Lilla z "Sanatorium miłości" odsłania kulisy programu. "Ma szczęście, że tylko tyle pokazała telewizja"

Lilla Wyjadłowska z ósmej edycji "Sanatorium miłości" w rozmowie z Plotkiem postanowiła odsłonić kulisy popularnego programu. Jak ocenia innych uczestników? Czy miłość Henryka i Emilii była pod publiczkę? Czy Basia została pokazana w krzywym zwierciadle? Jaka była Marta Manowska, gdy wyłączone były kamery? I co "Sanatorium miłości" zmieniło w jej życiu? Z bohaterką programu TVP rozmawiał Marcin Wolniak.
Lilla Wyjodłowska odsłania kulisy 'Sanatorium miłości'
Lilla Wyjodłowska odsłania kulisy 'Sanatorium miłości'. Fot. Facebook/Lilla Wyjodłowska screen

Lilla Wyjadłowska z Sosnowca to jedna z najbardziej zapamiętywalnych i lubianych uczestniczek ósmej edycji "Sanatorium miłości". Nie miała łatwego życia - ponad 30 lat temu rozwiodła się z mężem i od tego czasu jest samotna. Chociaż po drodze miała dwóch partnerów, te związki nie przetrwały próby czasu. Miłości nie znalazła także w "Sanatorium miłości", ale pozytywna kuracjuszka wzbudziła ogromną sympatię wśród swoich kolegów i koleżanek z programu i zdobyła tytuł Królowej Turnusu. Porozmawialiśmy z Lillą przy okazji jej metamorfozy, o której ostatnio rozpisywały się media. 

Zobacz wideo Manowska zdradza sekrety "Sanatorium miłości". Tyle zarabiała wcześniej

Rozmawiamy w Sosnowcu, chociaż ledwie co wróciła pani z Warszawy? Często teraz pani tak podróżuje na tej trasie? Ma pani wrażenie, że show-biznes i wielki świat się teraz na panią otworzyły? 

Nieczęsto tam jestem. W tej chwili byłam drugi raz w Warszawie, bo poprzedni raz byłam po zakończeniu naszej edycji, bo jako "królowa" musiałam się pokazać (...). Tak wyszło, że teraz dopiero byłam drugi raz w Warszawie.

Co się zmieniło po "Sanatorium miłości" w pani codziennym życiu? Bo partnera tam pani jednak nie znalazła.

Partnera nie znalazłam i raczej już nie będę szukać. Raczej to, co zobaczyłam i to, co przeszłam wystarczy mi. Natomiast tu zawsze byłam rozpoznawalna. Bo ja tutaj mieszkam, tu żyję. Tu moje dzieci były wychowane i byłam rozpoznawalna, ale teraz jestem bardzo rozpoznawalna, ponieważ przez ostatnie lata nie było mnie na tym terenie. Byłam kierowcą i był taki wycinek, że dziesięć lat nie byłam na tym terenie i dopiero teraz wróciłam na swoje śmieci i teraz dużo ludzi się odzywa do mnie. Dużo ludzi poznaje mnie na przykład w Biedronce [śmiech - przyp.red]. 

Media teraz się rozpisują o pani metamorfozie. Skąd taka potrzeba zmiany?  

Metamorfoza jest tylko taka, że ja po prostu odeszłam od spodni. Wyszłam z tych spodni, z tego męskiego ubioru. Jako kierowca musiałam się tak ubierać, bo sytuacja do tego mnie zmuszała. W tej chwili wróciłam do sukienek, zaczęłam być kobietą, ale też czasem dalej chodzi się w spodniach. Tego się nie da odstawić całkowicie. Troszczkę zrzuciłam też kilogramów, bo też jest inny system odżywiania. Inaczej się w tej chwili odżywiam, niż kiedyś jako kierowca. Wcześniej nie było na to czasu, w tej chwili mogę sobie na wiele rzeczy pozwolić. 

Zmieniła pani produkty? Teraz sobie pani gotuje?

Wszystko się zmieniło. Przede wszystkim czas jedzenia. W pracy kierowcy nie było na to czasu. Zjadało się śniadania i potem jak się znalazło czas wolny, to się człowiek nie objadał, tylko obżerał wręcz. W tej chwili mogę sobie na wiele rzeczy pozwolić. Jakieś takie drobne przekąski, żeby żołądka i organizmu nie obiążać. 

Jest pani rozwiedziona od 30 lat, później była pani w związkach, ale one nie przetrwały. Co jest najtrudniejsze do zaakceptowania w samotności. W takim życiu bez partnera na co dzień? 

Najcięższe są dla mnie opłaty, bo z resztą dam radę. Ja umiem wiele rzeczy zrobić. Dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych. Ja każdą pracę i męską, i damską zrobię. Ja i w prądzie pogrzebię i jak trzeba, to i chałupę wytapetuję. Najgorsze, jeśli człowiek sam mieszka, to są te opłaty, które nas dopadają (...). Trzeba kombinować samemu, chociaż z drugiej strony mówię, że lepiej mieć mniej, ale spokojniej.

Czy tytuł królowej turnusu był zaskoczeniem? I czy to jest jakaś nagroda pocieszenia? Nie udało się znaleźć miłości, to jest ten tytuł. 

Wydaje mi się, że byłam najbardziej lubiana. Ze mną nie mieli większych problemów. Byłam osobą, która wszystko łagodziła. Starałam się tak robić. Umiałam się porozumieć i z chłopakami, i z dziewczętami. Jak trzeba było, to czasami załagodziło się sprawy. Byłam osobą lubianą, bo sami mi to mówili. Zawsze byłam uśmiechnięta. Nigdy się nie boczyłam. Trochę się tylko boczyłam, jak była Baśka...

No właśnie, początkowo była pani w pokoju z Basią, która wycofała się z programu. Grupa nie mogła zaakceptować jej zachowań. Jaki jest problem z nią? Ona twierdzi, że kamery nie pokazywały całej prawdy, że ten przekaz medialny był zmanipulowany na jej niekorzyść.

Nikt niczego nie manipulował. Wszyscy kuracjusze powtarzają to samo. Ona ma po prostu szczęście, że tylko tyle pokazała telewizja, a nie więcej. Ona by była zniszczona całkowicie. Ona ma do mnie pretensje, że to ja byłam niedobra i się do niej nie chciałam dostosować. Tak, bo ona nas wszystkich chciała ustawić według własnego widzimisię. Próbowała ustawiać nas, program, reżyserów, telewizję. Chciała rządzić, a niestety się nie dało. 

W czym to rządzenie się objawiało? Kiedy oglądałem ten program, to miałem wrażenie, że ona po prostu nie wiedziała kiedy przestać żartować. Że może była zbyt ekstrawagancka dla reszty... 

Nie dało się jej niczego wytłumaczyć. Jakim sposobem by się nie próbowało. Ja próbowałam i uśmiechem, i żartem. Próbowałam do niej się dopasować i z nią żartować. Żaden argument do niej nie docierał. Cokolwiek by się jej nie powiedziało, wszystko było źle odbierane przez Basię. 

Co jest takiego w Teresie, że ona, bardzo sympatyczna kobieta, jest bardzo zdystansowana do mężczyzn. Z czego to może wynikać?

To jest spowodowane tym, że ona tak długo jest sama. My to mamy, ja to też u siebie mam. Nie aż tak, ale też to odnoszę do swojej osoby. My, kobiety, które jesteśmy już zrażone do jakiś sytuacji, mamy to. Teresa potem sama nam powiedziała, że ona bardzo się boi na zapas. Ona się boi śmierci, boi się, że znowu ktoś będzie z nią i ją opuści. To jest ten największy mankament. Teresa jest bardzo dobrym człowiekiem. Ja uważam, że od pierwszej chwili, kiedy zaczęliśmy z Teresą rozmawiać, myśmy złapały bardzo dobry kontakt z nią. Z nią każda z nas miała i ma do dzisiaj bardzo dobry kontakt. To, że ona czasem wyskoczy z jakimś dziwnym komentarzem, czy nawet te fraszki, które ona pisze, ja uważam, że to nie jest nic złego. Może się obrażać ten, kto się nie zna na żartach. 

Henryk i Emilia – para z programu, która wzbudzała duże zainteresowanie. To było pod publikę? Pod kamery? Miałem takie wrażenie, że Henryk to może bawidamek i to nie przetrwa dłużej.

Źle wszyscy mówią, bo Henio jest bardzo dobrym przyjacielem. Bardzo dobrym kumplem. Ja do niego nie mam większych pretensji dlatego, że ja nie widzę w nim towarzysza. Ja widzę w nim przyjaciela, kumpla. Dla mnie to jest fantastyczny facet. Wydaje mi się, że oni w połowie drogi rozmawiali na te tematy, że z tego jednak nic nie będzie. To było pierwsze zauroczenie, które szybko minęło

A gdyby mogła pani teraz wybrać, z kim umówi się pani na randkę z "Sanatorium miłości". Kogo by pani wybrała? 

