Aktorka Natalie Wood 40 lat temu wypadła z łodzi i utonęła. Czyżby? Kolejni świadkowie ujawniają niepokojące relacje

Za kilka tygodni minie 40 lat od tragicznej śmierci Natalie Wood. W ciągu ostatnich lat pojawiło się sporo nowych dowodów świadczących o tym, że pierwotna wersja o przypadkowym utonięciu aktorki nie jest do końca prawdziwa.

1981 rok. Gdyby ktoś chciał zliczyć, którym tematom amerykańska prasa poświęcała wówczas najwięcej uwagi, z pewnością na liście znalazłoby się zaprzysiężenie Ronalda Reagana na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Cały świat żył też ślubem Diany Spencer i księcia Karola. W listopadzie do listy "wydarzeń roku" dołączyła informacja o śmierci Natalie Wood.

Zobacz wideo Najwięksi aktorzy Złotej Ery Hollywood

Bożena DykielChcieli, by nagrała sekstaśmę dla SB. Olbrychski oberwał od niej doniczką

Pierwotna wersja śmierci Natalie Wood

Pamiętam, że o sprawie Natalie Wood usłyszałam w podcaście "Kryminatorium". W półgodzinnym nagraniu Marcin Myszka przedstawił sprawę mniej więcej tak - aktorka razem ze swoim mężem Robertem Wagnerem i filmowym partnerem z planu "Brainstorm", Christopherem Walkenem, w listopadzie 1981 roku bawiła się na statku Splendor w okolicach wyspy Catalina. Następnego dnia okazało się, że Wood utonęła. Głównym podejrzanym był jej mąż, który zauważył, że artystka zbyt dobrze dogaduje się z kolegą z planu. Ta dwójka miała nie mieć oporów przed tym, by otwarcie ze sobą flirtować na oczach Wagnera.

Natalie Wood, Christopher WalkenNatalie Wood, Christopher Walken AKPA

Takie zachowanie ze strony Natalie nie byłoby zaskoczeniem - całe Hollywood wiedziało, że chętnie romansuje ze znajomymi z pracy, szczególnie też tego nie ukrywała. Do jej kochanków zaliczali się najsławniejsi aktorzy i muzycy tamtych czasów - James Dean, Elvis Presley, łączono ją też z Raymondem Burrem, Johnem Irelandem i Frankiem Sinatrą.

Natalie Wood, Elvis PresleyNatalie Wood, Elvis Presley EASTNEWS

Podobno w nocy między małżonkami doszło do kłótni o zażyłe relacje Natalie i Walkena. Media snuły teorie, że Wood wcale nie utonęła, a została zepchnięta przez wściekłego męża. Wnioski autora podcastu sprowadzały się jedynie do tego, że pojawiło się sporo doniesień na temat rzekomego morderstwa na łodzi, jednak w rzeczywistości Natalie po prostu nie umiała pływać, a do wody wpadła przypadkiem. Chodziło o to, że do łodzi był przywiązany ponton, który odbijał się od burty i Natalie obawiała się, że będzie tak głośny, że nie da jej spać. Dlatego wstała, by poprawić wiązanie i wtedy doszło do tragedii. Mniej więcej taką wersję przedstawili policji Robert Wagner, Christopher Walken i opiekun łodzi Dennis Davern. To właśnie ta trójka ostatni raz widziała Natalie przed śmiercią.

Otwarte śledztwa ws. śmierci Natalie Wood

Po usłyszeniu tej historii w takiej wersji również wydawało mi się, że doszukiwanie się w całej sprawie czegoś więcej niż tragicznej i po prostu przypadkowej śmieci jest raczej celowym rozdmuchiwaniem tematu. Przecież wszyscy lubimy teorie spiskowe i niedopowiedzenia. Szczególnie w połączeniu z tytułem w stylu "niewyjaśniona śmierć sprzed lat" albo "tajemnicza śmierć sprzed lat". Gdy jednak przyjrzałam się sprawie bliżej, przestałam się dziwić, że po 40 latach od tego zdarzenia sprawa wciąż pozostawia wiele pytań. Świetne podsumowanie faktów znalazłam w podcaście "nagle, ostatniej nocy". Autorka szczegółowo opisuje tam przełomy w sprawie, które miały miejsce na przestrzeni kilkudziesięciu lat.

W listopadzie 2011 roku Departament Szeryfa Hrabstwa Los Angeles ogłosił, że po otrzymaniu nowych informacji wznowił śledztwo w sprawie śmierci Wood. Już rok później w aktach przyczyna zgonu została zmieniona z "nieszczęśliwego wypadku" na "nieokreśloną".

