słuchały wieczorem bajek o zarabianiu i rosły w przekonaniu, że MUSZĄ dużo zarabiać i to tak dużo, by zarobiły na własne samoloty. A co jesli tak się nie stanie? Jestem ciekawa, co Oskar Wojcichowski powiedziałby swoim córkom, gdyby pewnego dnia oświadczyły, że chcą żyć inaczej. Wcale nie zarabiać najwięcej, ale np. pomagać innym? Tylko czy w ogóle będą miały wybór? Czy tata milioner zgodziłby się na to, by nie zarabiały najwięcej i nie były najbogatsze, nie nazywając ich przy tym "śmierdzącymi leniami"? 

Myślę, że żadne skrajności nie są dobre. Sam Oskar Wojciechowski niedawno boleśnie się o tym przekonał, trafiając do szpitala. Przyznał, że pracował ponad swoje siły, aż jego organizm w końcu się zbuntował. Czy taki scenariusz życzyłby swoim córkom? Naprawdę trudno w to uwierzyć. Ja jestem za tym, by pozwolić dzieciom być po prostu dziećmi. Nie słupami reklamowymi w social mediach, by przed rokiem już zarabiały na swoje studia. Po prostu dziećmi, które oczywiście muszą poznawać świat i muszą w końcu dowiedzieć się, czym są pieniądze, ale jednocześnie nie zaczynały podporządkowywać całego swojego życia przyszłej karierze i zarobkom. Miały czas na zabawę i swoje przyjemności.

Mam jednak wrażenie, że żyjąc w dużym mieście, mam tu na myśli Warszawę, jest to naprawdę trudne. Oskar Wojciechowski jest milionerem i jednocześnie celebrytą, ale widzę podejście "zwykłych Warszawiaków", którzy prześcigają się w liczbie zajęć dodatkowych dla trzylatków, liczbie języków, które już powinny umieć i liczbie instrumentów, na których powinny grać. Nie robią przecież tego dla przyjemności dzieci, tylko z myślą o ich przyszłych karierach. A takie słowa Oskara Wojciechowskiego tylko nakręcają ten mechanizm. Co z tego wyniknie? Zapewne niedługo się przekonamy.

Więcej o: