Mąż Klaudii Halejcio trafił do szpitala. Ma poważne problemy. "Coś, co kojarzyłem z ludźmi dużo starszymi"

Oskar Wojciechowski, mąż Klaudii Halejcio, spędził noc na szpitalnym oddziale ratunkowym. W nowym wpisie ujawnił, co się stało.
Mąż Klaudii Halejcio trafił do szpitala. Ma poważne problemy
instagram.com/oskar_selfmade, instagram.com/klaudiahalejcio

Klaudia Halejcio i Oskar Wojciechowski są parą od lat i razem wychowują córkę Nel. 8 czerwca gruchnęła wiadomość, że aktorka i jej ukochany są już po ślubie, o czym ma świadczyć zmiana danych aktorki w Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej. Od 1 czerwca Klaudia Halejcio figuruje tam jako Klaudia Halejcio-Wojciechowska. Teraz jej mąż przekazał przykre wiadomości na Instagramie. Trafił do szpitala.

Zobacz wideo Klaudia Halejcio o młodych ludziach. "Łatwo zmieniają partnerów"

Mąż Klaudii Halejcio trafił do szpitala. Oskar Wojciechowski ma poważne problemy

W ostatnim czasie Oskar Wojciechowski zrobił się wyjątkowo aktywny na Instagramie, gdzie publikuje treści dotyczące biznesu. Tym razem jednak zaskoczył obserwatorów, publikując zdjęcie ze szpitalnego łóżka. "Cena zawsze jest. Nie zawsze widać ją od razu" - czytamy na fotografii. W dalszej części jego wpisu okazało się, że trafił na SOR przez poważne problemy związane z sercem.

"Wczoraj spędziłem noc na SOR-ze. Nie z wypadku, nie z kontuzji, nie z niczego, co mógłbym przewidzieć. Obudziłem się w nocy, bo zawołało mnie dziecko. Wstałem z łóżka i serce postanowiło mi powiedzieć coś, na co nie miałem czasu słuchać od lat. Migotanie przedsionków. Potwierdzone na EKG. Coś, co kojarzyłem z ludźmi dużo starszymi ode mnie. Mam 34 lata" - napisał. "I leżąc tam, podpięty pod sto sprzętów, z kroplówkami w obu rękach, z lekami dożylnymi, których nazw do dziś nie pamiętam, z kablem od serca, kablem od saturacji, mankietem na ramieniu, który zaciskał się co kilkanaście minut, i z dźwiękiem monitora, który bipał przy każdym uderzeniu serca, jakby mi przypominał, że jeszcze bije, miałem czas na myśli, na które wcześniej czasu nie było" - dodał.

Oskar Wojciechowski przyznał, że wcześniej poddał się badaniom krwi, hormonalnym oraz sprawdził markery. Wynikało z nich, że jego organizm "pracuje na rezerwie". Nie ukrywał jednak, że zupełnie to zignorował, schował wyniki do szuflady i dalej pracował bez chwili przerwy.

Oskar Wojciechowski o pracy ponad siły. Przypłacił za to zdrowiem

W dalszej części wpisu Oskar Wojciechowski zwraca uwagę na fakt, że ta sytuacja i jego stan zdrowia to cena, którą zapłacił za pracę ponad siły. Jest świadomy, że wszyscy ludzie dostrzegają tylko jego status materialny, wakacyjne wyjazdy, drogi dom i drogie samochody, ale nikt nie jest świadomy, co za tym wszystkim stoi. "(...) nikt nie pyta, ile to kosztuje. Nie w pieniądzach. W środku. I żeby zrozumieć, skąd ta cena się bierze, musisz zrozumieć, skąd ja się biorę" - napisał i wyjaśnił, że dosłownie dorastał w sklepie spożywczym swoich rodziców i w domu weselnym, który prowadzili. Od zawsze obserwował pracę, która była życiem i trwała bez żadnej przerwy.

Sam też szybko zaczął pracować. Ujawnił, że swoją pierwszą firmę założył, gdy miał zaledwie 13 lat. Gdy miał 20 lat, zarobił pierwszy milion. "Miałem milion na koncie i poczułem... nic. Kompletnie nic. Był milion i był kolejny plan. Zarobiłem 20 tysięcy i planowałem wydać 40. Zarobiłem milion i planowałem następny. I tak od tamtej pory. Rok po roku. Firma po firmie. 14 lat gonienia bez zatrzymania. Ale ilu ludzi zapłaciło tę samą cenę i nie ma?" - napisał. (...) I najgorsze jest to, że tej ceny nie płacisz sam. Płaci ją dom. Płaci dziecko, które mówi 'tato, pobaw się ze mną', a słyszy 'zaraz, kochanie, za minutkę'. I ta minutka zamienia się w godzinę, godzina w wieczór, wieczór w kolejny dzień, w którym 'zaraz' nigdy nie nadchodzi. I robisz to wszystko dla niej, przynajmniej tak sobie tłumaczysz. Ale dziecko nie pamięta, ile zarobiłeś" - dodał. 

Więcej o: