Nowe ustalenia ws. śmierci Łukasza Litewki. Są wyniki badań kierowcy

Ponad miesiąc po śmierci Łukasza Litewki prokuratura przekazała nowe informacje dotyczące kierowcy podejrzanego o spowodowanie wypadku. Co wykazało śledztwo?
Łukasz Litewka
Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Wyborcza.pl

29 maja Prokuratura Okręgowa w Sosnowcu przekazała nowe informacje dotyczące tragicznego wypadku, w którym zginął Łukasz Litewka. Śledczy otrzymali już wyniki opinii toksykologicznej kierowcy podejrzanego o spowodowanie zdarzenia.

Zobacz wideo Odznaczenie dla Łukasza Litewki. Order odebrał ojciec zmarłego

Prokuratura przekazała nowe informacje ws. śmierci Łukasza Litewki. Są wyniki badań kierowcy

Do tragedii doszło 23 kwietnia. Łukasz Litewka poruszał się rowerem, gdy został potrącony przez samochód osobowy. Jak wcześniej informowali śledczy, obrażenia były bardzo poważne. - Doszło do uszkodzenia kluczowych arterii, zwłaszcza w obrębie kończyny dolnej, co doprowadziło do wykrwawienia - powiedział Bartosz Kilian z Prokuratury Okręgowej w Sosnowcu w rozmowie z "Faktem".

Teraz prokuratura ujawniła wyniki badań toksykologicznych 57-letniego kierowcy. Z ustaleń wynika, że mężczyzna nie był pod wpływem środków mogących zaburzać percepcję. - Nie stwierdzono obecności jakichkolwiek zabronionych substancji w organizmie podejrzanego, które mogłyby wpływać na jego percepcję - przekazał Bartosz Kilian w rozmowie z portalem o2.pl.

Śledczy sprawdzili również aktywność telefonu należącego do kierowcy. Ekspertyza wykazała, że urządzenie nie było używane w chwili wypadku. "Prokuratura otrzymała ekspertyzę telefonu podejrzanego 57-latka. Wynika z niej, że w momencie wypadku nie stwierdzono żadnej aktywności telefonu należącego do podejrzanego" - mówił prokurator.

Postępowanie nadal trwa. Służby pracują obecnie nad szczegółową rekonstrukcją przebiegu wypadku, która ma pomóc w dokładnym ustaleniu okoliczności tragicznego zdarzenia.

Spłonął grób Łukasza Litewki. Opiekun cmentarza zabrał głos

27 maja grób Łukasza Litewki na cmentarzu parafialnym przy ul. Zuzanny w Sosnowcu został uszkodzony w wyniku pożaru. O kulisach zdarzenia opowiedział Plotkowi opiekun nekropolii, który od początku obawiał się, że może dojść do takiej sytuacji. - Mówiłem, że do tego dojdzie - powiedział.

Jak wyjaśnił, wokół grobu znajdowały się tysiące palących się zniczy i wyschnięte wiązanki, co stworzyło ogromne zagrożenie. - Ludzie nie zdają sobie sprawy, że jeśli zapali się tysiące zniczy dookoła grobu i są ususzone kwiaty, to siłą rzeczy coś się zapali - podsumował. Rozmówca podkreślił również, że jego zdaniem nie doszło do celowego podpalenia. Według niego przyczyną pożaru była duża liczba zniczy ustawionych przy grobie.

Więcej o: