Przestajemy rozpoznawać coraz więcej gwiazd. Eksperci mówią jednym głosem o groźnym trendzie

Jeszcze niedawno zachwycali wyjątkowością, a dziś coraz częściej wyglądają jak z jednej fabryki. Na czerwonych dywanach gwiazdy prezentują skrajnie szczupłe sylwetki i niemal identyczne, wygładzone rysy twarzy. Czy to tylko chwilowa i dotycząca gwiazd moda, czy niepokojący trend, który zaczął już wymykać się spod kontroli? Spytaliśmy o zdanie ekspertów.
Gwiazdy lansują modę na skrajnie wychudzą sylwetkę
x.com/hippojuicefilm, East News

Wystarczy rzut oka na zdjęcia z czerwonych dywanów i profile gwiazd w mediach społecznościowych, by zauważyć, że w ostatnim czasie urodowe trendy znacznie się zmieniły i zmierzają w zdecydowanie niekorzystnym kierunku. Coraz więcej celebrytów prezentuje skrajnie szczupłe sylwetki i wygładzone, nienaturalnie napięte twarze. Świat obiegły ostatnio nagrania Olivii Wilde oraz zdjęcia Kelly Osbourne i Demi Moore - trudno nie zauważyć, że zaczyna dominować bardzo wąski kanon urody. Zapytaliśmy ekspertów, co stoi za tym trendem i czy może on mieć realne konsekwencje. Sprawdźcie, co powiedzieli psycholożka Magdalena Chorzewska, psychodietetyczka Milena Nosek, ekspert medycyny estetycznej Krzysztof Gojdź, a także ekspertka ds. mediów społecznościowych Michalina Plińska. 

Zobacz wideo Zawodnik przekonała się, jaka jest Bomba. "Przeżyła wiele złego"

Wszystkiemu winna medycyna estetyczna? Ekspert ma jasne zdanie

Nie da się ukryć, że nowe urodowe trendy zaczęły się przede wszystkim od poprawiania twarzy. Ekstremalnie duże usta, wypełnione brody i policzki zaczęły pojawiać się nie tylko w social mediach, lecz także na czerwonych dywanach. Zauważył to sam Krzysztof Gojdź, który na co dzień wykonuje zabiegi z zakresu medycyny estetycznej.

- Coraz trudniej odróżnić gwiazdy od siebie. Te same usta, ten sam owal twarzy i wygładzone rysy. Przez wiele lat promowałem medycynę estetyczną, która miała podkreślać indywidualne piękno, ale niestety znowu coraz częściej prowadzi do jego ujednolicenia - przyznał. - Od dłuższego czasu obserwuję ponownie bardzo wyraźny trend: twarze celebrytów zaczynają wyglądać niemal identycznie. Popularność zabiegów takich jak modelowanie ust, wolumetria, liftingi bez skalpela i agresywne wygładzanie skóry sprawiła, że zatarła się granica między "lepszą wersją siebie" a kopiowaniem jednego wzorca urody - podkreślił.

Co jednak ciekawe, zdaniem Krzysztofa Gojdzia problem nie polega na samej medycynie estetycznej, która może i, jego zdaniem, powinna podkreślać przede wszystkim naturalną urodę. - Pytanie brzmi: w którym momencie poprawa wyglądu przestaje podkreślać indywidualność, a zaczyna tworzyć jeden, powielany szablon? Mam wrażenie, że dziś coraz trudniej zobaczyć naturalne rysy, charakter i mimikę. Wszystko staje się wygładzone, symetryczne i "idealne" - tylko że przez to coraz bardziej podobne do siebie - zwrócił uwagę. - Dla mnie w medycynie estetycznej najważniejsza jest naturalność i indywidualność oraz zaakcentowanie własnego piękna. To samo proponuję moim klientkom, gwiazdom Hollywood. Moim zdaniem 90 proc. zabiegów medycyny estetycznej to jedna wielka ściema marketingowa i wyłudzanie pieniędzy od naiwnych klientek pragnących upodobnić się do zretuszowanych gwiazd instagrama - podsumował.

Gwiazdy nie tylko zmieniają swoje twarze, ale i stają się coraz szczuplejsze. Eksperci komentują

Trendy w wyglądzie twarzy to jedno, ale w ostatnim czasie obserwujemy również modę na ekstremalną szczupłość. I gdy wydawało się, że te czasy już minęły, a zaczął królować nurt body positive, wtedy na czerwone dywany wkroczyły gwiazdy, które znów dosłownie prezentują na nim swoje kości. Zauważyła to również psycholożka Magdalena Chorzewska, która wspomniała o tym, że nowy kanon, który jest bardzo wąski i premiuje ekstremalną szczupłość, jest wzmacniany przez znane osoby i promowany w social mediach. A to już ma ogromny wpływ na decyzje konsumenckie, zdrowotne i lifestyle'owe użytkowników.

