Selena zginęła z rąk przyjaciółki. Ona mówi, że to wypadek, ale dowody wskazują na zabójstwo z premedytacją. To był plan

Seleny Quintanilla-Perez została postrzelona przez przyjaciółkę. Co się stało, że w głowie Yolandy Saldivar zrodził się pomysł, by zdecydować się na morderstwo z premedytacją?

Sprawa Seleny Quintanilli-Perez z pewnością obiła się wam już o uszy. Wersja jest jedna - meksykańsko-amerykańską wokalistkę zabiła przyjaciółka, fanka, kobieta, którą nazywała "mamą". Nie mogłam zrozumieć, jak ich wieloletnia znajomość mogła zakończyć się w taki sposób. Jak ktoś, kto poświęca ci całe życie, tworzy fanklub i porzuca poprzednią pracę, by móc być na każdym koncercie, nagle stwierdza, że nie pała już miłością i chce zabić. Dziś jest jasne, że zbrodnia, którą popełniła Yolanda, była zaplanowana. Ale przyznam, że na początku miałam wątpliwości, czy faktycznie nie doszło do nieszczęśliwego wypadku. 

Saldivar 31 marca 1995 roku, w dniu oddania strzału, była zrozpaczona, sama chciała popełnić samobójstwo, bo nie radziła sobie z ciężarem zbrodni. Wciąż powtarzała, że strzał do Seleny był wypadkiem, że wcale tego nie chciała. Do dziś zresztą podtrzymuje tę wersję. 

Początki kariery Seleny 

Zacznijmy od początku. Cofnijmy się do momentu, w którym trudno było jeszcze uwierzyć, że kiedykolwiek ktoś będzie chciał założyć fanklub Seleny. Muzyka była w jej rodzinie od zawsze - wszystko przez ojca, który zaraził dzieci swoją pasją. Szybko okazało się, że chciałby wykorzystać talent Abrahama III (zwanego AB), Suzette i najmłodszej z rodzeństwa Seleny. Okazja nadarza się już w 1981 roku, gdy otwiera swoją pierwszą, teksańsko-meksykańską restaurację o nazwie Papa Gayo's i zatrudnia swoje dzieci. Założenie lokalu w tamtym czasie było nieco niefortunnym wyborem, bo na przełomie lat 70. i 80. następuje kryzys naftowy i recesja gospodarcza. Odczuwa to również rodzina Seleny, która ogłasza upadłość lokalu. Na tym się jednak nie kończy - niemal w tym samym czasie cała piątka (ojciec i matka Seleny, ona i jej dwójka rodzeństwa) zostaje eksmitowana z domu. Rodzina decyduje się więc szukać swojego miejsca gdzie indziej. Przeprowadza się z Lake Jackson do Corpus Christi i rozpoczyna zupełnie nowy rozdział. Przedsiębiorczy ojciec stwierdza, że dobrze byłoby wreszcie w pełni poświęcić się muzyce. Dostrzegał zresztą coraz większy talent u kilkuletniej Seleny. Zakłada więc zespół, z którym jeżdżą rodzinnie po weselach, festynach, grając na małych scenach. Ostatecznie grupa zostaje zauważona i podpisuje swój pierwszy kontrakt z wytwórnią, a później kolejną i kolejną.

Yolanda pojawia się w życiu Seleny 

Warto jednak podkreślić, że niemal całe dzieciństwo Seleny to życie skupione na walce o każdy grosz, w której wsparciem była dla siebie rodzina. Ojciec trzymał wszystkich w pionie i obsadzał w rolach. Dostrzegał w swoich dzieciach mniejsze lub większe umiejętności i wykorzystywał je jako narzędzia do spełniania celów i wzbogacenia się. Ostatecznie przez cały okres kariery Seleny pełni funkcję jej menedżera. To właśnie z nim kontaktuje się jedna z fanek wokalistki, pielęgniarka z San Antonio. Kobieta proponuje ojcu Seleny założenie fanklubu jego córki po tym, jak wzięła udział w jednym z jej koncertów. Abraham Quintanilla zgadza się, wierząc, że inicjatywa przyniesie zespołowi jeszcze większą sławę. Oczywiście tą fanką jest Yolanda Saldivar, która w krótkim czasie staje się jedną z najbliższych osób dla rodziny Seleny oraz jej samej. 

Selena(po lewej) i Yolanda Saldivar (za plecami Seleny)Selena(po lewej) i Yolanda Saldivar (za plecami Seleny) YouTube

Yolanda staje się częstym gościem w domu Seleny 

Yolanda konsultowała się z rodziną co do dalszych kroków, a sama artystka stawała się jej coraz bliższa. Ciepło i zaangażowanie, jakie otrzymywała od niej Selena, były dla niej bardzo cenne. Wyobraźcie sobie tę sytuację z perspektywy Yolandy - nie tylko poznaje swoją idolkę, ale i zyskuje dostęp do jej największych sekretów. Jak często coś takiego się zdarza? Dla Saldivar to jak wygrana na loterii. Skromna i dosyć samotna pielęgniarka nagle staje się członkiem wielkiej rodziny Quintanillów. Yolanda decyduje się porzucić pracę w szpitalu na rzecz wciąż rozrastającego się fanklubu Seleny. Niewiele później wokalistka oferuje zaangażowanej przyjaciółce swoje dwa butiki z autorską linią ubrań. To wszystko dzieje się w 1994 roku, kilkanaście miesięcy przed śmiercią Seleny. Właśnie jest u szczytu popularności - śpiewa utwory w zdominowanym przez mężczyzn gatunku Tejano (latynoski gatunek, w którym teksty są napisane po hiszpańsku), więc jest w środowisku pewnego rodzaju ewenementem. Publiczność ją kocha - zwłaszcza w krajach hiszpańskojęzycznych - Stanach Zjednoczonych, Meksyku. W 1994 roku zdobywa jedną z najważniejszych nagród muzycznych - Grammy za album "Live! Selena".

Selena odbiera nagrodę Grammy w 1994 rokuSelena odbiera nagrodę Grammy w 1994 roku EASTNEWS

Selena błyszczy na scenie, a pieczę nad biznesami Seleny sprawuje Yolanda. Nie ma co prawda doświadczenia, ale nadrabia zaangażowaniem. Niestety, już kilka miesięcy po objęciu przez nią funkcji menedżerki, do rodziny zaczynają dobijać się wściekli klienci, którzy nie otrzymują przesyłek z zakupionymi towarami. Później wyjdzie też na jaw, że Yolanda nie potrafiła odłożyć osobistych antypatii na bok i po prostu zwalniała osoby, których nie lubiła, nawet mimo długiego stażu pracy w butiku. 

Zobacz też: Przyjaciel Diany zdradził, o czym rozmawiali przed jej śmiercią. "Planowała spędzić dużo czasu w Hollywood". Miała pomysł na karierę

Sprawą zaczyna interesować się ojciec Seleny, który od dłuższego czasu jest zaniepokojony poczynaniami Yolandy. Sprawdza dokumenty. Wychodzi na jaw, że z kont sklepów i fanklubu zniknęło prawie 30 tys. dolarów. Wina oczywiście spada na menedżerkę.

Yolanda winna?

Selena dowiaduje się od ojca o całej sprawie. Trudno jej uwierzyć, że osoba, którą wpuściła do swojego życia i serca, dała dostępy do kont bankowych, mogła coś takiego zrobić. Wokalistka bała się zresztą, że nie da sobie rady z prowadzeniem biznesów bez wsparcia menedżerki. 

Mówiła: Jesteśmy jak siostry, nie zrobiłaby mi tego. Gdy zobaczyła dowody, nie mogła uwierzyć. To był koniec - powiedział po latach mąż wokalistki, Christopher Gilbert "Chris" Pérez w rozmowie z Crime Investigation.

Ojciec Seleny postanowił interweniować. Wiedział, że córka może nie uwierzyć w winę Saldivar, dlatego zażądał spotkania, podczas którego dał jej szansę na przedstawienie dowodów na to, że jest inaczej, niż mu się wydaje. Nie mylił się - Yolanda nie potrafiła się obronić.

Podczas spotkania pokazałem jej dokumenty, jednak ona twierdziła, że nic nie wie o brakujących pieniądzach. Miałem w ręku dowody, ale ona wszystkiemu zaprzeczała - powiedział ojciec artystki,  Abraham Quintanilla.

Yolanda chce przekonać Selenę o swojej niewinności

Selena nie miała wyboru - musiała pogodzić się z tym, że Yolanda ją oszukiwała. Była pielęgniarka robiła z kolei wszystko, by przekonać przyjaciółkę o niewinności. Poprosiła o jeszcze jedno spotkanie. Pretekstem miało być oddanie ostatnich dokumentów dotyczących biznesów Seleny, bez których nie mogłaby rozliczyć podatków. 30 marca 1995 roku pojechała więc do motelu, w którym nocowała Yolanda. Na parkingu czekał na nią mąż, który liczył, że żona szybko zakończy spotkanie. Gdy Selena wróciła do samochodu, zaczęła kartkować dokumenty dostarczone przez Yolandę. Zauważyła, że kilku brakuje, więc zdecydowała się następnego dnia rano ponownie odwiedzić pokój 158. To właśnie wtedy Selena odbyła ostatnią rozmowę w swoim życiu. Świadek zdarzenia i pracownik motelu przechadzał się w tym czasie w okolicach budynku.

Spojrzałem w tamtym kierunku i zobaczyłem z daleka wybiegającą z pokoju młodą kobietę. Później zauważyłem Yolandę. Stała w drzwiach z pistoletem wysuniętym do przodu, jakby chciała oddać kolejny strzał - wspomina Trinidad Espinoza.

Selena pokonała 130 metrów i wbiegła do recepcji. Krzyczała, że została postrzelona. Pracownicy natychmiast wezwali pomoc, a karetka zabrała ją do szpitala. W tym samym czasie roztrzęsiona Yolanda siedziała w swoim samochodzie na parkingu przed motelem. Otoczyła ją policja, a ona przyłożyła do skroni pistolet. Widać było, że ze sobą walczy. Przez godzinę przestawiała broń z jednej i drugiej strony głowy. Aby móc skontaktować się z Yolandą, do samochodu doprowadzono linię telefoniczną. Po nawiązaniu połączenia powiedziała policjantom, że chciała tylko pokazać Selenie nowy rewolwer. Wciąż powtarzała to samo... W sumie w aucie spędziła ponad dziewięć godzin. W tym czasie Selena, trafiona kulą w ramię, która przecięła tętnicę, wykrwawiła się w szpitalu. 31 marca 1995 roku, chwilę po 13, przestała oddychać. 

Yolanda SaldivarYolanda Saldivar YouTube

Yolanda mówi prawdę?

Czy jest jednak choć cień szansy na to, że wersja Yolandy jest prawdziwa? Patrząc na to, co wiemy o całej sprawie, nie. Pomysł zmierzający do zabójstwa artystki zrodził się w głowie byłej pielęgniarki co najmniej miesiąc przed popełnieniem zbrodni. 11 marca 1995 roku, 20 dni przed oddaniem strzału, Yolanda udała się do sklepu z bronią. Zaopatrzyła się w rewolwer, którego pociski zostały zaprojektowane tak, aby strzał powodował większe obrażenia niż wielkość kuli.

Yolanda jeszcze wtedy rozważała, że być może nie będzie musiała się do tego posunąć, jeśli Selena uwierzy w jej wersję. Robiła wszystko, by była przyjaciółka dała jej ostatnią szansę. Gdy Selena przyjechała do niej na ostatnią rozmowę, Yolanda powiedziała jej, że została zgwałcona. Obydwie pojechały do szpitala, jednak badanie nie wykazało śladów rzekomej napaści. To ostatecznie utwierdziło artystkę w przekonaniu, że została zmanipulowana. Yolanda nie ma więc wyboru - po powrocie z Seleną do motelu podjęła ostateczną decyzję o oddaniu strzału w stronę przyjaciółki. 

Przysięgli nie mają wątpliwości

Saldivar nie przyznała się do winy podczas procesu w październiku 1995 roku, ale ława przysięgłych nie miała wątpliwości. Wszystkie dowody świadczą o tym, że Yolanda pociągnęła za spust we wściekłości i bezradności, gdy wiedziała, że nie ma już szansy nic ugrać. Po dwugodzinnej naradzie 12-osobowa ława przysięgłych uznała ją winną morderstwa pierwszego stopnia. Yolanda do dziś utrzymuje, że strzelanie do Seleny było wypadkiem. Za cztery lata, po 30 spędzonych za kratami, ma szansę ubiegać się o zwolnienie warunkowe. Z powodu grożącego jej niebezpieczeństwa ze strony więźniarek, które wciąż nie mogą darować zabójstwa Seleny, Yolanda została umieszczona w izolatce i w samotności spędza 23 godziny dziennie. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.