Agnieszka Osiecka nie chciała się zgodzić, by zaśpiewała jej utwór. Gdy to zrobiła, wygrała w Opolu

Była jedną z najjaśniejszych gwiazd polskiej sceny muzycznej czasów PRL-u. Zachwycała nietuzinkową urodą i głosem o wyjątkowej barwie. Ale choć na swoim koncie miała wiele przebojów, w tym jeden z tekstem autorstwa samej Agnieszki Osieckiej, dziś o Teresie Tutinas mało kto już pamięta.
Teresa Tutinas
Youtube Printscreen

Maryla Rodowicz, Anna Jantar czy Irena Santor - to o nich w pierwszej kolejności mówi się w kontekście największych gwiazd czasów PRL-u. Ale choć istotnie to właśnie te nazwiska przeszły do historii muzyki, w latach 60., 70. czy 80. ubiegłego wieku wraz z nimi jednym tchem wymieniano też inne, dziś już niesłusznie zapomniane. Jedną z takich artystek jest Teresa Tutinas. Na swoim koncie ma takie przeboje jak "Jak Cię miły zatrzymać?", śpiewany w duecie ze Skaldami "Gorzko nam", "Między nami nic nie było", "Takiego szczęścia nie ma nikt", czy "Na całych jeziorach Ty". W przypadku tego ostatniego hitu nie obeszło się bez kontrowersji. Bo autorka tekstu piosenki - Agnieszka Osiecka - początkowo wcale nie chciała się zgodzić na to, aby inspirowane jej relacją z Jeremim Przyborą wersy zaśpiewała właśnie Teresa Tutinas. Kiedy jednak ustąpiła pod presją namówi, utwór odniósł wielki sukces, a jego wykonawczyni podbiła serca publiczności. Ale w latach 80. piosenkarka wyjechała z Polski i nigdy na stałe nie wróciła do kraju. Jaka była tego przyczyna? Dlaczego słuch po artystce tak szybko zaginął? I czym dziś zajmuje się Teresa Tutinas?

Zobacz wideo Fryzjer gwiazd wziął pod lupę gwiazdy On Air Music Awards. Ma sugestię dla Maryli Rodowicz

Scena zamiast szkolnej klasy

Teresa Tutinas przyszła na świat w środku wojennej zawieruchy - urodziła się 1 września 1943 w Zdołbunowie, mieście, które dziś należy do terytorium zachodniej Ukrainy. Od najmłodszych lat wykazywała talent muzyczny, zachwycała szczególnie za sprawą niezwykle szerokiej skali głosu. Jednak, co ciekawe, początkowo wcale nie widziała swojej przyszłości na scenie, a raczej w szkolnej klasie. Chciała zostać nauczycielką muzyki, dlatego po ukończeniu średniej szkoły muzycznej w klasie śpiewu zdecydowała się na studia na Wydziale Pedagogicznym Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej we Wrocławiu. Tam okazało się jednak, że los ma dla niej inne plany.

Teresa Tutinas zadebiutowała w głośnym w latach 60. wrocławskim Teatrzyku Studenckim "Kalambur". Szybko poznano się tam na jej wyjątkowym tembrze głosu, który sprawił, że wkrótce zaczęto pisać piosenki specjalnie dla niej. Szerokim echem odbiło się jej wykonanie hymnu ówczesnej wrocławskiej młodzieży studenckiej - "Jesteśmy młodzi, jesteśmy gniewni". Wkrótce jednak scena "Kalambura" stała się dla Teresy Tutinas zbyt mała. Bo w 1964 roku młoda artystka zadebiutowała na scenie festiwalu w Opolu. Już wówczas wywołała niemałe poruszenie, ale prawdziwy sukces odniosła w kolejnych latach. Co ciekawe, niewiele brakowało, aby jeden z jej największych przebojów zaśpiewał ktoś inny.

Teresa Tutinas, Urszula Sipińska, Agnieszka Osiecka i pewna studentka AWF

Polska scena muzyczna lat 60. i 70. w pewnym sensie przypominała tę dzisiejszą - pomiędzy artystami nie brakowało wzajemnych antypatii i większych lub mniejszych niesnasek. Nie inaczej było w przypadku kariery Teresy Tutinas, choć dwie potencjalnie konfliktowe sytuacje skończyły się polubownie. Najpierw, podczas Festiwalu Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu Tutinas miała zaśpiewać piosenkę "Po ten kwiat czerwony". Tak się jednak nie stało - utwór nie tylko przypadł innej artystce, Urszuli Sipińskiej, ale też wyśpiewała sobie nim ona pierwsze miejsce. Co ważne, Teresa Tutinas nie tylko nie miała do rywalki pretensji, ale i zachowała się w stosunku do niej w niezwykle koleżeński sposób. Pogratulowała wygranej, a sama poszła dalej. Nie brakowało zresztą na tej drodze sukcesów.

