Bez jej hitu nie odbywa się żadne wesele, bójka z Rodowicz w Opolu przeszła już do historii. Co dziś robi Urszula Sipińska?

Była gwiazdą estrady PRL. Równać się z nią mogła jedynie Maryla Rodowicz. W przeciwieństwie do swojej największej konkurentki, zdecydowała się dość wcześnie przejść na artystyczną emeryturę. Ale jej hity takie jak "Mam cudownych rodziców", "Sza la la, zabawa trwa" czy "Wymyśliłam cię" do dziś mają wierne rzesze fanów.

Jej przebój "Mam cudownych rodziców" do dziś jest obowiązkowym punktem programu wielu wesel. Ale współcześni państwo młodzi często nie wiedzą, kto wykonywał wzruszającą piosenkę. Bo Urszula Sipińska już na początku kariery postanowiła, że nie zestarzeje się na scenie. I słowa dotrzymała – wkrótce po 40. urodzinach wróciła do wyuczonego zawodu. W książce "Hodowcy lalek" napisała, że na jej decyzję miało spory wpływ to, jak traktowane były gwiazdy czasów PRL. Skandalicznie niskie gaże, uprzedmiotowienie, a nawet molestowanie seksualne spotkały wiele ówczesnych piosenkarek – w tym Urszulę Sipińską.

Na scenie z przymusu

Urszula Aleksandra Sipińska przyszła na świat 19 września 1947 w Poznaniu. Jest szlachcianką. Wywodzi się z rodu herbu Świnka – jej przodkiem był m.in. gnieźnieński biskup Jakub Świnka. Rodzice Urszuli i dwójki jej rodzeństwa tworzyli tradycyjny, mieszczański dom. Ojciec przyszłej gwiazdy był inżynierem, talent muzyczny Urszula odziedziczyła po matce – pianistce. Dziewczynka od wczesnego wieku była niezwykle muzykalna, w Wielkopolskim Studium Muzycznym ukończyła klasę fortepianu, a w liceum założyła z koleżankami zespół Ośmiornice, na wzór niezwykle wówczas popularnych Filipinek. W jednym z wywiadów przyznała, że pragnęła w ten sposób zaimponować ówczesnemu obiektowi westchnień – przystojnemu nauczycielowi fizyki.

Śpiewałyśmy na akademiach w liceach, technikach, pisano o nas w gazetach. A fizyk? Nic! – wspominała bezskuteczne starania Sipińska.

Urszula SipińskaUrszula Sipińska Waclaw Klag/REPORTER / WACLAW KLAG/REPORTER

Pomimo talentu muzycznego, Urszula Sipińska nie zdecydowała się na karierę sceniczną. Zdała na wydział architektury wnętrz poznańskiej Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych. I być może Sipińska nigdy nie zasłynęłaby jako piosenkarka, gdyby nie fakt, że wieść o jej talencie dotarła do szefostwa uczelnianej komórki Związku Młodzieży Socjalistycznej. Postanowiono odgórnie, że obdarzona aksamitnym głosem studentka będzie reprezentować uczelnię na Festiwalu Piosenki Studenckiej w Krakowie. Na nic zdały się protesty Sipińskiej – decyzja zapadła, a sprzeciw poskutkował tylko groźbą, że w razie odmowy obywatelka zostanie uznana za jednostkę aspołeczną, co zaowocuje nieprzyjemnymi dla niej konsekwencjami. Chcąc nie chcąc, Sipińska na festiwalu wystąpiła. I zgarnęła trzecią nagrodę oraz zaproszenie na Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu. To właśnie występ na opolskiej scenie, podczas którego Sipińska wykonała napisaną wraz z siostrą nastrojową piosenkę "Zapomniałam", stał się dla młodej artystki przepustką do kariery.

Zobacz wideo

Blaski i cienie sławy

Występ w Opolu sprawił, że Urszula Sipińska z dnia na dzień stała się uwielbianą przez tłumy gwiazdą. Śliczna, zgrabna dziewczyna, aksamitny głosem śpiewająca nastrojowy utwór o utraconej miłości, rozpalała zmysły szczególnie męskiej części publiczności. Jak przyznała po latach artystka, nagła sława sprawiła, że uderzyła jej do głowy woda sodowa.

Ale krótkotrwale, bo miałam chłopaka psychologa i mądrych rodziców. Wtedy sobie powiedziałam, że kiedy skończę 40 lat, to koniec z estradą. Pomyślałam sobie wtedy, że to jest ulotny zawód dla młodzieży, dla ludzi o żelaznych nerwach – tłumaczyła Sipińska w telewizyjnym programie "Uwaga!".

W latach 70. życie gwiazdy wyglądało bajkowo. Na jej koncerty przychodziły tłumy, występowała w modnych strojach, miała też możliwość zagranicznych wyjazdów. Po tym, jak w 1968 r. Sipińska zdobyła pierwszą nagrodę za wykonanie utworu "Po ten kwiat czerwony" na festiwalu w Sopocie, zaczęto ją zapraszać na imprezy muzyczne w Szwajcarii, na Teneryfie, a nawet w tak egzotycznych miejscach jak Meksyk. W czasach, kiedy dla przeciętnego obywatela PRL szczytem marzeń był wyjazd do Jugosławii, możliwość podróży po całym świecie stanowiła nie lada gratkę. Ale, jak wyznała po latach Sipińska, sława miała też ciemną stronę.

W książce "Hodowcy lalek" Urszula Sipińska opisuje patologiczne mechanizmy, jakie rządziły światem show-biznesu czasów PRL. "Anielskie sukienki, różowe policzki, lakierki na nóżkach, ekranowy uśmiech i usteczka wyśpiewujące refreny. Kupa forsy, specjalne przywileje i dobre samochody. Taki wizerunek gwiazdy tamtejszej epoki pokutuje do dziś (...) Założenie było proste: artyści to marionetki. Lalki. A lalki nie mówią. Mają śpiewać. Lalki nie myślą (...) W skrajnych przypadkach 'hodowcy lalek' mylili swój 'wychów' z nadmuchiwanymi kukłami, które można molestować seksualnie bez żadnych konsekwencji. Mnie to spotkało raz" – pisze Sipińska.

Incydent z molestowaniem przydarzył się artystce podczas nagrywania programu w studio telewizyjnym na Woronicza. Po skończonym dniu pracy jeden z dyrektorów zaprosił ją do swojego gabinetu. Artystka myślała, że będą rozmawiać o jej muzyce. Tymczasem, gdy tylko weszła do pokoju, mężczyzna zamknął drzwi na klucz. Następnie zaczął mówić do niej poniżające, wulgarne rzeczy, rozpiął spodnie.

Dopiero kiedy zaczęłam walić pięściami w drzwi, wypuścił mnie. Czułam się upodlona, brudna, winna i bezsilna... – powiedziała Sipińska w wywiadzie dla magazynu "Rewia".

Niestety ówczesne prawo oraz brak jakichkolwiek świadków sprawiły, że sprawca pozostał bezkarny.

Zobacz też: Była jedną z najjaśniejszych gwiazd PRL-u, a Zelnik stracił dla niej głowę. Po osobistej tragedii usunęła się w cień

Największa rywalka

Kiedy Urszula Sipińska była u szczytu kariery, niemal nikt nie cieszył się taką popularnością jak ona. Równać z nią mogła się tylko jedna artystka – Maryla Rodowicz. Piosenkarki, delikatnie mówiąc, nie darzyły się zbytnią sympatią. Zupełnie od siebie różne – liryczna, stonowana Urszula i przebojowa, kolorowa Maryla początkowo starały się schodzić sobie z drogi. Rodowicz zbierała nagrody w Polsce i Demoludach, a Sipińska odnosiła sukcesy na całym świecie. Z czasem jednak okazało się, że konfrontacja była nieunikniona. Konflikt nabrał tak wielkich rumieńców, że gdyby miał miejsce dziś, z pewnością byłby hitem Internetu, bo pomiędzy paniami dochodziło nie tylko do słownych uszczypliwości i wzajemnych złośliwości, ale i do rękoczynów.

Urszula SipińskaUrszula Sipińska Andrzej Wiernicki / Andrzej WIERNICKI/East News

Animozje między artystkami nie uszły uwagi opinii publicznej. Postanowiono panie pogodzić – gałązką oliwną miał stać się wspólny występ w programie Kazimierza Kutza "Nareszcie razem". Wokalistki wspólnie wykonały tytułową piosenkę. Śpiewały, że "góra z górą się nie zejdzie", lecz one są "nareszcie razem". Obie miały na głowach identyczne peruki, założyły pasujące do siebie stroje. Ale szybko stało się jasne, że to, co miało zakończyć konflikt, tylko go rozogniło. Podczas występu Maryla górowała nad rywalką i zdaniem wszystkich to ona wyszła z występu na tarczy. Sipińska w odwecie zaczęła Rodowicz naśladować – podobnie się czesać, nosić grzywkę i podobnie się ubierać. Maryla podejrzewała nawet, że Sipińska zaczęła kupować kreacje w tym samym butiku w Berlinie Zachodnim, ale trzymała nerwy na wodzy. Jej cierpliwość wyczerpała się jednak, kiedy podczas festiwalu w Opolu w 1977, Sipińska, dotychczas występująca samotnie siedząc przy fortepianie, wzorem konkurentki pojawiła się na scenie w towarzystwie dwóch chórzystek.

Pamiętam, że Urszula, która śpiewała przede mną, małpowała jakby mój styl i nagle wystąpiła z dwiema chórzystkami, których nigdy nie miała, i zaczęły wykonywać takie "taneczki" w moim stylu - wspominała Rodowicz w rozmowie z Faktem.

Zobacz też: Rodowicz znowu narzeka na słabą sytuację finansową. "Bywa, że jestem pod kreską". Mimo to nie zrezygnowała z drogiej diety

To, co wydarzyło się pomiędzy rywalkami podczas festiwalu w Opolu przeszło do historii. Kiedy Sipińska zeszła ze sceny, za kulisami czekała na nią rozwścieczona Rodowicz. Pomiędzy artystkami doszło do rękoczynów. "Urwałam jej rękaw. Jak skończyła śpiewać, zdjęła swój biały kapelusz, zamachnęła się nim na mnie, a ja wzięłam swój i zaczęłyśmy się okładać tymi kapeluszami jak na szpady. W tym momencie pękł jej rękaw w białej marynarce" – wyznała po latach Maryla Rodowicz.

Własna droga

Konflikt z Marylą Rodowicz nie był tym, co przesądziło o decyzji Sipińskiej o zakończeniu kariery. Jak podkreśla artystka, po prostu, w przeciwieństwie do swojej rywalki, nie chciała zestarzeć się na scenie. Artystka była aktywna jeszcze do końca lat 80. W 1982, w drodze do Berlina, uczestniczyła w wypadku samochodowym. Miała zmiażdżone kolano, a lekarze dawali jej niewielkie szanse na to, że znów będzie mogła chodzić. Jednak Sipińska nie zamierzała się poddać – rozpoczęła walkę o odzyskanie pełnej sprawności. Na scenę wróciła w 1988 r. Wydała wówczas płytę "Nie zapomniałam", na której znalazły się dwa wielkie przeboje: "Mam cudownych rodziców" i "Gdzie ten świat z 60-tych lat". Po ukazaniu się albumu "Białe święta" w 1992, postanowiła na dobre zejść ze sceny.

Piosenkarka miała pomysł na artystyczną emeryturę – wróciła do wyuczonego zawodu architektki wnętrz i z sukcesem się w nim spełniała. Przez 20 lat zaprojektowała nie tylko wnętrze własnego domu, ale też wielu innych obiektów, m.in. Centrum Prasowego Międzynarodowych Targów Poznańskich. Wydała również dwie głośne książki: "Hodowcy lalek" i "Gdybym była aniołem". Jak przystało na gwiazdę muzyki, artystka miała ciekawe życie uczuciowe. Sipińska otrzymała propozycję życia u boku zakochanej w niej szwajcarskiej milionerki w zamian za wyprowadzkę z Polski. Odmówiła jednak, tłumacząc, że "woli mężczyzn bez pieniędzy niż pieniądze bez mężczyzn". Na początku lat 70. Sipińska była związana z rumuńskim reżyserem Valeriu Lazarovem. Związek rozpadł się, bo reżyser otrzymywał zagraniczne propozycje zawodowe i chciał zabrać ze sobą Sipińską, a ta nie miała odwagi, by zostawić własne życie oraz rodzinę i pojechać za nim dalej w świat. "Niefortunną miłość do Lazarova będę pamiętać, choćbym miała żyć 110 lat", mówiła piosenkarka w jednym z wywiadów. Później artystka przez dwa lata spotykała się z Sewerynem Krajewskim, ale to za Janusza Hojana wyszła ostatecznie za mąż. Niestety radiowiec zdradzał ją, a także oszukiwał, że jest o 10 lat młodszy. Na szczęście na jej drodze pojawił się Jerzy Konrad, który jest z piosenkarką już czterdzieści lat. Małżeństwo nie doczekało się dzieci, ponieważ gwiazda nie mogła donosić żadnej z ciąż.

Choć kilka lat temu "Fakt" podawał, że Sipińska dostaje głodową emeryturę, nie ma oszczędności i żyje w nędzy, artystka zapewnia, że te doniesienia są absurdalne. I, nie szczędząc złośliwości dawnej konkurentce, dodaje, że do powrotu na scenę nie przekonałaby jej nawet astronomiczna gaża.

To już zamknięty rozdział w moim życiu. Maryla Rodowicz też w tym wieku powinna ustąpić miejsca młodym. Jej zegar biologiczny tyka, trzeba wiedzieć, kiedy zejść ze sceny – powiedziała Urszula Sipińska w jednym z wywiadów.