Co przychodzi Wam na myśl, kiedy pomyślicie 'MGMT'? Zapewne Kids/Electric Feel/Time To Pretend. Może Andrew, wokalista. Pewnie beztroska. Wyrzućcie to ze swojego umysłu. Dzisiejsze MGMT to nie tamto MGMT. To już nie w większości bardziej ogarnięty pop. Nie uświadczycie ich już w reklamach batoników, nie zobaczycie na MTV, nie usłyszycie ich już nawet w tych alternatywnych - tja, alternatywnych - audycjach radiowych. Media ich już nie lubią. Wy też ich pewnie nie polubicie, jeśli dla was są chłopakami w szmatkach od zabawnego singla. Wracajcie go słuchać, jeśli nie jesteście otwarci na eksperymenty. Większe, niż te z podobno 'gorszej' połówki ich debiutu, "Oracular Spectacular". Podejmujecie wyzwanie? To otwórzcie swój umysł, bowiem "Congratulations" to manifest. MGMT mówią 'nie' mainstreamowi.
Przyznali się, że już od jakiegoś czasu mają tego dość. Pytają siebie, czemu napisali 'to głupie Electric Feel', mówiąc, że piosenka ta powstała wieki temu. Tak samo, jak reszta słynnych singli. Wiele osób zarzucało im, że podczas koncertów się nie bawią, nie nawiązują kontaktu z publicznością - a oni robili tak specjalnie. Na złość. Bo ponoć muzykę zaczęli tworzyć po to, aby wkurzać nią ludzi.
Spoczywała na nich wielka odpowiedzialność, wielka presja. Mogli zostać jednym z najlepszych i największych zespołów. Mogli przejść do pierwszej ligi, supportując Lady Gagę, Coldplay, Foo Fighters. Propozycje te odrzucili, stwierdzając, że 'nie chcą być zespołem stadionowym'. Zadecydowali, że pójdą własną drogą. Na przekór oczekiwaniom większości. I już za to należą im się brawa. I wielki szacunek.
Dziwna okładka, zaledwie dziewięć utworów o równie dziwnych tytułach, lecz jeden aż dwunastominutowy. Dawne zapewnienia, że to album o surfowaniu. Pierwszy singiel - "Flash Delirium", powodował piękne zamieszanie w głowie. Musiałam posłuchać go kilka razy, zanim złapałam jego strukturę, i doświadczyłam jego piękna. I wtedy zaczęły się pierwsze, delikatne głosy krytyki. Nie każdy lubił "Of Moons, Birds & Monsters". Ja akurat tak. Byłam zachwycona. Nie musiałam długo czekać na przeciek, w wyniku którego chłopaki postanowili udostępnić album do odsłuchania.
Podczas słuchania "Congratulations" po raz pierwszy, miałam tylko jedno pytanie w głowie 'Boże, co oni tym razem brali?'. Stwierdziłam, że ani tego zanucić, ani się pobawić. Koniec psychofanek, chłopaki. Coś za coś, stworzyliście tak skomplikowaną płytę, że nie macie co liczyć na utrzymanie swego statusu. 'Wracacie na Brooklyn'. Album dla garstki, niezrozumiały dla ogółu. 'Pożegnanie ze sławą, pożegnanie z popem'. I teraz troszkę mi wstyd.
Wszystkiego trzeba się nauczyć. Surfowania też, prawda? Ta płyta wymaga czasu, skupienia i przesłuchań. Odwdzięczy się, i to z nawiązką. Te piosenki są idealnie skomponowane. Perfekcyjnie ułożone. Składają się z mnóstwa dźwięków, które, jakimś dziwnym trafem zaczynają świetnie ze sobą współgrać. Nic nie jest zbędne, pomimo ogromu użytych instrumentów. A i Andrew śpiewa troszkę inaczej - czy lepiej? Ciekawiej. Wszystko jest tutaj właśnie ciekawsze. Zaskakuje. Łapałam się na tym, że z niecierpliwością czekam, co będzie dalej, lecz nie dlatego, że mnie nudzi moment obecny - wprost przeciwnie. MGMT raczą nas różnymi emocjami. Czy radością, pewnym spokojem, później wprowadzając niepokój. Dają nam duże pole do własnej interpretacji. Weźmy takie "Lady Dada's Nightmare" - utwór instrumentalny. Wydaje się, jakby nagrany był strasznie dawno. Podobieństwo "Dada" do 'Gaga' jest celowe - ta kompozycja mówi, jak stwierdzili jej autorzy, o 'uprawianiu seksu z Lady Gagą'. Cóż, teraz każdy może poczuć, jak to jest. :p
Równie ciekawa jest wspomniana dwunastominutówka - "Siberian Breaks". Jest tam kilka części, które po rozbudowaniu idealnie spisałyby się jako osobne piosenki. Zostały jedną, wielką, i każda z nich współgra z resztą. To chyba najbardziej porywający i angażujący słuchacza utwór na tej płycie. To właśnie on zaskakuje. I chyba na początku był dla mnie najmniej zrozumiały. Ostatecznie okazał się być świetny. Nie wiem tylko, po co ta elektronika na końcu - psuje klimat.
Najbardziej w stylu debiutu MGMT jest chyba "I Found A Whistle". Taka przyjemna pioseneczka, z dość prostym motywem przewodnim. Niepokojące "Someone's Missing". W pewnym sensie szalone "Brian Eno". I wspaniale poprowadzone dwa pierwsze utwory - "It's Working" i "Song For Dan Treacy". Koniec, czyli piosenka tytułowa, "Congratulations", snująca się i lekko prześmiewcza. 'Wszystko, co potrzebuje, to wielkie gratulacje'. I te brawa - brawa na koniec płyty. W pełni zasłużone. W moim mniemaniu MGMT zrobili coś podobnego, jak The Horrors w ubiegłym roku nagrywając "Primary Colours". Wydali coś niespodziewanie innego od oczekiwań, narazili się lekko krytykom, a potem i tak w rocznych podsumowaniach są wysoko. Tak - MGMT też to czeka. "Congratulations" jest zaskakująco spójną i przyjemną płytą. I pomimo pierwszego wrażenia - jak najbardziej da się ją zanucić. Jest w tym albumie coś magicznego. Andrew i Ben pokazali, na co ich stać - co za żałosne podsumowanie tego teksu.
Przesłuchajcie tą płytę. W MGMT nadzieja na przyszłość, pociecha w teraźniejszości. Brawa. Congratulations, MGMT.
TUTAJ posłuchasz utworów z płyty
Cała rodzina razem, a wszyscy patrzą na paznokcie 11-letniej księżniczki Charlotte. "Zdecydowanie za młoda"
"Czasami też kupię sobie kebaba". Znany ksiądz ujawnił zarobki. Tyle dostaje jako katecheta
Łatwogang 30 kwietnia przemówił po historycznej zbiórce. "Ostatni raz pozwolę sobie..."
Dwie pierwsze damy, jedno miejsce. Spotkanie w Chorwacji przyciągnęło uwagę
Zamieszanie w Sejmie, Kmita nagle wskoczył przed Tuska. "Nigdy się nie przyzwyczaimy do chamstwa"
Internauci rozpisują się na temat wyglądu Olivii Wilde. Gojdź mówi wprost: Może to być efekt...
Lenka Klimentova trafiła do szpitala. Przekazała wieści ws. stanu zdrowia
TV Republika zebrała 5,5 mln zł na wóz transmisyjny. Rachoń zabrał głos
"Mówilibyście po francusku". Macron odpowiedział na żart króla Karola w Białym Domu