Przekazano wieści ws. fundacji Łukasza Litewki. "Przed nami niełatwe zadanie"

Łukasz Litewka, który zginął 23 kwietnia, angażował się w działalność charytatywną. Polityk miał fundację, która zbierała pieniądze na leczenie dzieci, pomagała potrzebującym oraz zwierzętom. Co się z nią teraz stanie?
Łukasz Litewka
Fot. Anna Lewańska / Agencja Wyborcza.pl
  • Łukasz Litewka zginął w wypadku 23 kwietnia 
  • Polityk znany był ze swojej działalności charytatywnej 
  • Współpracownicy chcą kontynuować jego misję w fundacji 

Łukasz Litewka zginął, gdy poruszał się rowerem między Sosnowcem a Dąbrową Górniczą. Poseł został potrącony przez 57-letniego kierowcę, a prokuratura prowadzi dochodzenie w tej sprawie. 29 kwietnia odbył się pogrzeb polityka, na którym zgromadziły się tłumy - w tym prezydent, premier i marszałek Sejmu. Parlamentarzysta znany był przede wszystkim ze swojej działalności charytatywnej. Jego fundacja #TeamLitewka działała od lat i wspierała potrzebujących. Co dalej z organizacją? Na profilu Łukasza Litewki pojawił się wpis, w którym wszystko wyjaśniono. 

Zobacz wideo Odznaczenie dla Łukasza Litewki. Order odebrał ojciec zmarłego

Co dalej z fundacją Łukasza Litewki? Wiadomo, czy organizacja będzie działać 

6 maja na facebookowym profilu Łukasza Litewki pojawił się wpis, w którym jego najbliżsi współpracownicy zabrali głos, odnosząc się do przyszłości jego fundacji. "Drogie Krokodylki, ostatni czas był dla wszystkich bardzo trudny. Wielu zadawało pytanie - co dalej? My także. Pogrążeni w żałobie, szoku i poczuciu niesprawiedliwości, czuliśmy bezradność, nie znajdując jednoznacznej odpowiedzi. Bo podobnie jak Wy, robiliśmy wszystko dla Łukasza. Wspólnie cieszyliśmy się z sukcesów, wspieraliśmy w trudach, pokonywaliśmy przeszkody i szukaliśmy rozwiązań wspierających tę niezwykłą moc, którą obdarowywał innych" - czytamy na wstępie. 

We wpisie współpracownicy zaznaczyli, że chcieliby, by świat, który tworzyli z Litewką, nie zniknął. "Pewnie w swojej skromności Łukasz byłby zaskoczony, widząc te wszystkie piękne słowa, które dziś po śmierci są do niego kierowane z różnych stron. Zapracował i zasłużył na każde z nich" - podkreślono w poście. "Fundacja, którą tak naprawdę stanowicie Wy, tworząc niezwykłą społeczność #teamLitewka, to jego największy 'pomnik'. Określenie dalszych losów Fundacji nie byłoby możliwe, bez rozmowy z najbliższymi Łukasza - Rodzicami oraz Bratem. Dziś mieliśmy okazję porozmawiać i jesteśmy zgodni, że najlepszą możliwą formą uczczenia Jego pamięci, jest dalsze, wspólne realizowanie tego, co sobie wymarzył" - ujawniono. Zaznaczono, że przed fundacją niełatwe zadanie. 

Zdajemy sobie sprawę, że przed nami niełatwe zadanie, Łukasz był naszym wspólnym mianownikiem, swoją niepowtarzalnością do łączenia ludzi zaprosił nas wszystkich na swój statek, trzymając kompas - dlatego wierzymy, że razem z Wami na pokładzie cel nigdy nie zniknie z horyzontu

- dowiadujemy się. "Dobro, którym nas zaraził, wciąż w nas jest, czujemy to w każdym uderzeniu serca. Podsycajmy ten ogień, przekazujmy go dalej i wszystkie ręce na pokład! Wierzymy, że w jakiś magiczny sposób Łukasz będzie czuwał nad nami, nad swoim jedynym i niepowtarzalnym #teamemLitewka" - podsumowano. 

Prokurator zabrał głos ws. kierowcy. Wiadomo, kto wpłacił za niego kaucję

57-latek, który potrącił Łukasza Litewkę, najpierw trafił do szpitala na badania, a następnie do aresztu. Kierowca szybko go opuścił - wpłacono za niego kaucję w wysokości 40 tysięcy złotych. Prokurator Bartosz Kilian w rozmowie z "Faktem" przyznał, że kwotę zapłaciły "osoby dla niego najbliższe". Złożono zażalenie w sprawie opuszczenia przez mężczyznę aresztu, a Sąd Okręgowy w Sosnowcu ma rozpatrzeć sprawę. "Sąd nadal nie wyznaczył posiedzenia w przedmiocie zażalenia prokuratury" - ujawnił prokurator. Więcej dowiecie się tutajLitewka zginął pod kołami jego samochodu. Prokuratura ujawnia, kto wpłacił 40 tysięcy złotych kaucji za kierowcę

Więcej o: