20 lat trenowała karate. Pewnego dnia źle się poczuła. W szpitalu amputowano jej nogi i dłonie

Aneta Zatwarnicka. Choroba zaatakowała ją nagle i z ogromną siłą. Zmieniło się cale jej życie. Nie została sama

Są takie chwile, które zmieniają ludzkie życie na zawsze i nieodwracalnie. Aneta Zatwarnicka młoda, uśmiechnięta trenerka karate trafiła do szpitala z pozoru niegroźnymi objawami. Niedługo potem okazało się, że lekarze muszą jej amputować nogi i dłonie.

Aneta Zatwarnicka ma 37 lat. Mieszka we wsi Racula w okolicach Zielonej Góry. Od 1995 roku, od kiedy była w liceum, uprawiała karate tradycyjne. Jest zawodniczką zielonogórskiego klubu Nidan. Nie była samorodnym talentem. Jednak dzięki bardzo ciężkiej pracy i determinacji zdobyła czarny pas oraz uprawnienia instruktora i sędziego, a także wiele medali. Nie ma własnej rodziny. Po maturze wyprowadziła się z domu w Zielonej Górze, w którym mieszkają jej rodzice (jej dwie siostry są już zamężne) i zamieszkała w Raculi, gdzie opiekowała się babcią. Była zdrową, wysportowaną osobą, a po nowym roku, z dnia na dzień zmieniło się jej życie.

Nic nie zapowiadało tragedii - mówi nam trener Zatwarnickiej, Mirosław Kuciarski. - Święta Bożego Narodzenia spędziła z najbliższą rodziną. Przyjechali też znajomi z Londynu, zapraszali ją na Sylwestra. Została jednak w kraju. Nagle poczuła się bardzo źle. 2 stycznia trafiła na Oddział Intensywnej Terapii szpitala w Zielonej Górze. Tydzień później lekarze amputowali jej nogi poniżej kolan, a wkrótce potem także dłonie. Martwica zaatakowała też nos.

Lekarze postawili diagnozę: sepsa. Prognozy nie były dobre. Jej stan się pogarszał, wiele narządów, w tym nerki i płuca, przestało normalnie pracować. Jej stan był ciężki, wręcz beznadziejny. Dawano jej tydzień życia, w szpitalu rodzinę przygotowywana na najgorsze.  Jednak bliscy czekali na cud.

To był szok. W jednej chwili załamało się życie i nasze, i Anety. Córce dawali jeden procent szans. Przez kilka tygodni lekarz rozkładał ręce. A ona przeżyła - mówi jej mama, Halina Zatwarnicka.

Karacistka przez dwa miesiące podłączona była do respiratora, codziennie poddawano ją dializom, walczyła.

Nawet lekarze mówią, że gdyby trafiła do szpitala pod koniec grudnia, to podaliby jej najwyżej aspirynę. Nie było żadnych objawów - powiedział Mirosław Kuciarski, wieloletni trener Anety, któremu pomagała w treningach w jego klubie.

Screen z Facebook.com/anetazatwarnicka

Podczas leczenia wykryto u niej toczeń rumieniowaty układowy. Jest to choroba o nieznanej do dziś etiologii. Rozwija się na tle złożonych i niejasnych zaburzeń układu odpornościowego, doprowadza do procesu zapalnego wielu tkanek i narządów. Toczeń zaatakował układ krwionośny, w wyniku czego w nogach i rękach sportsmenki pojawiła się martwica.

Jej kończyny dolne i górne uległy pogorszeniu i pojawiła się w nich martwica. Lekarze zdecydowali, że trzeba amputować nogi i ręce, żeby zapobiec dalszemu jej rozprzestrzenianiu. Martwica dotknęła też końcówkę nosa - opisywał trener.

Jak czytamy na stronie Wartojestpomagac.pl, Zatwarnicką czeka jeszcze operacja plastyki nosa.

Nawet nie wiem, kiedy minęły te dwa miesiące - mówi Gazetalubuska.pl Halina Zatwarnicka, mama Anety. - Nie potrafię ułożyć tego w daty, to dla mnie dwa miesiące łez i niemocy. Córce dawali jeden procent szans. Przez kilka tygodni lekarz ręce rozkładał. Wszyscy spodziewaliśmy się najgorszego. A ona przeżyła.
Wszystko zmierza w dobrym kierunku. Pacjentka bardzo walczy - powiedziała lekarka Małgorzata Ostrowska.

Przeżyła, została odłączona od aparatury, oddycha samodzielnie.

Już myśleliśmy, że sobie nie poradzi, ale widzieliśmy, że z dnia na dzień walczy i nie odpuszcza. Radzi sobie dzielnie - zapewnia pielęgniarka Barbara Kuciarska, żona trenera Mirosława Kuciarskiego.

Czekają ją jednak długie miesiące rehabilitacji, co najmniej półtora roku. Potrzebne są protezy, wózek inwalidzki, wizyta w specjalistycznym ośrodku. Jak szacują bliscy, będzie to kosztowało minimum 400 tysięcy złotych. W internecie znajomi otworzyli specjalną stronę, dzięki której w akcję pomocy włącza się coraz więcej osób. Także tych znanych. W ich gronie jest Anna Lewandowska .

Znam Anetę - mówi nam Anna Lewandowska. - W środowisku karate wszyscy się znamy. Naturalną sprawą jest moje zaangażowanie. Wszyscy w środowisku karate robimy, co możemy. Ciesze się, że mogę pomóc, dostaję wiele wiadomości, e-maili, rzeczy na licytację.

Na aukcję swoją koszulkę z autografem przekazał m. in. Robert Lewandowski.

To jest koszulka mojego męża, którą przekazujemy na aukcję - powiedziała Lewandowska w "DD TVN". - Koszulka Sławomira Peszko, Andrzeja Wrony. Na pewno będę się starała jeszcze więcej takich rzeczy zbierać i przekazywać, jeśli to tylko może pomóc.

Screen z Facebook.com/anetazatwarnicka

W pomoc zaangażowało się całe środowisko karate. W sobotę, 8 marca, w Krakowie odbył turniej karate, a także specjalny trening, który poprowadziła Anna Lewandowska. 15 marca taki sam został zorganizowany we Wrocławiu. Dla Zatwarnickiej sam fakt, że ludzie solidaryzują się z nią, okazał się być nieocenionym wsparciem psychicznym.

Aneta miewa lepsze i gorsze dni. Wie, że straciła kończyny. Cały czas jednak ją wspieramy, odwiedzamy, rozmawiamy. Chcemy, żeby czuła, że jesteśmy z nią - zaznacza Mirosław Kuciarski.
Od tego dnia, kiedy zobaczyła, że tylu ludzi za nią stoi, stan zdecydowanie się polepsza - dodała Anna Lewadowska. - Zaangażowało się dużo dzieci, wysyłają jej kartki z życzeniami. Na Facebooku pojawia się też dużo zdjęć uśmiechów, życzeń: "Aneta, jesteśmy z tobą", "Walczymy", "Wspieramy". To zabrzmi banalnie, ale ja wiem, że takie rzeczy pozwalają znaleźć taką energię. Myślę, że Aneta wygra z tym.
Anecie daje to energię... wczoraj powiedziała: "Jak ja się wszystkim odwdzięcz ę..." - dodała w rozmowie z nami.

W pomoc włączyła się także Fundacja TVN, która zobowiązała się, że kupi wózek sportsmence.

Aneta prosiła mnie, żebym podziękował w jej imieniu wszystkim za okazaną pomoc - powiedział trener Zatwarnickiej w TVN.

Screen z Facebook.com/anetazatwarnicka

Całe środowisko karate tradycyjnego bardzo poruszyła historia ich koleżanki.

Wiem, że ona potrzebuje naszego wsparcia, tak finansowego, jak i duchowego. Kiedyś to ona pomagała i wspierała swoją pozytywną energią. Teraz potrzebuje nas! Anecie amputowano nogi i dłonie! Nie bądźmy obojętni! - apeluje Lewandowska.
Karate to było jej całe życie, jej pasja. Była dobrym duszkiem w naszym środowisku. Wielkość człowieka nie polega na tym, że ktoś ma dużo pieniędzy. Ja czułam się bogatsza wewnętrznie przez rozmowę z Anetą. Postanowiłam wznowić karierę, którą zakończyłam w 2012 roku. Wznowić także z powodu Anety - podkreśla jedna z najbardziej utytułowanych zawodniczek w historii światowego karate tradycyjnego, Marta Niewczas.
Jest zawsze uśmiechnięta, niesamowicie ambitna, przesiąknięta pasją; dla niej najważniejsze było karate. Środowisko karate zastępowało jej rodzinę. Nie mogła się doczekać zgrupowań - wspomina trener, prezes i zawodnik niepołomickiej Akademii Karate Tradycyjnego, wielokrotny medalista mistrzostw świata i Europy, Paweł Janusz. - Wygrała walkę ze śmiercią, a teraz czeka ją walka z rzeczywistością. I wygra ją. Da nam wszystkim przykład, jak można się podnieść z takiej tragedii.

Wszystkie informacje, jak można pomóc Anecie oraz jak można wesprzeć akcje, czy licytować koszulki znajdziecie na stronie na Facebooku : Facebook.com/anetazatwarnicka

Zbiórka środków finansowych odbywa się także poprzez Stowarzyszenie "Warto jest pomagać", ul. Bema 7/6 65-035 Zielona Góra. KRS: subkonto Anety: 03 1140 1850 0000 2096 6400 1037). Można też przekazać Anecie swój 1% podatku. KRS: 0000318521, cel szczegółowy: POMÓŻMY ANECIE

karo

Wiele narządów, w tym nerki i płuca, przestało normalnie pracować

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.