Żadnego. Po prostu to nie są faceci do życia dla mnie. Nie ma tej chemii. Ja wiem, że też mam wady, ale patrząc przez swoje wady, przez swój pryzmat, panowie mają tak strasznie dużo tych wad, że nie da się tego przetrawić, przerobić. Choćby nie wiem co człowiek robił, to nie da się. Mamy wszyscy swoje lata i jak to mówią, starego drzewa się nie nagnie i taka jest prawda. 

Chciałem spytać o Martę Manowską. Jaka ona jest, gdy gasną kamery? Czy ma czas na tą bliską relację z uczestnikami. Czy odczuwaliście jej życzliwość i dalej jest z nią kontakt?

Po zakończeniu programu nie mamy z nią żadnego kontaktu ze względu na to, że ona dalsze, inne programy kręci, więc automatycznie nasze relacje się tracą. Jeśli była taka możliwość, że byliśmy poza kamerami, dalej to utrzymywała. Marta ogólnie jest bardzo dobrym człowiekiem, takim ciepłym. Ja nie dam złego słowa powiedzieć na Martę, bo są różne opinie. Niektórzy uważają, że siada z nami, wyciąga od nas jakieś tam delikatne sprawy. Nie, po prostu, my chcemy to powiedzieć i mówimy. 

A czy za ten okres w "Sanatorium miłości" otrzymywaliście jakieś wynagrodzenie? To się wiąże z jakąś dobrą kasą? Czy po prostu sam udział w programie ma być tą wartością dodaną? 

Pierwsze edycje zarabiały w miarę przyzwoite pieniądze. Natomiast myśmy dostali symboliczne wynagrodzenie. Symboliczne, że wręcz śmieszne. Poprzednia edycja dostała niedużo, a my to już dostaliśmy po prostu... żart. Telewizja od kilku lat tłumaczy się tym, że to jest telewizja w likwidacji. No i wiadomo, pieniążki idą, ale lepiej wziąć do swojej kieszeni, niż komuś dać [śmiech - przyp.red.] 

Rzeźniczka, cukierniczka, kierowczyni auta. W którym z tych zawodów najlepiej się pani czuła? 

Rzeźniczką byłam dlatego, bo taka była potrzeba. To były lata 70. Ja miałam być plastykiem, niestety wyszło tak, jak wyszło. W szkole plastycznej nie było tych kierunków, na które chciałam iść, bo chciałam na rysunek, a on był bardzo obłożony. Gdyby moja mama była tak mądra, jak są ludzie w dzisiejszych czasach, to najprawdopodobniej poszłabym, na któryś z artystycznych kierunków. Bo jako osoba i silna pod każdym względem mogłam być kowalem artystycznym i w dzisiejszych czasach bym piękne rzeczy robiła jako kowal. To był ten czas, gdy patrzyło się na to, żeby iść gdzieś do pracy, zarobić, a jeszcze jak to jest coś związane z jedzeniem, to już w ogóle. Przyszła kuzynka i mówi, że po co wymyślać szkoły plastyczne, lepiej iść do masarni. I tak poszłam. Skończyłam szkołę zawodową, zrobiłam technika i tak się zaczął mój zawód. Z zawodu jestem technologiem rolno-spożywczym o specjalności przetwórstwo mięsa. 

Miała pani okazję kiedyś spożywać wyroby cukiernicze Magdy Gessler? Ponoć są bardzo dobre, ale 38 złotych za jagodziankę? Ile kosztuje jagodzianka z dobrych produktów według pani? Jaka jest taka uczciwa cena za to? 

Tego się nie da teraz siąść i powiedzieć. Trzeba skalkulować, ile biorę jagód, ile cukru, ile mąki, jakie robię ciasto i tą średnią wyciągnąć. Ja robiłam artystyczne torty (...). Gdy robiłam te torty, to starałam się wyciągnąć tę cenę średnią. U mnie nie kosztował 100 złotych kilogram. Tylko u mnie kosztował 20, albo 30 złotych. 

Czyli te 38 złotych za jagodziankę to przesada? 

Oczywiście, że tak! To za samą nazwę płacimy. To tak samo, jak kiedyś płaciliśmy za dżinsy, czy coś innego. Tu się marka liczy. Każdy leci w tym przypadku na markę, ale ta marka na głowie nie jest. Gessler to już się zje i... się obróci. 

Więcej o: