Hanna Bieluszko dała się poznać szerszej publiczności dzięki rolom w "M jak miłość" oraz "Barwach szczęścia". Aktorka od ponad trzech dekad związana jest z teatrem im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. To właśnie teatr zdecydował się zorganizować zbiórkę na leczenie Bieluszko, o której w mediach mówiła również jej przyjaciółka, Ilona Łepkowska. Teraz głos zabrała sama aktorka. W wywiadzie dla Onet Kultura wyjawiła, że zmaga się z rakiem jelita grubego, którego wykryto u niej trzy lata temu.
W wywiadzie aktorka wyjawiła, że samo mówienie o chorobie jest traktowane w towarzystwie jako coś nieeleganckiego. Podzieliła się szczegółami na temat swoich problemów zdrowotnych. - Kiedy w eleganckim towarzystwie zaczynałam mówić o moim raku, czułam, jakbym zrobiła coś niestosownego. Taki bąk puszczony między kulturalnymi ludźmi, którzy zupełnie nie wiedzą, jak się zachować: skomentować czy lepiej udawać, że się nie usłyszało. Rak to jedno, ale rak jelita grubego... Bo ja mam raka jelita grubego, proszę państwa. A przecież "damy" nie tylko nie puszczają bąków, ani nawet nie mają jelita, zwłaszcza grubego - wyjawiła.
Bieluszko wspomnieniami wróciła do 2023 roku - to właśnie wtedy wykryto u niej raka. - Wykrywają u mnie pierwszego raka. Idę do lekarza, bo jestem bardzo osłabiona świeżo po wakacjach. Tylko tyle. Okazuje się, że mam ostrą anemię, więc lekarz wysyła mnie do swojego kolegi na SOR, ląduję w szpitalu. Szukają, aż znajdują. W kolonoskopii. Słyszę diagnozę. (...) Operują i wypuszczają do domu, a po miesiącu wracam do pracy. Jest fajnie. Chodzę do kontroli, jestem zdrowa. Do czasu. Po dwóch latach na kolejnej kontroli słyszę: nawrót. Gorzej, bo z przerzutami do węzłów chłonnych - opowiada aktorka.
Aktorka przeszła kolejną operację. Zaczęła się jednak coraz gorzej czuć. - Mam kolejną operację, a później chemię. Pierwszą znoszę wspaniale, następne gorzej. (...) Nagle zaczyna mnie boleć brzuch, boli coraz bardziej i nie chce przestać. Dzwonię do lekarza, który mnie operował, a ten odpowiada: proszę pani, to już nie jest moja sprawa, niech pani kontaktuje się z lekarzem podającym pani chemię. (...) Wiję się z bólu, zabiera mnie pogotowie, i znowu ląduję na bloku operacyjnym. Okazuje się, że w środku mam jakiś gnój, że poprzednia operacja nie została przeprowadzona jak należy - mówi Bieluszko.
Okazało się, że była to sepsa. - Byłam bardzo blisko najgorszego - podkreśliła. Z tamtego okresu niewiele pamięta. - Dosłownie urwał mi się film. Byłam nieprzytomna przez wiele dni. Jurek, mój mąż, usłyszał od lekarki: proszę pana, rak jest rozsiany po całym ciele pańskiej żony, stan paliatywny. Biedny, nie wiedział, co zrobić. Bo niby co się robi z taką informacją? - padło z ust aktorki.
Aktorka ma zamiar wykorzystać trudną sytuację. - Chcę wykorzystać tę moją okropną chorobę do czegoś dobrego. Chciałabym, żeby żadna choroba nie była powodem wstydu i żeby nikt w walce o zdrowie nie musiał zależeć od czyjejś łaski, własnych kontaktów i tego kombinowania, jak przechytrzyć system - zaznaczyła w rozmowie. - Jeszcze mnie nie położył na łopatki ten rak. Spoglądam draniowi w oczy. (...) Leżę z tą moją stomią, patrzę na podłączone do mnie kable, wyczekuję karmienia pozajelitowego i mam jedną myśl: żeby tak jeszcze pożyć - skwitowała Bieluszko.
Doda na Dniu Flagi uhonorowała Litewkę. To usłyszała od jego dziewczyny
Setki skarg po emisji programu Polsatu. KRRiT komentuje
Miss Szwajcarii zamordowana przez męża, który później zblendował jej ciało. Tuż przed procesem prokuratura ujawnia możliwy motyw zbrodni
Już wszystko jasne! Wiemy, kto trafił do finału "Tańca z gwiazdami"
Była królową polskich seriali, a potem zniknęła z ekranów. Tak dziś wygląda Katarzyna Maciąg. Możecie jej nie poznać
Rzeczniczka Praw Dziecka interweniuje po pełnym łez występie chłopca w "Mam talent!". Jest stanowisko
Nie żyje aktor znany z "Barw szczęścia". Miał 41 lat
Biało-czerwona kreacja Dody spotkała się z krytyką. Zapytaliśmy o nią ekspertkę. "To istotna różnica"
Damięcka z nowymi grafikami z okazji matur. Tak wsparła uczniów