Samolot z gwiazdami na pokładzie musiał awaryjnie lądować. "Gdyby się rozbił..."

Samolotu Delta lecący z Los Angeles do Nowego Jorku musiał awaryjnie lądować w Albuquerque po tym, jak na pokładzie pojawił się dym. Wśród podróżujących znalazły się znane nazwiska.
Samolot z gwiazdami na pokładzie musiał awaryjnie lądować
Fot. REUTERS/Mario Anzuoni; Instagram/owenthiele

9 września pasażerowie linii Delta, którzy lecieli z Los Angeles do Nowego Jorku mogli najeść się strachu. Samolot musiał awaryjnie lądować w Albuquerque, w Nowym Meksyku. Wszystko przez nagłe problemy techniczne. Okazuje się, że wśród podróżujących była grupa gwiazd i jeden celebryta. 

Zobacz wideo Goździalska została pobita w samolocie. Co zrobiła ze sprawą? "Nadal słabo widzę"

Samolot z gwiazdami i celebrytą na pokładzie musiał pilnie lądować 

Zagraniczne portale informują, że na pokładzie znajdowali się aktorzy: Andrew Garfield (znany z takich hitów, jak "Niesamowity Spider-Man", "Przełęcz ocalonych" czy "The Social Network"), Owen Thiele (zagrał w "Idiotce" czy "Nadrabiaj miną", "Dorośli") oraz Nick Robinson (widzowie pamiętają go z takich produkcji, jak "Piąta fala", "Jurassic World" oraz "Twój Simon"). Towarzyszyli im piosenkarz Mark Ambor oraz celebryta Dylan Wrona, który zyskał rozpoznawalność dzięki amerykańskiej odsłonie reality show "Love Island". Maszyna musiała niespodziewanie wylądować w Nowym Meksyku, ponieważ na pokładzie unosił się wyczuwalny dym. Linie lotnicze już wydały oświadczenie i przeprosiły pasażerów. 

"Przepraszamy naszych pasażerów lotu Delta 958 (z Los Angeles do JFK) 9 września, który został przekierowany do Albuquerque z powodu zapachu dymu w samolocie" - czytamy w oświadczeniu na portalu E! News. "Samolot wylądował bez zakłóceń, a nasze zespoły pracowały nad jak najszybszym zapewnieniem pasażerom możliwości powrotu do miejsc docelowych" - wyjaśniono. 

"Gdyby samolot się rozbił, komunikat brzmiałby..."

Owen Thiele relacjonował całe wydarzenie na swoim instagramowym koncie. "Właśnie mieliśmy awaryjne lądowanie w Albuquerque" - napisał pod zdjęciem, na którym widać strażaka w samolocie. "Andrew Garfield leciał moim samolotem" - pisał aktor w kolejnym poście i sarkastycznie dodał: "Gdyby samolot się rozbił, komunikat brzmiałby: "Andrew Garfield i inni". Jest tu też Nick Robinson, więc może jednak brzmiałby: "Andrew Garfield, Nick Robinson i inni" - czytamy. Gwiazdor dodał, że po tym, jak znalazł się na lotnisku w  Albuquerque zaprzyjaźnił się szybko z innymi pasażerami. Później całą grupą udali się na kolejny lot, który zaoferowała im linia lotnicza. 

Więcej o: