Kinga Rusin zatrzymana przez wojsko. To wzbudziło podejrzenia. "Abstrakcja"

Kinga Rusin podzieliła się relacją z podróży po Kirgistanie. Dziennikarka zmagała się z problemami zdrowotnymi, a na koniec została przeszukana przez wojskowych.
Kinga Rusin zatrzymana przez wojsko. To wzbudziło podejrzenia
fot. KAPIF, Instagram.com/kingarusin

Kinga Rusin w 2020 roku podjęła decyzję o odejściu z "Dzień dobry TVN". Dziennikarka obecnie skupia się na rozwoju własnej marki kosmetycznej i podróżuje po świecie razem ze swoim partnerem Markiem Kujawą. Rusin regularnie dzieli się zdjęciami z wojaży na Instagramie, a także opisuje najciekawsze z nich. Tym razem podzieliła się tym, co spotkało ją w Kirgistanie.

Zobacz wideo Sokołowska o Rusin. Brakuje jej w telewizji?

Kinga Rusin zmagała się z chorobą wysokościową. Na tym się nie skończyło

Rusin poinformowała pod relacją zdjęciową z podróży, że na trasie, którą pokonywała, zmagała się z chorobą wysokościową. Choć bardzo dobrze przygotowała się do wspinaczki, problemy zdrowotne dały się jej we znaki. "No i butle z tlenem w Kirgistanie się przydały... Natlenienie spadło mi kilka razy poniżej 83 proc.! Pomimo aklimatyzacji, pomimo brania leków, picia dużych ilości wody. Jak tylko przekraczam 3500m choroba wysokościowa daje o sobie znać. Tak było na kilku przełęczach, w dodatku na obszarach przygranicznych (np. w rejonie Enlichek czy w drodze na Kaszgar w Chinach)" - napisała. Dodała, że przemieszczanie się przez te obszary jest kontrolowane przez służby, a jej zachowanie od razu zwróciło ich uwagę. Ujawniła, co spotkało ją i partnera chwilę później.

Kinga Rusin została przeszukana przez wojsko. "Pełna abstrakcja!"

Rusin opisała dalej, że podczas wyprawy ze względu na dolegliwości często się zatrzymywała, mierzyła ciśnienie, natlenienie i przyjmowała tlen z butli, co nie umknęło uwadze służb.

Na drodze do Kaszgaru przez cały czas mieliśmy za sobą 'ogon'. Kiedy zrobiliśmy sobie pikniki nad brzegiem drugiego co do wielkości w Kirgistanie, a trzeciego na świecie słonego jeziora górskiego Chatyr - Kul, wojskowy patrol cały czas obserwował nas przez lornetki. Po powrocie do samochodu czekało nas... przeszukanie

- napisała w mediach społecznościowych. Dziennikarka opisała, że pogranicznicy sprawdzali torby, zebrane śmieci i podejrzewali, że przyjechała z Chin. "(...) wymieniali spojrzenia, licząc pieczątki z przejść granicznych w naszych paszportach (trochę się tego uzbierało, chociaż to już kolejny nasz paszport od rozpoczęcia systematycznego objeżdżania świata). Po dokładnym sprawdzeniu puszek po rybach w końcu nam odpuścili. Pełna abstrakcja!" - opisała. Kinga Rusin podsumowała wpis, podkreślając, że właśnie na tym polegają przygody. "Wycieczek na kirgiskie przygraniczne przełęcze na pewno nie zapomnimy do końca życia" - zapewniła. Podczas tej podróży dziennikarka przeżyła także chwile grozy związane z wypożyczonym samochodem.

Więcej o: