Taką emeryturę ma Lech Wałęsa. Nie jest zadowolony. "Jakbym był, to bym jeździł na rybki"

Lech Wałęsa może liczyć na prezydencką emeryturę. W jednym z wywiadów przyznał, że cały czas pozostaje aktywny zawodowo, bo jej wysokość nie jest dla niego wystarczająca.
Lech Wałęsa
Lech Wałęsa, KAPiF

Temat emerytur od dawna wzbudza spore poruszenie w mediach. Na ich wysokość skarżą się głównie artyści - ich świadczenia często są bardzo niskie ze względu na fakt, że przez lata nie opłacali składek. O takie kwestie nie muszą martwić się byli prezydenci, którzy otrzymują uposażenie zależne od wynagrodzenia aktualnie urzędującej głowy państwa. Oznacza to, że ich miesięczna emerytura wynosi więc kilkanaście tysięcy złotych.

Zobacz wideo Jest zadowolona z wysokości świadczenia

Lech Wałęsa szczerze o emeryturze. Taki problem dostrzega

Temat swojej emerytury w rozmowie z portalem o2.pl w 2024 roku poruszył Lech Wałęsa. Były prezydent ujawnił wówczas, że wynosiła ona między 11 a 13 tys. zł brutto miesięcznie. - Czy jestem zadowolony ze swojej emerytury? Jakbym był, to bym jeździł na grzybki czy rybki, a nadal pracuję, jeżdżąc po świecie - stwierdził. Zdaniem Wałęsy problem nie leży jednak w wysokości świadczenia, a kosztów życia. - Poważnie mówiąc, uważam jednak, że nie w podnoszeniu emerytury jest problem. Konieczne jest obniżanie kosztów życia. Worki pieniędzy nie są potrzebne. Ludzie chcą godnie żyć - przekazał były prezydent, dodając, że "jeszcze się taki nie urodził, kto miał za dużo pieniędzy".

Warto wspomnieć, że obecnie emerytura Lecha Wałęsy jest już nieco wyższa. W 2026 roku zwiększyła się pensja prezydenta, a co za tym idzie - również świadczenie dla byłych głów państwa. Wynosi ono teraz 14,2 tys. zł brutto miesięcznie.

Tadeusz Drozda nie narzeka na wysokość emerytury. Wbił szpilę innym artystom

Kwestię wysokości emerytur dla artystów w dosadny sposób skomentował niedawno Tadeusz Drozda. Jak przyznał w rozmowie z Jastrząb Post, nie rozumie kolegów po fachu, którzy skarżą się dziś na wysokość świadczeń, mimo że przez lata zarabiali bardzo dobrze. - Zawsze trochę zostaje. Nie jest tak, że wszystko się wyda - komentował satyryk. 

Zdaniem Tadeusza Drozdy problem nie zawsze leży w wysokości składek, a w podejściu do oszczędzania. - Są artyści, którzy narzekają, a prawda jest taka, że kiedy dużo zarabialiśmy, płaciliśmy najniższe składki na emeryturę. No i dzisiaj mamy pokłosie tego, co wynika wyłącznie z naszej pazerności. Żaden artysta się do tego nie przyzna. Ja deklarowałem najniższą, wtedy było to ok. 1500 zł. Można było wpisać, ile się chce i od tego płacić składki - dodał.

Więcej o: