Za nami Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej 2026. Nie jestem fanką tego typu wydarzeń, nie oglądam żadnych meczów, ale w ramach dyżuru w pracy miałam okazję obejrzeć wielki finał, na który wszyscy zapaleni fani z pewnością czekali z niecierpliwością. Ja czekałam na zapowiadane Halftime Show, które miało odbyć się po raz pierwszy w historii mundialu i być niczym muzyczna przerwa w czasie amerykańskiego Super Bowl, którą akurat dobrze znam, bo widziałam wiele razy i zawsze robiła na mnie duże wrażenie. A jak było tym razem? Nie będę owijać w bawełnę - moim zdaniem naprawdę słabo!
Jak się okazuje, pomysłodawcą muzycznej przerwy w czasie finału mistrzostw świata w piłce nożnej był lider zespołu Coldplay, Chris Martin, i to on zaprosił do udziału plejadę gwiazd: Madonnę, BTS, Justina Biebera,Shakirę. Wiadomo, wielkie nazwiska mogły zachęcić do oglądania finału nie tylko fanów sportu, lecz także muzyki. Ja też początkowo pomyślałam, że będzie ciekawie. Szybko przekonałam się, jak bardzo się myliłam.
Wszystko przez to, że zamiast wielkiego show zobaczyłam... krótkie i szybkie występy niczym z rolek na TikToku. Wszystko wydawało się za szybkie, sztuczne i mało realne jak dobrze zmontowane i nagrane dużo wcześniej klipy. Nie odniosłam wrażenia, że artyści występują, a tym bardziej śpiewają na żywo, wręcz przeciwnie. W czasie oglądania kolejnych występów miałam poczucie chaosu i zupełnego nieładu.
Jako pierwsza "wystąpiła" Madonna. Tu ewidentnie początek był wcześniej nagrany - zobaczyliśmy bowiem, jak grupa tancerzy tańczy na wrotkach w jakiejś hali, a sama Madonna śpiewa w samochodzie. Artystka wykonała swój hit "Music" z 2000 roku, ale z pewnością zrobiła to przy użyciu playbacku. Ciekawostką był fakt, że towarzyszyły jej brazylijskie legendy futbolu: Ronaldo i Ronaldinho. Razem wjechali autem na murawę i właściwie to był już koniec występu Madonny. Miałam poczucie dużego rozczarowania i zastanawiałam się, czy to już było wszystko, co legenda muzyki chciała pokazać.
Organizatorzy nie pozwolili na długą refleksję, bo już chwilę później kamera pokazała, co się działo na murawie - tam zobaczyliśmy występ grających na perkusji Muppetów (brzmi absurdalnie, ale serio), które grały utwór "Seven Nation Army" The White Stripes. Długo to oczywiście nie trwało i już na scenie pojawili się członkowie grupy BTS z utworem "Dynamite". Szału nie zrobili, w przeciwieństwie do Justina Biebera, który wykonał akustyczną wersję "Everything Hallelujah" z gitarą w rękach. Nie było to złe, ale jeśli mam wybierać, to zdecydowanie bardziej podobał mi się występ Shakiry, która zawsze zachwyca energią i gibkością. Artystka zaśpiewała hymn mundialu "Dai Dai" (oczywiście z playbacku, co było już zapowiadane wcześniej, więc się nie dziwiłam). Przyznaję, trudno było oderwać od niej wzrok, ale wciąż nie było to show na miarę Super Bowl, które kiedyś widziałam z jej udziałem. Na końcu na murawie pojawił się zespół Coldplay w towarzystwie Gustavo Dudamela oraz dziecięcego chóru PS22 z Nowego Jorku. Ten występ zupełnie nie pozostał w mojej pamięci.
No cóż, i to by było na tyle. Nie dziwią mnie zupełnie krytyczne opinie o Halftime Show, które zalały internet. Jeden z widzów napisał: "Mam ogromną nadzieję, że odbył się po raz pierwszy i zarazem ostatni". Nie pozostaje mi nic innego, jak się z nim zgodzić.
Grał Basię w "M jak miłość", dziś krytykuje warunki na planie. Produkcja odpowiada
Wystarczyło jedno pytanie dziennikarki. Trumpowi znowu puściły hamulce
Dziennikarz był w szoku, gdy zobaczył to na polskim lotnisku. "Co za wstyd!"
Aleksander Milwiw-Baron usłyszał wyrok w sprawie wypadku w Słomczynie. Oto, co go czeka
Skolim chwali się sprzedażą perfum. W 11 dni padła gigantyczna kwota
Rosati zapytana o rywalizację z Bachledą-Curuś. Nie gryzła się w język. Tak podsumowała ich relację
Agata Kulesza mocno o traktowaniu Heleny Englert. "To jest paskudne"
Ceny życzeń od Chajzerów mocno podskoczyły. Prezenter tłumaczy się z zapisu o AI
Michel Moran pochwalił się córką. Solene skończyła 31 lat