- Mechanizm jest dość prosty. Im bardziej jednolity i wyśrubowany standard, tym łatwiej go sprzedawać jako aspirację. Do tego dochodzi potrzeba kontroli w niepewnych czasach, a dzięki ograniczaniu jedzenia można mieć pozorne poczucie kontroli. Dochodzi również stosowanie przez osoby znane popularnych leków, mających pomagać w leczeniu osób cierpiących między innymi na chorobę otyłościową, a masowo przyjmowanych przez osoby szczupłe, chcące być jeszcze szczuplejsze - powiedziała nam Chorzewska.

Z kolei zdaniem Mileny Nosek, dietetyczki i psychodietetyczki, powrót mody na skrajnie szczupłe sylwetki nie jest przypadkowy ani jednowymiarowy. - To efekt zazębiania się kilku zjawisk kulturowych, ekonomicznych i medialnych. Paradoksalnie, intensywna promocja zdrowia, bycia "fit" i "optymalizacji" ciała często prowadzi do przesunięcia granicy - od zdrowej sprawności do obsesyjnej kontroli masy ciała. W części przekazów szczupłość nadal bywa mylona ze zdrowiem. Dla młodego pokolenia niebezpieczna jest widoczna transformacja sylwetek u znanych osób, która bardzo wpływa na globalne trendy - według mnie celebryci działają jak "akceleratory norm wizualnych". Mamy tu do czynienia ze społecznym porównywaniem się, mechanizmem, który według badań skutkuje presją odchudzania się - podkreśliła.

Milena Nosek zwróciła również uwagę na fakt, że w tym wypadku treści w social mediach nie pomagają, wręcz przeciwnie. Wzmacniają określone typy sylwetek, do tego dochodzi moda i ekonomia, które również promują określony typ ciał. Na koniec możemy mówić o nostalgii za powrotem do stylu przełomu lat 90. i 2000., kiedy to właśnie w mediach królowały wychudzone ciała. - Trend promujący bardzo szczupłe sylwetki może być bardzo niebezpieczny dla zdrowia i życia, ponieważ istnieje tu duże ryzyko zaburzeń odżywiania, szczególnie u młodych osób. Ta grupa odbiorców intensywnie się rozwija, niedożywienie postępuje szybko, powoduje uszczerbki na zdrowiu całego organizmu, a także na psychice. Młody człowiek ponadto kształtuje nawyki i postawę życiową. Jeśli będą się opierały na dążeniu do wyznaczonych ram wyglądu, to również zaprowadzi w zagrażające normalnemu funkcjonowaniu rejony - dodała psychodietetyczka.

Urodowe trendy winą algorytmów? Ekspertka ujawnia, jak to działa

Co jednak ciekawe, może nie jest aż tak źle, jak nam się wydaje. Może jeszcze nie wszyscy korzystają z zabiegów z zakresu medycyny estetycznej, może nie wszyscy są ekstremalnie wychudzeni. Michalina Plińska, ekspertka ds. social mediów, zwróciła bowiem uwagę, że w końcu to algorytmy działają w oparciu o nasze zachowania. - W praktyce oznacza to, że jeśli częściej zatrzymujemy się przy określonym typie wyglądu czy estetyki, to właśnie takie obrazy zaczynają dominować w naszym feedzie. Może to sprawiać wrażenie, że istnieje jeden "obowiązujący" kanon piękna, a tym samym wzmacniać poczucie presji i porównań - powiedziała nam specjalistka.

Faktycznie nie da się ukryć, że te skrajne zdjęcia i nagrania, takie jak ostatnio w przypadku Olivii Wilde, gdy cały internet niemal zapłonął, przyciągają największą uwagę. Nie oznacza to w końcu jednak, że tak wyglądają obecnie wszystkie hollywoodzkie i polskie gwiazdy. Michalina Plińska daje również nadzieję, że coraz więcej osób zaczyna zwracać uwagę na autentyczność i różnorodność w social mediach. - Takie treści również przyciągają odbiorców, więc naturalnie częściej pojawiają się w przestrzeni social mediów i poszerzają to, jak dziś wygląda "widoczność" w internecie - podsumowała.

Więcej o: