Lilla Wyjadłowska z Sosnowca to jedna z najbardziej zapamiętywalnych i lubianych uczestniczek ósmej edycji "Sanatorium miłości". Nie miała łatwego życia - ponad 30 lat temu rozwiodła się z mężem i od tego czasu jest samotna. Chociaż po drodze miała dwóch partnerów, te związki nie przetrwały próby czasu. Miłości nie znalazła także w "Sanatorium miłości", ale pozytywna kuracjuszka wzbudziła ogromną sympatię wśród swoich kolegów i koleżanek z programu i zdobyła tytuł Królowej Turnusu. Porozmawialiśmy z Lillą przy okazji jej metamorfozy, o której ostatnio rozpisywały się media.
Nieczęsto tam jestem. W tej chwili byłam drugi raz w Warszawie, bo poprzedni raz byłam po zakończeniu naszej edycji, bo jako "królowa" musiałam się pokazać (...). Tak wyszło, że teraz dopiero byłam drugi raz w Warszawie.
Partnera nie znalazłam i raczej już nie będę szukać. Raczej to, co zobaczyłam i to, co przeszłam wystarczy mi. Natomiast tu zawsze byłam rozpoznawalna. Bo ja tutaj mieszkam, tu żyję. Tu moje dzieci były wychowane i byłam rozpoznawalna, ale teraz jestem bardzo rozpoznawalna, ponieważ przez ostatnie lata nie było mnie na tym terenie. Byłam kierowcą i był taki wycinek, że dziesięć lat nie byłam na tym terenie i dopiero teraz wróciłam na swoje śmieci i teraz dużo ludzi się odzywa do mnie. Dużo ludzi poznaje mnie na przykład w Biedronce [śmiech - przyp.red].
Metamorfoza jest tylko taka, że ja po prostu odeszłam od spodni. Wyszłam z tych spodni, z tego męskiego ubioru. Jako kierowca musiałam się tak ubierać, bo sytuacja do tego mnie zmuszała. W tej chwili wróciłam do sukienek, zaczęłam być kobietą, ale też czasem dalej chodzi się w spodniach. Tego się nie da odstawić całkowicie. Troszczkę zrzuciłam też kilogramów, bo też jest inny system odżywiania. Inaczej się w tej chwili odżywiam, niż kiedyś jako kierowca. Wcześniej nie było na to czasu, w tej chwili mogę sobie na wiele rzeczy pozwolić.
Wszystko się zmieniło. Przede wszystkim czas jedzenia. W pracy kierowcy nie było na to czasu. Zjadało się śniadania i potem jak się znalazło czas wolny, to się człowiek nie objadał, tylko obżerał wręcz. W tej chwili mogę sobie na wiele rzeczy pozwolić. Jakieś takie drobne przekąski, żeby żołądka i organizmu nie obiążać.
Najcięższe są dla mnie opłaty, bo z resztą dam radę. Ja umiem wiele rzeczy zrobić. Dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych. Ja każdą pracę i męską, i damską zrobię. Ja i w prądzie pogrzebię i jak trzeba, to i chałupę wytapetuję. Najgorsze, jeśli człowiek sam mieszka, to są te opłaty, które nas dopadają (...). Trzeba kombinować samemu, chociaż z drugiej strony mówię, że lepiej mieć mniej, ale spokojniej.
Wydaje mi się, że byłam najbardziej lubiana. Ze mną nie mieli większych problemów. Byłam osobą, która wszystko łagodziła. Starałam się tak robić. Umiałam się porozumieć i z chłopakami, i z dziewczętami. Jak trzeba było, to czasami załagodziło się sprawy. Byłam osobą lubianą, bo sami mi to mówili. Zawsze byłam uśmiechnięta. Nigdy się nie boczyłam. Trochę się tylko boczyłam, jak była Baśka...
Nikt niczego nie manipulował. Wszyscy kuracjusze powtarzają to samo. Ona ma po prostu szczęście, że tylko tyle pokazała telewizja, a nie więcej. Ona by była zniszczona całkowicie. Ona ma do mnie pretensje, że to ja byłam niedobra i się do niej nie chciałam dostosować. Tak, bo ona nas wszystkich chciała ustawić według własnego widzimisię. Próbowała ustawiać nas, program, reżyserów, telewizję. Chciała rządzić, a niestety się nie dało.
Nie dało się jej niczego wytłumaczyć. Jakim sposobem by się nie próbowało. Ja próbowałam i uśmiechem, i żartem. Próbowałam do niej się dopasować i z nią żartować. Żaden argument do niej nie docierał. Cokolwiek by się jej nie powiedziało, wszystko było źle odbierane przez Basię.
To jest spowodowane tym, że ona tak długo jest sama. My to mamy, ja to też u siebie mam. Nie aż tak, ale też to odnoszę do swojej osoby. My, kobiety, które jesteśmy już zrażone do jakiś sytuacji, mamy to. Teresa potem sama nam powiedziała, że ona bardzo się boi na zapas. Ona się boi śmierci, boi się, że znowu ktoś będzie z nią i ją opuści. To jest ten największy mankament. Teresa jest bardzo dobrym człowiekiem. Ja uważam, że od pierwszej chwili, kiedy zaczęliśmy z Teresą rozmawiać, myśmy złapały bardzo dobry kontakt z nią. Z nią każda z nas miała i ma do dzisiaj bardzo dobry kontakt. To, że ona czasem wyskoczy z jakimś dziwnym komentarzem, czy nawet te fraszki, które ona pisze, ja uważam, że to nie jest nic złego. Może się obrażać ten, kto się nie zna na żartach.
Źle wszyscy mówią, bo Henio jest bardzo dobrym przyjacielem. Bardzo dobrym kumplem. Ja do niego nie mam większych pretensji dlatego, że ja nie widzę w nim towarzysza. Ja widzę w nim przyjaciela, kumpla. Dla mnie to jest fantastyczny facet. Wydaje mi się, że oni w połowie drogi rozmawiali na te tematy, że z tego jednak nic nie będzie. To było pierwsze zauroczenie, które szybko minęło.
Żadnego. Po prostu to nie są faceci do życia dla mnie. Nie ma tej chemii. Ja wiem, że też mam wady, ale patrząc przez swoje wady, przez swój pryzmat, panowie mają tak strasznie dużo tych wad, że nie da się tego przetrawić, przerobić. Choćby nie wiem co człowiek robił, to nie da się. Mamy wszyscy swoje lata i jak to mówią, starego drzewa się nie nagnie i taka jest prawda.
Po zakończeniu programu nie mamy z nią żadnego kontaktu ze względu na to, że ona dalsze, inne programy kręci, więc automatycznie nasze relacje się tracą. Jeśli była taka możliwość, że byliśmy poza kamerami, dalej to utrzymywała. Marta ogólnie jest bardzo dobrym człowiekiem, takim ciepłym. Ja nie dam złego słowa powiedzieć na Martę, bo są różne opinie. Niektórzy uważają, że siada z nami, wyciąga od nas jakieś tam delikatne sprawy. Nie, po prostu, my chcemy to powiedzieć i mówimy.
Pierwsze edycje zarabiały w miarę przyzwoite pieniądze. Natomiast myśmy dostali symboliczne wynagrodzenie. Symboliczne, że wręcz śmieszne. Poprzednia edycja dostała niedużo, a my to już dostaliśmy po prostu... żart. Telewizja od kilku lat tłumaczy się tym, że to jest telewizja w likwidacji. No i wiadomo, pieniążki idą, ale lepiej wziąć do swojej kieszeni, niż komuś dać [śmiech - przyp.red.]
Rzeźniczką byłam dlatego, bo taka była potrzeba. To były lata 70. Ja miałam być plastykiem, niestety wyszło tak, jak wyszło. W szkole plastycznej nie było tych kierunków, na które chciałam iść, bo chciałam na rysunek, a on był bardzo obłożony. Gdyby moja mama była tak mądra, jak są ludzie w dzisiejszych czasach, to najprawdopodobniej poszłabym, na któryś z artystycznych kierunków. Bo jako osoba i silna pod każdym względem mogłam być kowalem artystycznym i w dzisiejszych czasach bym piękne rzeczy robiła jako kowal. To był ten czas, gdy patrzyło się na to, żeby iść gdzieś do pracy, zarobić, a jeszcze jak to jest coś związane z jedzeniem, to już w ogóle. Przyszła kuzynka i mówi, że po co wymyślać szkoły plastyczne, lepiej iść do masarni. I tak poszłam. Skończyłam szkołę zawodową, zrobiłam technika i tak się zaczął mój zawód. Z zawodu jestem technologiem rolno-spożywczym o specjalności przetwórstwo mięsa.
Tego się nie da teraz siąść i powiedzieć. Trzeba skalkulować, ile biorę jagód, ile cukru, ile mąki, jakie robię ciasto i tą średnią wyciągnąć. Ja robiłam artystyczne torty (...). Gdy robiłam te torty, to starałam się wyciągnąć tę cenę średnią. U mnie nie kosztował 100 złotych kilogram. Tylko u mnie kosztował 20, albo 30 złotych.
Oczywiście, że tak! To za samą nazwę płacimy. To tak samo, jak kiedyś płaciliśmy za dżinsy, czy coś innego. Tu się marka liczy. Każdy leci w tym przypadku na markę, ale ta marka na głowie nie jest. Gessler to już się zje i... się obróci.
Karol Nawrocki przemówił po angielsku. Pomylił "korpus" ze "zwłokami"
Nie żyje Bonnie Tyler. Wokalistka miała 75 lat
Nawrocki na szczycie NATO wypadł sztywno. Zaliczył wpadkę, zachowując się jak Trump
Opozda rozwiodła się z Królikowskim! "Sąd pozbawił Antoniego władzy rodzicielskiej nad naszym synem"
Krwotoki płucne, 459 złotych renty i pierwsza grupa inwalidzka. Słowa Konkola z Łez dotknęły fanów
"Ta książka powinna być przepisywana na receptę". Gwiazdy radzą, co przeczytać latem
Ludzie zakochali się w filmach Kołodziejczaka. Ten jest zszokowany. "Zwolniłem wszystkich ludzi odpowiedzialnych za social media"
Zdezorientowany Trump przykuł uwagę internautów. Erdogan musiał mu pomóc
Trump przejęzyczył się przy Zełenskim, a kamery wszystko nagrały. Naprawdę tak go nazwał