Sylwia Peretti ciężko chorowała. "Mogłam sobie ze świętym Piotrem rękę podać"

Sylwia Peretti miała problemy zdrowotne. Zdiagnozowano u niej ciężką chorobę. Podzieliła się z obserwatorami ciężkimi chwilami z przeszłości.
Sylwia Peretti
Fot. Kapif

Sylwia Peretti tydzień temu straciła jedynego syna. 24-letni Patryk zginął w wypadku samochodowym. Syn gwiazdy "Królowych życia" prowadził pod wpływem alkoholu z zawrotną prędkością. Gwiazda nie miała łatwego życia. W wywiadzie dla "Dzień dobry TVN" opowiedziała o trudnym dzieciństwie z przemocowym ojcem. Przeczytacie o tym TUTAJ. Peretti wyznała, że miała także problemy ze zdrowiem. I to dość poważne.

Zobacz wideo Sylwia Peretti wylicza swoje operacje plastyczne, ale dostrzega w tym przesadę: Nie chcę być jak moje koleżanki

U Sylwii Peretti zdiagnozowano raka piersi i węzłów chłonnych

W jednym z odcinków "Królowych życia" Sylwia Peretti podczas chwil spędzonych w jacuzzi z koleżankami otworzyła się na temat problemów zdrowotnych, z którymi zmagała się w przeszłości. Celebrytka wiele lat temu miała zdiagnozowany nowotwór piersi i węzłów chłonnych. Jej syn miał wtedy trzy lata, a ona 21.

Jak Patryk miał trzy lata, czyli ja miałam jakieś 21, miałam zdiagnozowanego raka piersi i węzłów chłonnych. Zdrowie jest najważniejsze, bo jeżeli zdrowia nie ma, to nic nie ma. Nie mają znaczenia wtedy pieniądze, znajomości. Jeżeli zdrowia nie ma, to jest pozamiatane. Miałam kilka sytuacji w swoim życiu, gdzie tak naprawdę mogłam sobie ze świętym Piotrem rękę podać, ale zawsze się odwracałam i mówiłam, że to jeszcze nie jest czas na mnie - mówiła celebrytka.
Sylwia Peretti
Sylwia PerettiFot. @sylwia_peretti

Więcej zdjęć Sylwii Peretti z ukochanym synem i mężem znajdziecie w galerii u góry strony.

Na całe szczęście okazało się, że nowotwór nie jest taki groźny, jak na początku podejrzewano, więc chemioterapia nie była konieczna. Gwiazda zaapelowała, aby się regularnie badać. "Nie zgodziłam się na chemię, nie zgodziłam się na żadne leczenie. Powiedziałam, że do momentu, kiedy nie zobaczymy wyników, nie podejmę żadnego leczenia. No i jak oni mi to wszystko zaczęli wycinać i później przyszłam po wyniki tej biopsji - stąd ta wielka blizna pod pachą - to się okazało, że nie do końca to było takie groźne. W każdym razie pamiętajcie, żeby się badać, bo to nie są przelewki" - apelowała Peretti.

Więcej o: