Olejnik zaskoczyła święconką. Talerz zamiast koszyczka to dopiero początek

Monika Olejnik nie spędza świąt wielkanocnych w Polsce. Dziennikarka zaprezentowała, jak wyglądała jej święconka. Można się zdziwić.
Olejnik zaskoczyła święconką. Talerz zamiast koszyczka to dopiero początek
Fot. Instagram/@monikaolejnik_official

Monika Olejnik jest jedną z najpopularniejszych polskich dziennikarek. Od lat współpracuje z TVN-em. Na antenie TVN24 prowadzi autorski program "Kropka nad i", gdzie konfrontuje się z osobami ze świata polityki, rozmawiając na bieżące tematy. Prezenterka aktywnie prowadzi również profil w mediach społecznościowych. 4 kwietnia opublikowała na Instagramie post, w którym zaprezentowała, jak wygląda jej święconka. Nie zobaczycie w niej jajek i wędliny.

Zobacz wideo Monika Olejnik wymienia polityków, którzy nie chcą wystąpić w jej programie. Lista jest długa

Monika Olejnik zaskoczyła. Tak prezentuje się jej nietypowa święconka

Dziennikarka wraz z ukochanym, Tomaszem Ziółkowskim, zdecydowała się wyjechać i nie spędza Wielkanocy w Polsce. Okazuje się, że jest we Włoszech. Olejnik postanowiła podzielić się z fanami na Instagramie ujęciami z zagranicznego wyjazdu. To tam stworzyła własną święconkę, która nie należała do typowych. Zamiast koszyczka zobaczyliśmy talerz. Nie było jednak na nim typowych produktów, które wkładamy do święconki. Pojawiły się tam owoce i warzywa, m.in. banany, koper włoski i pomidory. "Święconka blisko natury w Zatoce Poetów. Silny wiatr od morza niesie życzenia miłości, pokoju i przyjaźni. Obyśmy żyli w świecie bez konfliktów!" - napisała dziennikarka. 

Święconka Moniki Olejnik mogła zaskoczyć. Ksiądz wyjawił, co ludzie potrafią włożyć do wielkanocnego koszyczka

Choć Olejnik postawiła na nietypową święconkę, trudno tu mówić o kontrowersji. Ksiądz Rafał Główczyński, którego wielu może kojarzyć z uczestnictwa w trzeciej edycji reality show "The Traitors. Zdrajcy", zabrał głos w sprawie wielkanocnych koszyczków. Przyznał, że spotkał się z tym, że w święconce znalazł się... alkohol. - Batoniki, kilogram cukru, raz mi się trafiło, że ktoś pomyślał: "A, browarka w domu mam, to do koszyczka wkładam". Dramat. Tego zdecydowanie nie wkładamy do koszyka, to nie jest miejsce na alkohole - opowiadał serwisowi o2.pl. 

Kapłan wspomniał również o słodyczach. - Jeżeli ktoś włoży do tego koszyka coś, co nie jest związane z tradycją, to dramatu nie ma, aczkolwiek nie ma żadnego uzasadnienia liturgicznego czy symbolicznego do wkładania króliczków, zabawek, słodyczy - wyjaśniał ksiądz Główczyński. 

Więcej o: