Do jej głosu można było stroić fortepiany, po strasznym wypadku miała już nigdy nie wrócić na scenę. Anna German odeszła 38 lat temu

Nazywano ją "Białym Aniołem polskiej piosenki". Radzieccy kosmonauci nazwali jej imieniem asteroidę, a Irena Santor mówiła, że do jej głosu o dużej skali i niepowtarzalnej barwie można było stroić fortepiany. Ale wielkie sukcesy przeplatały się w życiu Anny German z osobistymi dramatami.

"Człowieczy los nie jest bajką ani snem. Człowieczy los jest zwyczajnym, szarym dniem" - śpiewała Anna German. Życie artystki nie było ani szare, ani zwyczajne. Od samego początku obfitowało w tragedie. Mimo to obdarzona niezwykłym głosem Anna German pozostała pogodna i życzliwa dla wszystkich. Darzyła wielkim szacunkiem swoją publiczność, a na scenie dawała z siebie wszystko. Mówiono, że śpiewa jak anioł, ale nie brakowało i takich, którzy samą piosenkarkę nazywali aniołem. Bo pomimo przeciwności losu wciąż śpiewała: "Uśmiechaj się".

Polka z wyboru

Anna Wiktoria German przyszła na świat 14 lutego 1936 roku w Ugrenczu - mieście w dzisiejszym Uzbekistanie, wówczas wchodzącym w skład ZSRR. Ojciec dziewczynki posługiwał się nazwiskiem Eugen Hörmann, ale w Rosji nazywano go Jewgienijem Germanem - choć urodził się w Łodzi, jego przodkowie pochodzili z Niemiec. Z kolei matka, Irma Berner, wywodziła się z holenderskich menonitów, których do Rosji sprowadziła caryca Katarzyna II. W domu rodzinnym małej Ani mówiło się po fryzyjsku, niemiecku i rosyjsku. Szczęśliwe dzieciństwo skończyło się bezpowrotnie, kiedy dziewczynka miała zaledwie dwa latka. Choć jej rodzice starali się jak najmniej rzucać w oczy sowieckim służbom bezpieczeństwa i często zmieniali miejsce pobytu, ręka stalinowskich wysłanników dosięgła ich nawet w odległym Taszkencie. W okresie wielkiej czystki Eugen Hörmann został aresztowany pod zarzutem szpiegostwa, a rok później rozstrzelany.

Kiedy aresztowano jej męża, matka Anny była w ciąży z synem. Ale nie dane jej było nacieszyć się małym Fryderykiem. Wkrótce po tym, jak chłopiec przyszedł na świat, kobieta wraz z dziećmi i swoją matką została zesłana do Kirigistanu. Surowe warunki, w których przyszło mieszkać rodzinie, sprawiły, że chłopczyk zachorował na szkarlatynę i zmarł w wieku zaledwie dwóch lat. Wkrótce potem Irma ponownie wyszła za mąż. Jej wybrankiem został Herman Gerner. Irma przyjęła jego nazwisko, ale z niewyjaśnionych względów zmieniła pierwszą literę - z Irmy Gerner stała się Irmą Berner. Później utrzymywała, że nigdy więcej nie spotkała męża, mimo iż widziała się z nim w 1946 roku w Polsce. Być może matka Anny German była rozczarowana nowym związkiem. Wiadomo z pewnością, że w 1946 roku Irma, jako żona Polaka, złożyła dokumenty repatriacyjne i wraz z córeczką i matką wyjechała do Polski.

Anna GermanAnna German Ribakov / SPUTNIK/EAST NEWS

Choć Anna od wczesnego dzieciństwa zachwycała głosem o niespotykanej barwie i dużej skali, nie postawiła od razu na karierę artystyczną. Przed występowaniem na scenie młodą kobietę powstrzymywały kompleksy, głównie spowodowane niezwykle wysokim jak na ówczesne czasy wzrostem - 184 cm. Anna postanowiła zdobyć solidne wykształcenie - w 1962 ukończyła z wyróżnieniem studia geologiczne na uniwersytecie we Wrocławiu. Ale miłość do muzyki dawała o sobie znać. W 1960 Anna German wystąpiła we wrocławskim "Kalamburze". A rok po uzyskaniu dyplomu geologa stało się jasne, że śpiew nie jest tylko hobby Anny, a sposobem na życie. German na dobre rozpoczęła karierę - w 1963 roku zdobyła drugą nagrodę na III Międzynarodowym Festiwalu Piosenki w Sopocie za utwór "Tak mi z tym źle". Rok później odniosła kolejny sukces, tym razem na Festiwalu Piosenki w Opolu. Jej "Tańczące Eurydyki" zdobyły drugą nagrodę. Ta sama piosenka została jeszcze dwukrotnie uhonorowana w Sopocie w 1964 roku: I nagrodą w dniu polskim i III w dniu międzynarodowym.

O krok od śmierci

Kolejne lata przyniosły pasmo sukcesów. W 1965 roku German znów triumfowała w Opolu, gdzie zdobyła pierwszą nagrodę za piosenkę "Zakwitnę różą". Okazało się, że wbrew obawom Anny wysoki wzrost jest podczas występów scenicznych atutem. A fani doceniają przede wszystkim niezwykły głos artystki. Możliwości wokalne Anny German zachwyciły nie tylko Polaków. Dziś jest jasne, że artystka dużo większą karierę niż w Polsce, gdzie w czasach jej występów bardziej niż talent liczyły się partyjne układy, zrobiła w ZSRR i we Włoszech. Mieszkańcy słonecznej Italii poznali się na talencie Anny German w 1966 roku. Wówczas wytwórnia Compania Discografica Italiana (CDI) zaoferowała artystce trzyletni kontrakt. W tym samym roku German wystąpiła na scenie paryskiej Olimpii. W 1967 jako pierwsza i jedyna w historii polska artystka zaśpiewała na XVII Festiwalu w San Remo, a także jako pierwsza cudzoziemka na XV Festiwalu Piosenki Neapolitańskiej. Ale Anna German nie cieszyła się długo z zagranicznego sukcesu.

W 1967 roku Autostradą Słońca wracała z koncertu w Forli. Za kierownicą kabrioletu siedział Renato, pracownik wytwórni CDI. Niestety mężczyzna poprzedniej nocy niewiele spał, był zmęczony, przez co zasnął za kierownicą. Samochód zjechał z drogi i uderzył w mur oddzielający jezdnię od zbocza wzniesienia. Siła uderzenia była tak ogromna, że wyrzuciła Annę German z samochodu kilkanaście metrów dalej. Wypadku nikt nie widział, ale wrak stojący na zboczu szybko zwrócił uwagę kierowców, którzy wezwali pogotowie. Renato nieprzytomny trafił do szpitala, ale sanitariusze nie wiedzieli, że w aucie była też słynna piosenkarka. Ciężko ranną Annę German odnaleziono dopiero nad ranem następnego dnia. Na skutek złamania obojczyka, kości ramieniowej i udowej miała w gipsie lewą nogę i rękę oraz klatkę piersiową. Ucierpiał też kręgosłup. Lekarze nie dawali jej zbyt wielkich szans na to, by ponownie zaczęła chodzić. Ale artystka się nie poddała. Z pomocą przyszedł jej ukochany mężczyzna.

Miłość zwycięża prawie wszystko

Tym, kto miał największy wpływ na powrót Anny do życia artystycznego, był jej przyjaciel, Zbigniew Tucholski. To on wraz z matką German przyleciał po wypadku do Włoch, on też opiekował się piosenkarką, gdy przewieziono ją do kraju. Anna spędziła półtora roku w szpitalu w Konstancinie, a rehabilitacja trwała kolejnych kilkanaście miesięcy. Tucholski był obecny w życiu Anny od lat. Pracownik naukowy poznał ją pewnego dnia na basenie we Wrocławiu. Jak mówił, od razu wzbudziła w nim zaufanie. Ale zanim powiedzieli sobie sakramentalne "tak", minęło siedem lat. W tym czasie Zbigniew jeździł za Anną na koncerty, przywoził kwiaty i pocieszał w chwilach zwątpienia. Kiedy German wyszła ze szpitala, wprowadziła się do Tucholskiego. Mężczyzna z ogromnym oddaniem opiekował się Anną. Nie tylko wspierał ją psychicznie, lecz także stał się jej osobistym rehabilitantem. Pomagał jej stawiać pierwsze kroki, uczyć się chodzić na nowo.

Anna GermanAnna German S. Gerasimov / Sputnik/EAST NEWS

Anna German doceniła oddanie Tucholskiego i zgodziła się zostać jego żoną. Para pobrała się w marcu 1972 roku w Zakopanem. Uroczystość była bardzo skromna i spontaniczna - w niczym nie przypominała współczesnych ślubów gwiazd. Świadkami zostali przypadkowo spotkani znajomi. Małżeństwo dodało Annie German skrzydeł. Powróciła na scenę ze świetnie przyjętą piosenką "Człowieczy los". W tym samym roku odbyła trasę po ZSRR. Tam natychmiast okazało się, że wrażliwość artystki idealnie trafia w gust publiczności. Anna mówiła, że rosyjskie piosenki "łatwo i przyjemnie śpiewać", bo "zachwycają melodyjnością i swobodą głosową". German powróciła do ZSRR w 1975 roku. Była już wówczas w ciąży. Choć lekarze odradzali artystce macierzyństwo w obawie o jej nadwyrężony wypadkiem kręgosłup, kobieta bardzo pragnęła dziecka i postanowiła zaryzykować. Po urodzeniu synka, który imię dostał po ojcu, German wróciła na scenę. W lutym 1976 roku Anna German przyjechała do Moskwy, aby wziąć udział w programie telewizyjnym "Dzwonki przyjaciół". Dzięki wysokim gażom Anna i Zbigniew mogli sobie pozwolić na kupno domu na Żoliborzu. Wydawało się, że nic nie jest w stanie zatrzymać jej kariery, że w życiu doświadczonej przez los artystki wreszcie zapanował spokój. Niestety, wtedy przyszedł kolejny cios.

Anna GermanAnna German JACEK BARCZ / Jacek BARCZ/East News

Podczas koncertu w Ałma-Acie Anna German poczuła silny, przeszywający ból w nodze. Diagnoza nie pozostawiała nadziei - okazało się, że artystka cierpi na mięsaka, złośliwy nowotwór kości. Mimo druzgocącej informacji German nie chciała przerywać kariery. Artystka zawsze bardzo szanowała publiczność, uważała, że powinna dla niej śpiewać, dopóki starczy jej sił. Dlatego wyjechała na tournée po Antypodach. Na scenie była promienna, ale kiedy z niej schodziła, cierpiała. W czerwcu 1979 roku w Moskwie Anna German straciła przytomność w hotelowym holu. Przewieziono ją do szpitala, następnie wróciła do Polski. Tucholski liczył na to, że wola życia Anny sprawi, iż i tym razem zdarzy się cud. Tak się jednak nie stało. W nocy z 25 na 26 sierpnia 1982 Anna German zmarła. Miała tylko 46 lat. Rosyjscy kosmonauci upamiętnili ją, nazywając jej imieniem asteroidę (2519) krążącą wokół Słońca pomiędzy Marsem a Jowiszem. - Nie śpiewała, lecz grała na swych strunach głosowych. Była wygnańcem z anielskich chórów, skazanym na trudny człowieczy los. Zamiast duszy miała muzykę - powiedział o niej pisarz Jerzy Ficowski.