Magda Gessler tym razem zawitała do Poznania. Pomocy potrzebował lokal "Bistro Brejk", w którym nie pojawiało się za wielu gości. - Myśleliśmy, że umiemy gotować, więc co może się nie udać. I wyszło, co może się nie udać. Wszystko dokładnie może się nie udać - przekazał Dominik, jeden z właścicieli. Przyznano w programie, że kończą się również środki. - Dokładamy co jakiś czas. Oczywiście są straty. Jednego miesiąca są mniejsze, drugiego większe. (....) Pieniądze się kończą - dodano. I wtedy w lokalu pojawiła się znana restauratorka.
Na początku restauratorka standardowo testowała menu w restauracji, które nie wypadło najlepiej. -Grochówka, rolada, ja pierniczę, to już jest jak Biblia Polska - rzuciła na początku ekspertka. - Ta restauracja jest jak loteria - nigdy nie wiesz kiedy trafisz na coś dobrego - podsumowała restauratorka, opuszczając lokal po testowaniu specjałów. Sprawdzając kuchnię, dowiedziała się, że właściciele przeznaczyli na lokal oszczędności życia. Co zaskakujące, Gessler była mile zaskoczona czystością tego miejsca. Obyło się bez krzyku i rzucania talerzami.
Gessler zauważyła, że właściciele nie mają poczucia dobrych połączeń w menu. Zabrakło jej lekkich pozycji. Postanowiła zmienić lokal na cieplejszy i przytulny, oczywiście z kuchnią polską. Tatar po węgiersku i barszcz z tłuczonymi ziemniakami - to tylko część pozycji, jaka pojawiła się w odświeżonym menu. Nazwała restaurację "Trzy fartuchy", co spodobało się właścicielom, którzy do tej pory nie zawiedli Gessler. Wszystko zmieniło się tuż przed kluczowym momentem...
Emocje pojawiły się podczas gotowania. - Ziemniaki mają być białe! - krzyknęła Gessler, kiedy kucharz nalewał barszczu do ziemniaków. Jedna porcja skończyła w koszu. Gessler zauważyła i przede wszystkim poczuła, że skwarki przed uroczystą kolacją zaczęły się palić, na co nikt początkowo nie zareagował. - Palą się skwarki! Zabierzcie je k***a, bo się spalą! - zaapelowała. To nie wszystko.
- O k***a! - usłyszeliśmy ze strony kucharza. Leniwe niestety przywarły do patelni i musiały powstać od zera i to błyskawicznie. Na szczęście właściciele opanowali tę wpadkę.
Po kilku tygodniach Magda Gessler znów zawitała w poznańskiej restauracji. Zamówiła tatar po węgiersku, barszcz, kaczkę oraz kluski leniwe. Szybko dowiedziała się też, że goście, odwiedzający lokal, doceniają zmiany i chwalą kuchnię. Jej samej bardzo smakował tatar i stwierdziła nawet, że jest jednym z najlepszych w Polsce.
Nie brakował jednak uwag. Gwiazda skrytykowała sposób przygotowania puree ziemniaczanego, stwierdzając, że nie powinno być robione mechaniczne. Przez to traci bowiem właściwą konsystencję. Na szczęście smakowała jej kaczka i barszcz. - Kaczka, fantastyczna. Genialny ten farsz, leciusieńki, fajny. Znakomite demi, bardzo dobre - mówiła. - No, słuchajcie, ogólnie rzecz biorąc, możecie chodzić jak pawie. Jestem tak dumna z tej restauracji i z was. Jestem tak szczęśliwa, że po prostu zrobiliście mi dzień - stwierdziła na koniec.
Rozenek otwarcie o finansach Henia. "W trakcie pierwszego pół roku życia zarobił na studia"
"Czasami też kupię sobie kebaba". Znany ksiądz ujawnił zarobki. Tyle dostaje jako katecheta
Cała rodzina razem, a wszyscy patrzą na paznokcie 11-letniej księżniczki Charlotte. "Zdecydowanie za młoda"
Łatwogang 30 kwietnia przemówił po historycznej zbiórce. "Ostatni raz pozwolę sobie..."
Zamieszanie w Sejmie, Kmita nagle wskoczył przed Tuska. "Nigdy się nie przyzwyczaimy do chamstwa"
Dwie pierwsze damy, jedno miejsce. Spotkanie w Chorwacji przyciągnęło uwagę
Internauci rozpisują się na temat wyglądu Olivii Wilde. Gojdź mówi wprost: Może to być efekt...
"Mówilibyście po francusku". Macron odpowiedział na żart króla Karola w Białym Domu
Firma zmienia plany z Łatwogangiem. "Nie na miejscu"