W 1966 roku Teresa Tutinas znów wzięła udział w opolskim festiwalu. I odniosła sukces, bo otrzymała nagrodę ministra kultury "za piosenkę o szczególnych wartościach artystycznych". Ale niewiele brakowało, aby rzeczoną piosenkę - "Na całych jeziorach Ty" - zaśpiewał ktoś inny. Bo kiedy autor muzyki do utworu, Adam Sławiński, zaproponował, aby w Opolu zaśpiewała go Teresa Tutinas, natrafił na zdecydowany opór autorki tekstu. Agnieszka Osiecka uważała bowiem, że tembr głosu artystki, choć oryginalny, nie pasuje do utworu, nawiązującego do jej osobistych przeżyć - relacji z Jeremim Przyborą. Osiecka skłaniała się raczej ku Kalinie Jędrusik, która zresztą śpiewała już "Na całych jeziorach Ty" w telewizyjnym widowisku. Jednak legendarny redaktor radiowej "Trójki", Jan Borkowski uważał, że to właśnie Teresa Tutinas najlepiej odda klimat piosenki. I jak się okazało, miał rację. Bo kiedy Agnieszka Osiecka uległa jego namowom, "Na całych jeziorach Ty" nie tylko nagrodzono w Opolu - utwór w wykonaniu Teresy Tutinas stał się wielkim hitem jak cała Polska długa i szeroka. W przeciwieństwie do kariery śpiewającej go artystki, przetrwał próbę czasu. Cover piosenki nagrała Katarzyna Nosowska, a także zespół Ponki Verters.

Ciekawą historię ma też utwór "Jak Cię miły zatrzymać", który zanim trafił do repertuaru Teresy Tutinas, był wykonywany przez pewną studentkę AWF. Uznano jednak, że tekst napisany przez Adama Kreczmara, z muzyką skomponowaną przez Jerzego Andrzeja Marka aż prosi się o znane nazwisko. Przekazano go więc Teresie Tutinas. A "pewnej studentce AWF" nie zaszkodził ten fakt. Bo był nią nie kto inny, jak Maryla Rodowicz. "Byłam studentką AWF-u wokalistką, rockandrollowego zespołu Szejtany. Śpiewałam na ogół światowe przeboje. Wiosną 1967 roku w Częstochowie odbywała się giełda piosenki studenckiej. Kabaret 'Gag' miała reprezentować jakaś dziewczyna, ale złamała nogę. Trzeba było pilnie znaleźć zastępstwo. Wtedy ktoś powiedział Kreczmarowi i Markowi, że jest tu w klubie 'Relax' taka dziewczyna nieźle śpiewająca. Przyszli do mnie z propozycją. Pojechałam do tej Częstochowy i wygrałam. Piosenka zrobiła się popularna, ale przecież nie mogła 'pójść w szeroki świat' w wykonaniu jakiejś nieznanej studentki. No i nagrała ją Teresa Tutinas" - wspominała Maryla Rodowicz na stronie Bibliotekapiosenki.pl.

Niezamierzona emigracja

O życiu prywatnym Teresy Tutinas wiadomo stosunkowo niewiele - choć swojego czasu artystka była niezwykle popularna, zawsze daleko było jej do divy w stylu wspomnianej wcześniej Maryli Rodowicz. Nie znaczy to jednak, że w jej życiu brakowało zawirowań, choć te były spowodowane nie tyle wydarzeniami romantycznymi, co wiatrami historii. Teresa Tutinas wyszła za mąż za Henryka Lisowskiego - znanego perkusistę, niegdyś współpracującego z Janem Kantym Pawluśkiewiczem i Markiem Grechutą. Wkrótce do rodziny dołączyła córka, Martyna, która z resztą odziedziczyła po rodzicach artystyczne zacięcie i została znaną w Szwecji aktorką i piosenkarką musicalową. Ale jak zwykle w przypadku artystycznych rodzin bywa, tak i w tej nie brakowało rozjazdów. Kiedy Martyna miała siedem lat, Henryk Lisowski wyjechał na tournee po Europie. Po pewnym czasie Teresa Tutinas wraz z córką postanowiły dołączyć do przebywającego akurat w Szwecji męża i ojca. Traf jednak chciał, że rodzinę zastał tam wybuch stanu wojennego w Polsce. Artystka wspomina, że przez pewien czas wahali się, co robić - wyjechać czy zostać. Trudno jednak się dziwić, że w obliczu niepewnej sytuacji ostatecznie postanowili nie wracać do ojczyzny.

Rodzina zamieszkała w Sztokholmie - wszyscy musieli tam zorganizować sobie życie na nowo. Ale bez znajomości języka Teresa Tutinas nie mogła liczyć na kontynuację kariery za granicą. Jednak zamiast się załamać i opłakiwać utraconą sławę, artystka wybrała działanie. Dzięki kursowi nauczyła się języka, a po pewnym czasie otrzymała szwedzkie obywatelstwo. Odnalazła się też w zupełnie nowej branż - została informatyczką. Znalazła tez pracę w charakterze asystentki do spraw ekonomicznych w jednej ze sztokholmskich firm. Ale nie zapomniała zupełnie o muzyce - wraz z mężem zostali członkami polonijnego zespołu "Bagatela".

W Polsce o Teresie Tutinas pamięta głównie niewielka grupa wiernych fanów. Ale jakiś czas temu artystka wyznała, że wcale nie opłakuje utraconej kariery. "Nigdy nie zależało mi na wielkiej sławie. Umiałam cieszyć się tym, co dostawałam od losu. Do dziś uważam, że moim największym sukcesem jest... córka" -  mówiła po latach w rozmowie dla "Głosu Wielkopolskiego". I dodała, że podziwianie córki na scenie sprawia jej ogromną radość. To jednak nie wszystko, bo swoje artystyczne zacięcie Teresa Tutinas przekuła na, jak sama to określa: "pracę z kolorowymi szmatkami". Jakiś czas temu w Sztokholmie można było zobaczyć wystawę własnoręcznie przez piosenkarkę wykonanych patchworków. "Zajęłam się tym, kiedy okazało się, że śpiewania jest coraz mniej. A ja muszę coś robić" -  wyznała przy okazji wernisażu wystawy Teresa Tutinas.

Więcej o: