Fani ją kochali, władza nienawidziła. Jedna z największych gwiazd muzyki PRL-u zmarła w zapomnieniu

Wykonywane przez nią szlagiery takie jak "Chłopiec z gitarą", "Autostop" czy "Malowana Lala" nuciła niegdyś cała Polska. Ale choć miała szansę stać się międzynarodową gwiazdą, naraziła się władzom PRL-u i popadła w niełaskę. Przez nagonkę medialną wyjechała do Niemiec, gdzie po latach zmarła w zapomnieniu.

Na scenie kipiała energią. Drobna dziewczyna tańczyła tak, że jej kruczoczarne warkocze wirowały niemal z prędkością światła. Prywatnie pozostała cichą, skromną dziewczyną z bytomskich familoków, która zamiast iść na bankiet, wolała w hotelowym pokoju czytać książkę i słuchać muzyki klasycznej. Publiczność ją kochała, krytycy wytykali jej śląski akcent i brak wykształcenia. Ale prawdziwa nagonka na Karin Stanek zaczęła się, gdy piosenkarka odeszła z zespołu Czerwono-Czarni, a część jej rodziny wyjechała do Niemiec. Karin Stanek to przykład artystki, której świetnie zapowiadającą się karierę zniszczyły media i polityczni decydenci.

Karin StanekKarin Stanek Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta

Goniec z gitarą

Wielu fanów myślało, że Karin Stanek to pseudonim artystyczny, ale urodzona 18 sierpnia 1943 roku piosenkarka rzeczywiście tak się nazywała. Nie do końca jednak jest pewny rok jej przyjścia na świat. Powodem zamieszania jest fakt, że Karin wcześnie musiała podjąć pracę. Dziewczyna miała pięcioro rodzeństwa, a jej matka samodzielnie wychowywała dzieci. W związku z tym w domu się nie przelewało. Karin od dziecka była niezwykle obowiązkowa i ambitna i widząc, jak jej matka dorabiając po nocach szyciem, psuje sobie wzrok, nie mogła być bezczynna.

Po skończeniu siódmej klasy podstawówki Karin postanowiła rzucić szkołę i pójść do pracy w pełnym wymiarze godzin. Dlatego dodała sobie lat i zatrudniła się jako goniec w Przedsiębiorstwie Instalacyjnym Przemysłu Węglowego. Dodatkowo pomagała matce w prowadzeniu domu i opiece nad młodszym rodzeństwem - prała, sprzątała, gotowała, stała w kolejkach po zakupy. Po latach wyznała:

Każdego dnia miałam dużo pracy w domu, każdego dnia robiłam to samo i tylko z zazdrością mogłam patrzeć przez okno, jak moje koleżanki leniwie i z niechęcią idą do szkoły. One szły, bo musiały. A ja chciałam i nie mogłam. Może komuś trudno w to uwierzyć, ale ja naprawdę chciałam. Lubiłam uczyć się, dowiadywać wciąż czegoś nowego, ciekawego - czytamy w książce "Karin Stanek. Autostopem z malowaną lalą" Anny Kryszkiewicz.

Matka Karin bardzo doceniała poświęcenie córki. By sprawić jej radość, kupiła jej używaną gitarę. Dziewczyna, która po matce odziedziczyła miłość do muzyki, była wniebowzięta. Błyskawicznie opanowała grę na instrumencie i zaczęła sobie akompaniować. Śpiewała ówczesne hity, takie jak "Diana" Paula Anki, najpierw w domu, następnie za namową matki zaczęła chodzić na zajęcia do domu kultury. To właśnie matka zachęciła Karin, by wzięła udział w konkursie organizowanym przez zespół Czerwono-Czarni, który szukał młodych talentów. Wygrana była dla niej szokiem.

Czy liczyłam wtedy na sławę? Nie, chyba nie. Może czasem myślałam o niej, ale nie wyobrażałam sobie, że mogłabym ją zdobyć. Śpiewałam zawsze dla przyjemności, lubiłam to, brałam udział w konkursach, przeglądach, ale nigdy z myślą o tym, że mogłyby mi przynieść sławę. Cieszyłam się, kiedy publiczność oklaskiwała moje piosenki, kiedy widziałam, że są zadowoleni, że sprawiłam im przyjemność - wspominała w jednym z wywiadów Karin.

Karin Stanek w 1963 r.Karin Stanek w 1963 r. EAST NEWS/INPLUS

Malowana Lala

Karin zaczęła koncertować z Czerwono-Czarnymi i błyskawicznie stała się ulubienicą publiczności. Młodzi ludzie pokochali dziewczynę z czarnymi warkoczami, która swoją nieposkromioną energią zarażała tłumy. Drobniutką Stanek zaczęto pieszczotliwe nazywać "Pchełką", a jej energia znalazła odzwierciedlenie w przydomkach takich jak "Atomowa Kaśka". W lipcu 1962 Stanek zakwalifikowała się do finałowej dziesiątki I Festiwalu Młodych Talentów w Szczecinie i wystąpiła z Czerwono-Czarnymi na festiwalu w Sopocie. W roku 1963 wzięła udział w I Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu, gdzie wykonała przeboje "Malowana lala", "Autostop" i "Chłopiec z gitarą", dostając wyróżnienie. Ale krytyka nie podzielała entuzjazmu publiczności.

Prasa nigdy nie była przychylna Karin Stanek. Najprawdopodobniej tym, co sprawiło, że nie wypadało oficjalnie jej chwalić, było śląskie pochodzenie. Choć w sklepach sprzedawano laleczki z czarnymi warkoczami, ubrane tak jak Karin - w dzwony i koszulę - prasa skupiała się na jej złej dykcji i rozpisywała się o tym, że nie ma matury, czym daje zły przykład młodzieży. Tymczasem Stanek i bez docinków prasy nie było lekko. Owszem, gaża była dla wychowanej w niedostatku dziewczyny wręcz astronomiczna, ale Karin nie potrafiła się odnaleźć w roli gwiazdy. Kiedy pytano ją o specjalne wymagania przed koncertem, prosiła tylko, by w garderobie czekała na nią ciepła herbata. A po występie, zamiast iść na bankiet, zaszywała się w hotelowym pokoju i przy akompaniamencie muzyki klasycznej czytała książki i nocami uczyła się do matury. Bo Stanek równolegle z karierą artystyczną kontynuowała naukę w szkole wieczorowej. I choć niektórzy profesorowie za punkt honoru postawili sobie, by egzamin oblała, ambitnej i pracowitej Karin udało się uzyskać upragniony certyfikat.

Karin StanekKarin Stanek Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta

Niewygodna gwiazda

Talent i energia Karin Stanek sprawiły, że sława zespołu dotarła poza granice Polski. Czerwono-Czarnych zaczęto zapraszać do ZSRR i NRD, a wkrótce także do państw spoza Żelaznej Kurtyny - do Francji, Finlandii, Kanady i USA. I tu pojawił się problem, bo władze nie mogły Karin zapomnieć jej śląskiego pochodzenia.

Niektórym w Warszawie przeszkadzał mój akcent. Nie dano mi też paszportu na festiwal w Helsinkach, bo dziewczyna "z niemieckim pochodzeniem" nie mogła reprezentować Polski - opowiadała Stanek po latach.

Mimo to zespołowi udało się w 1966 wydać w Stanach Zjednoczonych album z największymi przebojami takimi jak "Malowana Lala", "Chłopiec z gitarą" czy "Autostop". Jak na ówczesne czasy było to ogromne osiągnięcie. Ale choć Karin zaczęto nazywać Królową Big Beatu, wciąż rzucano jej kłody pod nogi. Kazano jej zdać państwowy egzamin na piosenkarkę. Dopiero po uzyskaniu odpowiedniego certyfikatu Stanek mogła zacząć zarabiać najwyższą stawkę: 500 złotych za koncert. Ale znów pojawiły się problemy.

Karin StanekKarin Stanek Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta

Choć to dzięki Karin Czerwono-Czarni zaczęli robić zawrotną karierę, kolegom z zespołu nie był w smak fakt, że młodsza od nich stażem dziewczyna zarabia więcej od nich. Zaczęły się tarcia i konflikty. Wreszcie atmosfera stała się tak nieznośna, że w 1969 roku Karin postanowiła odejść z zespołu. Jeszcze przez chwilę śpiewała z zespołami The Samuels, czy Aryston, ale ostatecznie zdecydowała się na solową karierę. I prawdopodobnie odniosłaby sukces, gdyby nie fakt, że władze PRL postanowiły ją ukarać za fakt, że część rodziny Stanek wyemigrowała do Niemiec Zachodnich. Choć zrobili to za zgodą władz, otrzymawszy jako Ślązacy pozwolenie na wyjazd w jedną stronę, uznano ten fakt za zdradę. Odpowiedzialnością obciążono Karin.

Karin Stanek nigdy nie była ulubienicą PRL-owskich mediów, ale to, co zaczęło się dziać po 1969 roku, było prawdziwym festiwalem nienawiści. Prasa zaczęła rozpowszechniać fałszywe doniesienia na temat artystki, prześcigając się w publikowaniu wyssanych z palca oszczerstw. Pisano, że Karin wygwizdano na koncercie albo że przyszła na niego garstka osób, choć w rzeczywistości oklaskiwały ją tłumy. Jakby tego było mało, przeprowadzono dochodzenie na temat stroju Stanek. Plotkowano, że ma krzywe nogi, aż wreszcie jeden z dzienników "ustalił", że artystka zawsze występuje w spodniach lub kombinezonach, ponieważ jej nogi pokrywają tatuaże. Na początku lat 70. były one nieomylnym znakiem, że ktoś albo sympatyzuje z subkulturą byłych więźniów, albo, jak sugerowano w oczerniających Karin artykułach, sam odsiedział wyrok. To, za co Stanek miała w przeszłości trafić do więzienia, prasa pozostawiała wyobraźni czytelników. Tymczasem artystka stawiała na taki strój, by mieć swobodę ruchów na scenie.

Bilet w jedną stronę

Choć Karin Stanek miała w Polsce menedżerkę i wciąż cieszyła się sympatią wielu fanów, nie wytrzymała atmosfery, którą stworzono wokół jej osoby. W końcu w 1976 roku wyjechała z Polski do Niemiec i tam rozpoczęła swoją muzyczną działalność. Zdecydowała się też przyjąć niemieckie obywatelstwo. Nagrała kilka singli - w 1979 roku wystąpiła z piosenką "Ich mag dich so wie du bist" w popularnym programie Disco. Ukazała się wówczas jej płyta "Das geballte Temperament mit der unerhörter Stimme", nagrana w całości w języku niemieckim. W roku 1981 wydała singiel pod pseudonimem Cory Gun, a w 1982 roku dwa single z zespołem Blackbird, tym razem po angielsku. Nagrania nie miały zbyt dużej promocji i Stanek zawiesiła karierę. Wróciła do śpiewania dopiero pod koniec lat 80., kiedy wydała single w USA i Niemczech.

Karin Stanek w 2003 rokuKarin Stanek w 2003 roku KAPIF

Do Polski Karin Stanek przyjechała dopiero na początku lat 90., żeby wystąpić w Operze Leśnej. Wracała jeszcze wielokrotnie, bo tęskniła za krajem, ale nie sprowadziła się tu na stałe. Za nic nie chciała zostawić matki, którą się opiekowała. Być może to poświęcenie rodzinie i karierze sprawiło, że Stanek nigdy nie wyszła za mąż i nie miała dzieci. Artystka zawsze bardzo chroniła swoją prywatność, nie wiadomo więc nic na temat jej związków. Zimą 2011 Stanek zachorowała na grypę. Zbagatelizowała swój stan i doszło do powikłań. Grypa przerodziła się w zapalenie płuc i 67-letnia artystka trafiła do szpitala. Po kilku tygodniach walki o życie 15 lutego 2011 roku zmarła. Anna Kryszkiewicz, menedżerka i przyjaciółka Stanek, wyznała wtedy, że artystka pragnęła śmierci.

Czasem myślę, że to dlatego, bo miała po prostu już dość życia na obczyźnie - powiedziała Kryszkiewicz.

Gdyby żyła, 18 sierpnia Karin Stanek obchodziłaby 77. urodziny.