Był dziecięcą gwiazdą PRL-u. Porzucił aktorstwo i zamieszkał w Peru. Dziś ma nietypową profesję

Był dziecięcą gwiazdą drugiej połowy lat 80. Serial, w którym zagrał rolę, bił rekordy popularności, nic więc dziwnego, że wróżono mu aktorską karierę. Los miał jednak dla dawnego ulubieńca telewidzów odmienne plany - za oceanem Daniel Kozakiewicz odnalazł miłość i nową drogę zawodową.
Daniel Kozakiewicz
Fot. kadr z serialu 'Siedem życzeń', reż. Janusz Dymek, Centralna Wytwórnia Programów i Filmów Telewizyjnych Poltel, 1984 rok

"Hator, Hator, Hator" - słynne zaklęcie rzucane przez czarnego kota o ogromnych oczach, otwiera w umyśle millenialsów szufladkę ze wspomnieniami. Bo niemal każdy, którego dzieciństwo przypadało na przełom lat 80. i 90., śledził losy Darka i Rademenesa. A serial "Siedem życzeń" bił rekordy popularności i nadal pojawia się na ekranach. Co takiego było w historii nerdowatego chłopca, który dzięki uratowaniu bezdomnego kota z rąk oprawców, mógł liczyć na spełnienie tytułowych siedmiu życzeń? Może to, że czarny kot, a tak naprawdę zaklęty w niego mędrzec ze starożytnego Egiptu, jawił się w połowie lat 80. jako postać tak abstrakcyjna, że nie sposób było od niego oderwać wzroku? A może o sukcesie zadecydował świetny scenariusz i wybór aktorów?

W Dariusza Tarkowskiego wcielił się nieznany wówczas szerszej publiczności nastolatek. Daniel Kozakiewicz, bo właśnie o nim mowa, wypadł w swej roli świetnie i wszystko wskazywało na to, że ma otwartą drogę do aktorskiej kariery. Ale choć Daniel próbował później swojego szczęścia w kilku produkcjach, sukcesu "Siedmiu życzeń" nie udało mu się już nigdy powtórzyć. Wybrał więc zupełnie inny kierunek - dosłownie i w przenośni, bo niedoszła gwiazda kina mieszka dziś na drugiej półkuli i zajmuje się czymś zgoła odmiennym.

Zobacz wideo Doda: Zrozumiałam, że nie mogę po polsku robić kariery

Dziecięca gwiazda

Choć urodzony 2 czerwca 1970 roku Daniel Kozakiewicz nie przyszedł na świat w rodzinie o aktorskich tradycjach, nie można powiedzieć, że jego dom był typowy dla ówczesnych czasów. Bo mama chłopca, Weronika Kozakiewicz, jest plastyczką, a ojciec, Mikołaj Kozakiewicz, znanym seksuologiem i politykiem, który pełnił m.in. funkcję marszałka Sejmu Kontraktowego. Być może dlatego rodzice młodego aktora nie stawali na drodze jego marzeniom. A Daniela ciągnęło do świata kina - w 1983 roku wystąpił w filmie "Dzień kolibra". Wkrótce po debiucie pojawiła się szansa, aby naprawdę zaistnieć - chłopiec został zaproszony na casting do nowego serialu. Kiedy go wygrał, okazało się, że będzie musiał na pewien czas zrezygnować ze szkoły. Rodzice zgodzili się, aby ich syn zaległości nadrobił w czasie wolnym od pracy na planie. Tak zaczęła się kariera dziecięcej gwiazdy.

Niewiele brakowało, aby "Siedem życzeń" - serial, który uczynił Daniela Kozakiewicza sławnym i rozpoznawalnym - wcale nie został wyprodukowany. Bo historia gadającego kota i chłopca, który uratował go z rąk podwórkowych oprawców była kompletnie oderwana od ówczesnej, dość siermiężnej rzeczywistości. Obawiano się więc, iż po prostu się młodym widzom nie spodoba. Okazało się jednak, że polskie dzieci były spragnione odrobiny magii. I tak opowieść o Dariuszu - nastolatku o bujnej czuprynie, okularach o grubych szkłach i skłonności do pakowania się w kłopoty – oraz Rademenesie – zaklętym w czarnego kota mędrcu ze starożytnego Egiptu - biła rekordy oglądalności. Młodzi widzowie z zapartym tchem śledzili historię Darka, który w nagrodę za swoje dobre serce i odwagę może liczyć na spełnienie tytułowych siedmiu życzeń. Scenariusz serialu napisali wspólnie Andrzej Kotkowski i poeta-muzyk Maciej Zembaty. Ten ostatni użyczył też Rademenesowi charakterystycznego, głębokiego głosu z lekką chrypką. Pazura produkcji dodawała muzyka w wykonaniu rockowego zespołu Wanda i Banda. A słynne zaklęcie "Hator, Hator, Hator" na stałe weszło do popkultury i nawet trącąca dziś mocno myszką animacja migających oczu kota nie może mu zaszkodzić.

Młody aktor świetnie wypadł w roli Dariusza, bardzo dobrze też wspominał pracę na planie. "To był zupełnie inny rytm, nikt nie robił na czas, nie chodziło o to, by zrobić dużo, ale by zrobić dobrze. Od rana do późnego wieczoru wszyscy byli na planie, ale bez stresu. Czerpaliśmy radość z pracy, radość z życia. To nie był obowiązek, nie chodziło o pieniądze" - wyznał po latach Daniel Kozakiewicz. Dobrych wspomnień z planu nie podzielał jednak kot, wcielający się w Rademenesa. A raczej koty, bo czarodziejskie zwierzę zagrały aż trzy mruczki. "Kot nie przychodzi jak pies na zawołanie. Robi, co chce i kiedy chce. Pierwszy popełnił samobójstwo po dwóch tygodniach zdjęć, skacząc z czternastego piętra bloku na Jelonkach. Nie spadł na cztery łapy. Drugi oszalał i zaczął wszystkich atakować, drapać, gryźć. Trzeci - niczym się nie przejmował, nie reagował, aż któregoś dnia, wykorzystując nasze zaufanie, zwiał. Na szczęście ktoś go znalazł i mogliśmy dokończyć film" - wspominał na łamach "Faktu" Kozakiewicz.

Aktorstwo i nowe życie z dala od Polski

"Siedem życzeń" nie weszło na ekrany zaraz po zakończeniu zdjęć - "ożywienie" magicznego kota i podłożenie pod niego głosu było w połowie lat 80. nie lada wyzwaniem. Ostatecznie więc emisja pierwszego odcinka kręconego w 1984 roku serialu miała miejsce dopiero w styczniu 1986. Dariusz Kozakiewicz natychmiast stał się sławny, zyskał status dziecięcej gwiazdy i zaczęto wróżyć mu aktorską karierę. Stało się jednak inaczej. Bo choć chłopak przez kilka lat grywał nieduże role w serialach i filmach - m.in. w "Blisko, coraz bliżej", "1944", "Zmiennikach" oraz "Rodzinie Kanderów" a także w "Dekalogu X" Krzysztofa Kieślowskiego - nie udało mu się nigdy powtórzyć sukcesu roli w "Siedmiu życzeniach". Na panewce spaliły też marzenia o szkole filmowej w Łodzi.

"Na próżno próbowałem zostać elektronikiem. Wyrzucono mnie z technikum, jak tylko zorientowali się, że nie umiem matematyki. Do szkoły filmowej w Łodzi zdawałem dwa razy, ale na szczęście nigdy nie zostałem przyjęty i nie chcę wiedzieć dlaczego. Jestem również niedoszłym psychologiem, ponieważ przez dwa lata nie udało mi się zaliczyć pierwszego semestru. W rezultacie skończyłem dziennikarstwo na Uniwersytecie. Przyznaję, że wyboru takiego dokonałem raczej z lenistwa, niż z przekonania" -  pisze Daniel Kozakiewicz na swojej stronie internetowej.

Obok aktorstwa, pasją pielęgnowaną przez Daniela od dzieciństwa była fotografia. Kiedy chłopiec na dziesiąte urodziny dostał pierwszy aparat, natychmiast pokochał robienie zdjęć. I tak już zostało. Co więcej, to właśnie fotografia otworzyła Kozakiewiczowi drogę do nowego życia. Pod koniec XX wieku zdecydował się opuścić ojczyznę. Ostatecznie los rzucił go daleko, bo aż na drugą półkulę - do Peru. Tam nie tylko realizował się zawodowo, ale też znalazł miłość i założył rodzinę. Wraz z pochodzącą z Peru kobietą doczekał się córki - Amayi Aleksandry.

"Nie mam najmniejszych wątpliwości: połowa mojego serca i duszy są dziś latynoamerykańskie" - podkreśla Daniel. Za oceanem fotografował miejsca z dala od utartego traktu, ale nie unikał też aktów. Choć w Peru Kozakiewicz rozwijał karierę, po dziesięciu latach zatęsknił za ojczyzną. Zaczął tworzyć m.in. filmy krótkometrażowe, a za sprawą jednej z produkcji został zaproszony do Las Vegas. Na temat swojej drogi zawodowej wypowiedział się jakiś czas temu w wywiadzie dla Wirtualnej Polski.

"Skandal raczej wywołuje się ze świadomością, jakie to przyniesie skutki. U mnie to nie jest celowe. Nie robię rzeczy kontrowersyjnych dla skandalu, burzy i poklasku. Po prostu taki jestem w życiu codziennym, w kontakcie ze światem, ze sobą samym i z innymi ludźmi. Póki żyjemy, nie wolno nam się godzić na to, co rutynowe i komfortowe. To byłby koniec, śmierć, stalibyśmy się automatami. Mam więc nadzieję, że zawsze będę żyć w zgodzie ze swoją naturą, nawet jeśli to będzie wywoływać kontrowersje czy skandale" - wyznał.

Daniel Kozakiewicz jakiś czas temu założył zbiórkę internetową - chciał wydać swoją książkę, "Dziennik Absurdalisty". Niestety, nie udało mu się zebrać pełnej kwoty. Czym więc się zajmuje? "Obecnie jestem trenerem sportów teatralnych. To coś, co w Polsce jest jeszcze mało znane, ale od 60 lat istnieje jako dyscyplina sztuk scenicznych. Chcę to u nas wprowadzić i rozpropagować - mówił jakiś czas temu w programie "Dzień dobry TVN". 

Więcej o: