Jerzy Kalibabka, znany też jako "Tulipan", rozkochał a następnie okradł setki, jeśli nie tysiące kobiet. W PRL miał status niemalże gwiazdy. Mężczyźni chcieli mieć takie powodzenie, jak on. Kobiety chciały się z nim spotkać, by mówił do nich tak pięknie, jak do tych pozostałych - bo przecież z nimi na pewno już by został na stałe, a one usidliłyby największego amanta lat 70. i 80. Jednak "Tulipan" nie poprzestał na podbijaniu serc i czyszczeniu portfeli. O jego mrocznym obliczu powstało wiele książek, seriali i podcastów, a najświeższa pozycja to książka Wiktora Krajewskiego - "Kalibabka. Historia największego uwodziciela PRL".
Miał zostać rybakiem, jak jego ojciec i jak najpewniej jego dziad i pradziad. Jednak z jakiegoś powodu Jerzy Kalibabka czuł zawsze, że jest stworzony do większych rzeczy. Dopóki jego ojciec żył, jako chłopiec a potem nastolatek wychodził z nim na połowy. Wracał śmierdzący rybami, umazany wnętrznościami, zmęczony. Nie tak miało wyglądać jego życie, choć z połowów z ojcem były pieniądze.
Skończyły się, kiedy ojciec przedwcześnie zmarł. Na barkach młodego Kalibabki znalazła się konieczność utrzymania siebie, matki i siostry. Wypływał więc w morze, ale nie miał aż takich zdolności. Im mniej było ryb, tym mniej było pieniędzy, tym większa frustracja, że nie tak miało być.
Rybak. Ale Jurek nie chce być rybakiem. Za wszelką cenę chce się stąd wyrwać, zostawić za sobą kutry, sieci i ludzi, którzy go otaczają i którymi pogardza. Widzi ich niezadowolenie, beznadziejną walkę z codziennymi problemami, obserwuje, jak każdego dnia spychają swoje marzenia i pragnienia w czeluść niepamięci - czytamy w książce Wiktora Krajewskiego o seryjnym uwodzicielu i gwałcicielu.
Kłócił się o to z matką. Ręki nigdy na nią nie podniósł, ale wykrzykiwał straszne rzeczy, odgrażał się. W końcu coś w nim pękło. Po jednym z połowów wrócił do domu, trzasnął drzwiami i oznajmił, że to koniec. Po czym, zanim rozpętała się nowa awantura, wyszedł i ruszył przed siebie w tym, w czym zszedł z pokładu - w gumiakach i sztormiaku. Autorzy wielu analiz dotyczących psychiki Kalibabki nie są tu pewni, czy opuszczając rodzinny dom w Dziwnowie miał już jakiś plan. Raczej to, co wydarzyło się w kolejnych godzinach, doprowadziło do jego krystalizacji.
Na ponad 20-kilometrowej trasie Dziwnów-Międzyzdroje napotkał znajomą kelnerkę z knajpki, w której zdarzało mu się bywać. Wiedział, że nie ma co ze sobą zrobić. Wiedział, że pilnie potrzebuje noclegu, ubrań, pieniędzy - nie wziął przecież z domu nic prócz swojej godności i ubrań rybaka. Jego pierwsza ofiara w spisanych historiach nie ma nawet imienia, tymczasem to jej Kalibabka zawdzięcza to, czym stał się później.
Kelnerka z Międzyzdrojów już następnego dnia po tym, jak przenocowała Kalibabkę, chciała rzucić dla niego wszystko. Nie wiadomo, co dokładnie jej powiedział. Miał przekonywać, że to dla niej odszedł z domu, że ją kocha na zabój i czy ona z nim wyjedzie. Standardowy tekst wakacyjnego podrywacza, a jednak 25-latka łapie się na niego. Do wyjazdu na koniec świata nie doszło, bo zanim dziewczyna zrezygnowała z pracy, Jerzy zniknął. Podebrał jej z szafy ubrania (świetnie wyglądał w tych damskich jeansach!), chodaki, sweter, zabrał resztę pieniędzy i rozwiał się jak kamfora.
Jerzy wie już, co może robić. Zauważył swoją szansę i w locie ją schwycił. W Świnoujściu spędza upojne dni i noce w towarzystwie bogatych Niemek, potem w towarzystwie Polki czekającej na męża Szweda. Potem u kolejnych, następnych i jeszcze kolejnych. Przenosi się z miejsca na miejsce, uwodzi, obiecuje złote góry, znika. Niekiedy nawet nie musi kraść - dziewczyny same chętnie dają mu pieniądze, a on przecież nie może ich nie przyjąć. Nie musi ich wykorzystywać, one same się do niego garną. On je wszystkie kocha.
Kiedy jakaś zaczyna być odrobinę zbyt zaborcza, przyspiesza tym tylko decyzję o ucieczce. Wtedy jeszcze nie robi nic poza granicami prawa - drobne kradzieże to jedyne, na co się porywa. Ta mroczna, brutalna natura Kalibabki wyjdzie na jaw dopiero za kilka lat, kiedy spróbuje pracy jako sutener (bez większych sukcesów, za duża konkurencja) i jako cinkciarz (podobnie, tylko ryzyko kontaktów z milicją było większe). Nieudane próby zarobkowania tylko utwierdzą go w przekonaniu, że praca jakakolwiek nie jest dla niego.
Pieniądze leżą na ulicy, a w zasadzie się po niej przechadzają - nie trzeba się nawet schylać - pisze o kolejnych podbojach na Pomorzu Wiktor Krajewski.
Do spółki wciąga kolegę, razem jeżdżą od miasta do miasta, wyszukują kolejne kobiety, głównie młodsze, głównie samotne. Albo córki właścicieli czegokolwiek - nie ma znaczenia czego: stancji, restauracji, miasta. Żadna im się nie opiera, każda liczy, że będzie tą jedyną, która usidli, a nie tą, która będzie usidlona. Z kolegą ostatecznie zrywa kontakt, gdy ten poznaje swoją "na zawsze". Jerzy Kalibabka nie ma tu zahamowań:
Poszedłem więc na całego i w pokoju hotelowym wydymałem mu tę jego dziewczynę. Zrobiłem to ze złości, aby ukarać Marka - opowiada w jednym z reportaży pod redakcją Łazarewicza i Klima.
Kalibabka wraca do kariery solowej.
Kalibabka wiedzie życie wypełnione seksem, używkami i bogactwem. Tylko nieliczne uwiedzione przez niego kobiety mają w sobie na tyle siły, żeby zgłosić sprawę na milicję. Zresztą, nawet jak dochodzi do zatrzymań, Jerzy nie ma oporów - ucieka w tym, w czym został zatrzymany, na krótko się ukrywa po czym znowu wraca do swojego dawnego życia. Później będzie przechwalał się, że uciekł stróżom prawa nawet ponad dwadzieścia razy.
Ma za sobą dziesiątki krótkich związków. Podaje się często za jubilera albo znawcę kosztowności, które "bierze" do wyceny. Nigdy nie wracają do właścicielek, ale Kalibabka rzadko je spienięża, raczej traktuje biżuterię jak przechodnie prezenty - jednej zabiera, daje kolejnej. Tu pierścionek, tam futro, tam sweterek, tu torebka, tam naszyjnik. Każda myśli, że jest wyjątkowa i jedyna, skoro tak ją obdarowuje.
Roller-coaster seksualny przestaje mu jednak wystarczać. Jerzy Kalibabka potrzebuje ciągłej adrenaliny, nowych wyzwań i zdobyczy. Zaczyna sięgać po przemoc. Z "Paniami" jest przez dłuższy czas, "Kocmołuchy" mu sprzątają, "Grzałki" cieszą nocami. Żadna z nich nie jest pewna swojego stanowiska, wszystkie są tymczasowe, wymienialne, bite, zamykane wbrew woli w pokojach.
Do gwałtów zaczyna dochodzić, kiedy przestaje wystarczać kradzież i to, że dziewczyny same z nim idą. Razem z tymczasową "Panią" wywozi nastolatki do lasu, robi im pod przymusem nagie zdjęcia, a potem pod groźbą szantażu gwałci. Zostawia za sobą szlak pokrzywdzonych, w pamiętnikach prowadzi dokładną ewidencję, gdzie był, skąd uciekał, gdzie jeszcze go nie było, gdzie może się zatrzymać. Wybiera coraz młodsze dziewczyny, którym do pełnoletności jeszcze dużo brakuje. Kiedy jedna z "Pań" - Jarka - zaszła w ciążę, nie ma oporów przed zostawieniem jej na dworcu i zniknięciem.
Złapano go przypadkiem w 1982 roku, kiedy wybrał się z jedną z najdłużej pracującą z nim "Pań" do restauracji. Nie zachowywał ostrożności, a nie było w Polsce milicjanta, który by nie kojarzył jego twarzy - był już poszukiwany tak długo, tak często umykał, że w końcu stał się sławny. Schodzący właśnie ze służby milicjant rozpoznał go i powiadomił kolegów. Kalibabka był nawet zdziwiony, że wpadł tak głupio. Dwa lata później, w dzień kobiet, usłyszał wyrok - 15 lat więzienia i milion złotych grzywny. Udzielał z aresztu licznych wywiadów, był prawdziwą gwiazdą. Kobiety setkami pisały do niego listy.
Z więzienia wyszedł po prawie dziesięciu latach - wyrok skróciła mu amnestia.
W Dziwnowie założył rodzinę z nastolatką, z którą doczekał się dwójki dzieci, potem z kolejną, z którą miał jeszcze piątkę. Prowadził kawiarnię, próbował zostać sprzedawcą warzyw, krótko brylował też w mediach jako ekspert od uwodzenia - krótko, bowiem jego aparycja szybko zmieniała się na gorsze. Nie miał już uroku młodego blond-amanta, wypadły mu zęby, miał problemy ze zdrowiem, chorował na miażdżycę. Konsekwentnie utrzymywał, że żadnej z kobiet nie zgwałcił. Dziennikarze, którzy mieli okazję z nim rozmawiać, wspominali, że nadal próbował swoich sił u płci pięknej. Podającą mu kawę kelnerkę przymuszał, by podała mu rękę, którą mógł potem ucałować i trzymać odrobinę za długo. Starał się roztaczać dawny czar.
Zmarł 13 marca 2019 roku. Nie wiadomo do końca, ile zostawił za sobą dzieci, ile kobiet skrzywdził, z iloma był, ile do dziś milczy o tym, co stało się w lesie, pokoju hotelowym, bramie czy piwnicy. Miał tendencje do wyolbrzymiania swoich osiągnięć, jednak w czasie procesu przeciwko niemu zeznania złożyło nawet 200 kobiet. A to przecież tylko te, które zdobyły się na odwagę i pokonały wstyd.
Premiera najnowszej książki o życiu Jerzego Kalibabki już w najbliższą środę, 22 marca.
Żona polityka PiS wspiera WOŚP. Wystawiła na licytację pamiątkę
Klaudia i Valentyn z "Rolnik szuka żony" zostali rodzicami. Pokazali zdjęcie maluszka i zdradzili płeć
Kubicka pokazała SMS-a, jakiego dostała. Zalała się łzami
Koroniewska wspomina zmarłą mamę. Te słowa i archiwalne zdjęcia ściskają za gardło
Tłumaczka TVN24 przyćmiła Trumpa. Aż trudno uwierzyć, że nagranie jest prawdziwe
Gwiazdor disco polo został dziadkiem po trzydziestce. Osiem miesięcy wcześniej urodziła mu się córka
21-letni Polak robi karierę w świecie mody. Najpierw otworzył pokaz Prady, a teraz to
Po tym pytaniu o Rozenek i Dodę zawrzało. Miażdżąca przewaga jednej z odpowiedzi czytelników Plotka
To jedna z najmłodszych babć w polskim show-biznesie. Doczekała się wnuczki, mając 34 lata