Amerykanie okrzyknęli ją "najbardziej utalentowaną polską gwiazdą". Jej karierę zniszczyły alkohol i nieszczęśliwa miłość

Zniewalała dziewczęcym wdziękiem, seksapilem i zjawiskową urodą. Kochali się w niej amanci polskiego kina ze Zbyszkiem Cybulskim na czele. Miała szanse na międzynarodową karierę - dostawała propozycje m.in. z Francji. Ale świetnie zapowiadającą się karierę Teresy Tuszyńskiej zniszczyły nieszczęśliwa miłość i alkohol. Gdyby żyła, gwiazda filmu "Do widzenia, do jutra" obchodziłaby dziś 78. urodziny.

Na ekranie i poza nim lśniła. Przyciągała spojrzenia mężczyzn i kobiet. Miała w sobie coś, co sprawiało, że nie sposób było przejść obok niej obojętnie. U szczytu kariery łączyła pracę aktorską z chodzeniem po wybiegach Mody Polskiej. Choć wywodziła się z robotniczej rodziny, zachwycała klasą i wyczuciem stylu. Brak aktorskiego wykształcenia nadrabiała wrodzoną umiejętnością pracy z kamerą. Wydawało się, że Teresa Tuszyńska miała wszystko, by stać się gwiazdą wielkiego formatu nie tylko w Polsce, ale i za granicą. Tak się jednak nie stało – nad talentem wzięła górę skłonność aktorki do autodestrukcji.

Buntowniczka od urodzenia

Teresa Janina Tuszyńska przyszła na świat w samym środku wojennej zawieruchy – 5 września 1942, na warszawskiej Woli. Nie do końca wiadomo, dlaczego dziewczynka nosiła inne nazwisko niż jej rodzice i rodzeństwo, którzy nazywali się Tusińscy. Niektórzy twierdzą, że winien był błąd niemieckiego urzędnika, który wypisywał akt urodzenia małej Tereski. Z kolei w książce Mirosława J. Nowika "Tetetka. Wspomnienia o Teresie Tuszyńskiej" pojawia się sugestia, że być może chodziło o zmylenie okupanta – ojciec Tereski, mistrz masarstwa, miał współpracować z polskim podziemiem, m.in. zaopatrywać w żywność oddziały Armii Krajowej. Wczesne dzieciństwo dziewczynki było bardzo ciężkie. W wieku dwóch lat Tereska otarła się o śmierć. Ona, jej matka i starszy o pięć lat brat, Bogdan, trafili wówczas do obozu przejściowego, skąd skierowano ich do transportu jadącego do obozu Auschwitz. Na szczęście nad rodziną zlitował się pilnujący transportu kolejarz. Nie tylko pomógł pani Tusińskiej z dziećmi uciec, ale też przyjął rodzinę pod swój dach.

Teresa Tuszyńska w filmie 'Cała naprzód' 1966 r.Teresa Tuszyńska w filmie 'Cała naprzód' 1966 r. archiwum Filmu / Forum / archiwum Filmu / Forum

Koniec wojny wcale nie sprawił, że Teresa mogła się cieszyć beztroskim dzieciństwem. Jej rodzice, chcąc ponownie stanąć na nogi, od rana do nocy zajmowali się handlem, nie mieli więc czasu dla córki. Dlatego dziewczynkę wysłano do prowadzonej przez zakonnice szkoły w Wawrze. Ale dorastanie w czasach wojny nie zabiło w Teresce żywego usposobienia i buntowniczego charakteru. Dziewczynka nijak nie chciała podporządkować się panującemu w szkole rygorowi. Wkrótce jej psoty i niesubordynacja sprawiły, że zakonnice odesłały niepokorną wychowankę do domu. Tuszyńska kontynuowała więc naukę w Warszawie. Ale z wiekiem stawała się coraz bardziej niepokorna, co zaowocowało wyrzuceniem jej po zaledwie trzech semestrach z Państwowego Liceum Techniki Teatralnej. Tuszyńska uczyła się tam na jednym roku z Krzysztofem Kieślowskim, jednak częściej niż w szkole, można ją było spotkać w warszawskich klubach studenckich, w tym w słynnej "Stodole".

Miss "Stodoły"

Kiedy zobaczyłem Tereskę po raz pierwszy, byłem jak rażony piorunem. To był płomień – powiedział po latach Andrzej Wiernicki, fotograf, który podczas balu karnawałowego w klubie "Stodoła" zachwycił się Tuszyńską.

Dużo starszy od 16-letniej wówczas Teresy Wiernicki zaproponował dziewczynie zdjęcia w swoim studio fotograficznym. Ta chętnie się zgodziła. Efektem sesji było zdjęcie, które wkrótce trafiło na okładkę wielkanocnego wydania magazynu "Kobieta i życie". Kiedy pani Tusińska zobaczyła córkę patrzącą na nią zalotnie z okładki magazynu, wpadła w szał. Dla konserwatywnej kobiety udział córki w zdjęciach, nawet jeśli była ubrana od stóp do głów, był równoznaczny z prostytucją. Swoje zdanie pani Tusińska przekazała ojcu fotografa, którego zastała w rodzinnym mieszkaniu Wiernickiego. Ale jej oburzenie nie zrobiło na Teresce żadnego wrażenia. Młoda kobieta być może czuła już zbliżającą się sławę. Bo ta była tuż za rogiem.

Wiernicki również niewiele sobie zrobił z opinii matki swojej modelki. Kolejne zdjęcia Tuszyńskiej wysłał na organizowany przez "Przekrój" konkurs pod hasłem "Film szuka młodych aktorek". Chociaż Teresa nie spełniała warunków konkursu – nie miała przepisowych osiemnastu lat ani wykształcenia średniego – zwyciężyła. Nagrodą był udział w filmie Jana Rybkowskiego "Ostatni strzał". Tuszyńska zagrała tam jedynie epizod, w dodatku w trakcie zdjęć zbuntowała się i uciekła z planu. Ale mimo to jej kariera zaczęła się błyskawicznie rozwijać. Urodę, seksapil oraz dziewczęcy urok Tuszyńskiej dostrzegła wkrótce Jadwiga Grabowska – legendarna dyrektor artystyczna "Mody Polskiej". Teresa stała się szybko gwiazdą wśród modelek. Choć wszystkie były niezwykle urodziwe, ona miała to nieuchwytne coś, co sprawiało, że lśniła na każdym pokazie. Wyjeżdżała na pokazy m.in. do Paryża, co w czasach PRL było nie lada gratką. W dodatku praca modelki była wówczas często trampoliną do kariery filmowej. Nie inaczej było w przypadku Teresy Tuszyńskiej.

Teresa Tuszyńska jako modelka 'Mody Polskiej'Teresa Tuszyńska jako modelka 'Mody Polskiej' Andrzej Wiernicki / Forum / Andrzej Wiernicki / Forum

"Do widzenia, do jutra"

Rola Margueritte – córki francuskiego dyplomaty, w której zakochuje się bez pamięci grany przez Zbyszka Cybulskiego bohater – to najsłynniejszy występ Teresy Tuszyńskiej. Paradoksalnie za główną rolę zapłacono jej tak niewiele, jak gdyby była statystką. Inspirowana prawdziwym romansem Cybulskiego historia miłosna mogła się stać przepustką do międzynarodowej kariery Tuszyńskiej. Tak się jednak nie stało. Na przeszkodzie stanęła w pewnym stopniu nieznajomość języków obcych, ale tym, co zawiniło znacznie bardziej, była nieszczęśliwa miłość i osobiste demony młodej aktorki. Wszystko to sprawiło, że świetny występ w "Do widzenia, do jutra" zamiast stać się trampoliną do sławy, był początkiem końca.

Grając w "Do widzenia, do jutra", Tuszyńska poznała Adama Pawlikowskiego. Starszy o 17 lat aktor i muzyk (znany ze sceny w "Popiele i diamencie", w której podpala kieliszki z alkoholem) zawrócił Tuszyńskiej w głowie. Choć podobno miał wobec niej poważne zamiary, zbyt długo ociągał się z deklaracją uczucia. By sprawdzić siłę jego miłości, Teresa postanowiła wystawić go na próbę – wyszła za mąż za jego dobrego przyjaciela, hrabiego Jana Zamoyskiego. Jak wspominał Kazimierz Kutz, kiedy para poinformowała go o małżeństwie, Pawlikowski zwymiotował.

Zbigniew Cybulski i Teresa Tuszyńska w 'Do widzenia, do jutra'Zbigniew Cybulski i Teresa Tuszyńska w 'Do widzenia, do jutra' 2Rights Managed / Mary Evans Picture Librar / Forum / 2Rights Managed / Mary Evans Picture Librar / Forum

Powolny upadek

Jak łatwo się domyślić, zawarte z egoistycznych pobudek małżeństwo nie przetrwało próby czasu. Nie pomógł też fakt, że Tuszyńska, która brylowała na artystycznych imprezach, zaczęła bardzo często zaglądać do kieliszka, a pod wpływem alkoholu stawała się nieobliczalna. Początkowo mąż, matka i starszy brat starali się ją kontrolować, ale byli bezsilni. Śliczna, dowcipna, inteligentna Teresa była gwiazdą każdego bankietu czy prywatki. Rozrywano ją, zabiegano o jej towarzystwo. A na ówczesnych branżowych imprezach alkohol lał się strumieniami. To, co z początku było niewinną zabawą, wkrótce wymknęło się spod kontroli.

Po "Do widzenia, do jutra" Tuszyńska wystąpiła w "Tarpanach" Kazimierza Kutza, a następnie w komedii romantycznej "Rozwodów nie będzie". Jednocześnie jako modelka "Mody Polskiej" wyjeżdżała na pokazy do Paryża. Francuzi zachwycali się jej urodą i wyczuciem - instynktownie wiedziała, jak ustawić się do zdjęcia, jak się ubrać, by wypaść najlepiej. W marcu 1963 r. jej zdjęcie ukazało się na okładce amerykańskiego pisma "Show" z podpisem: "Teresa Tuszyńska, lat 21 – najbardziej zachodnia i najbardziej utalentowana z polskich gwiazd filmowych".

Teresa Tuszyńska na okładce amerykańskiego 'Show' / 1963 r.Teresa Tuszyńska na okładce amerykańskiego 'Show' / 1963 r. EAST NEWS

Aktorką zachwycił się też Roman Polański, który chciał załatwić jej angaż w Paryżu. Ale kiedy francuska producentka filmowa specjalnie dla Tuszyńskiej przyleciała do Warszawy, aktorka nie przyszła na umówione spotkanie. Później miała powiedzieć, że w nosie ma wyjazd do Francji i nigdzie jeździć nie zamierza. Podobnie zbywała inne zagraniczne propozycje, m.in. z Włoch i Austrii. Wkrótce polskie środowisko filmowe zaczęło się od Tuszyńskiej odwracać. Aktorka zapracowała sobie na łatkę nieobliczalnej, bo często albo nie stawiała się na umówione spotkania, albo przychodziła na nie nietrzeźwa.

Smutny koniec

Alkohol, którego Tuszyńska spożywała coraz więcej, miał destrukcyjny wpływ nie tylko na jej karierę, ale i życie prywatne. Przez niego rozpadło się jej drugie małżeństwo z aktorem dubbingu Włodzimierzem Kozłowskim. Mąż nie wytrzymał tego, że Teresa włóczyła się po nocach po podejrzanych spelunach i wdawała się w pijackie awantury. Raz nawet pobiła milicjanta i cudem uniknęła wyroku skazującego. Propozycje filmowe były coraz rzadsze i coraz mniej atrakcyjne – Tuszyńska pojawiła się jeszcze m.in. w dwóch czechosłowackich filmach: "Chlebowych trzewikach" i "Praskich nocach". W 1971 po raz ostatni pojawiła się na ekranie. Niespełna 30-letnia aktorka wcieliła się w rolę matki nastoletniego bohatera.

Czas nie był łaskawy dla Tuszyńskiej. Nałóg odebrał jej zjawiskową niegdyś urodę, z czym nie mogła się pogodzić. Jej trzecim mężem został kompan od kieliszka z jednej z warszawskich spelunek – robotnik Jan Perzyna. Para, delikatnie mówiąc, nie wylewała za kołnierz. W końcu organizm aktorki nie wytrzymał i 19 marca 1997 Teresa Tuszyńska zmarła. Jej męża nie było stać na pogrzeb, udał się więc do brata aktorki, Bogdana i to on zorganizował i opłacił ceremonię. Uwielbiana niegdyś przez miliony aktorka odeszła w skrajnej biedzie, mając zaledwie 54 lata.