Świadkowie zabierają głos ws. śmierci Natalie Wood

Trzy lata temu, w lutym 2018 roku, Dennis Davern, czyli opiekun łodzi, na której zginęła Natalie Wood, wypowiedział się dla CBS w materiale "48 Hours". Stwierdził wówczas, że słyszał kłótnie artystki z mężem, a później nastała cisza. Po raz pierwszy tak otwarcie opowiedział o innej wersji wydarzeń niż ta pierwotnie przedstawiana przez niego w 1981 roku. Również w 2018 roku wyszło na jaw, że pojawili się nowi świadkowie, którzy słyszeli krzyk Natalie. Sprawa zaczęła więc wyglądać zupełnie inaczej. Osoby, które mówiły o niepokojących dźwiękach dochodzących ze statku w tragiczną listopadową noc, o swoich podejrzeniach poinformowały już kilka dni po śmierci Natalie. Nigdy jednak nie zostały przesłuchane. Nikomu nie zależało na tym, by dociekać prawdy. Policja po 12 dniach od śmierci Wood zamknęła śledztwo. 

Do świadków, którzy słyszeli krzyk Natalie Wood, po 20 latach od jej śmierci dotarła pisarka Suzanne Finstad. Była pierwszą osobą, która "na serio" zainteresowała się sprawą. Rozmawiała z blisko 400 osobami, które mogły coś wiedzieć na temat śmierci Natalie, ale i po prostu o niej samej. W swojej książce "Natasha" opisała najważniejsze wątki, o których się dowiedziała. Świadkowie, którzy w listopadzie 1981 roku mieli łódź zacumowaną niedaleko Splendoru, przyznali, że słyszeli wołanie o pomoc i męskie głosy, które kpiącym tonem mówiły, że wkrótce wrócą po Natalie. Zupełnie tak, jakby ona była już w wodzie i walczyła o życie. Wszystko działo się według nich chwilę po 23, z kolei mąż Natalie jej zaginięcie zgłosił... prawie dwie godziny później. A wezwanie straży przybrzeżnej nastąpiło dopiero koło piątej rano. Nie było więc realnych szans na to, by ją uratować.

Co poszło nie tak w śledztwie ws. śmierci Natalie Wood?

Autorka dowiedziała się też, że do tak szybkiego zamknięcia sprawy aktorki w dużej mierze przyczynił się Thomas Noguchi. Był wówczas nazywany "koronerem gwiazd", który zajmował się śmiercią Roberta Kennedy'ego, Marilyn Monroe czy Sharon Tate. Mężczyzna miał charakterystyczną metodę działania - lubił robić tzw. sekcję psychologiczną. Polegała ona na rozmowach przeprowadzonych z bliskimi Natalie, by ustalić, w jakim stanie była w ostatnim czasie, ale też dowiedzieć się więcej na temat jej przeszłości i osobistych doświadczeń, by stworzyć jej profil psychologiczny i wykluczyć ewentualne samobójstwo. Niestety, nie otrzymał zgody Roberta Wagnera i do badania nie doszło.

NATALIE WOOD W WEST SIDE STORYNATALIE WOOD W WEST SIDE STORY ons

Już kilka tygodni później Thomas Noguchi został zawieszony w swoich obowiązkach, a śledztwo zamknięto. Po latach koroner w swojej książce "Coroner" stwierdził, że do tego przyczynił się... Frank Sinatra. Wokalista (bliski znajomy męża Natalii swoją drogą) domagał się usunięcia Noguchiego ze stanowiska i zamknięcia śledztwa. Sinatra argumentował, że koroner ujawnił zbyt dużo informacji na temat okoliczności sprawy, co było zresztą prawdą, bo powiedział w mediach m.in. że aktorka w chwili śmierci była bardzo pijana, jako pierwszy wyjawił też, że na łodzi doszło do kłótni Natalie z mężem. Nie powinien tego robić w trakcie toczącego się jeszcze śledztwa, ale i z racji pełnionej przez siebie funkcji. Sinatra miał w tym swój cel - piosenkarz obawiał się, że podczas tzw. sekcji psychologicznej i rozmów w kręgu znajomych Wood wyszłoby na jaw, że romansował z aktorką, gdy ta... była nieletnia. Sam Frank Sinatra był od niej zresztą starszy o 23 lata, co nie tylko nie wyglądałoby dobrze, ale było po prostu karalne. Był też kolejną osobą, której nie było na rękę zamieszanie wokół śmierci Natalie. 

Nowe informacje o śmierci Natalie Wood

Mijały lata, a w sprawie nic się nie działo. Co jakiś czas można było usłyszeć o wypowiedziach opiekuna statku, który zapowiadał swoją książkę, w której ujawni, co stało się na łodzi w noc śmierci aktorki. Ostatecznie wydał ją po 25 latach od tego zdarzenia, w 2006 roku. Przyznał, że Wagner kazał mu powtarzać wersję o przypadkowym wpadnięciu Natalie do wody.

Poza tym w zeszłym roku wyszło uzupełnione o nowe informacje wydanie książki Suzanne Finstad "Natalie Wood: The Complete Biography". Napisała, że dotarła do akt sprawy, z których wynikało, że m.in. śmierć Natalie pierwotnie sklasyfikowano jako zabójstwo, a detektyw prowadzący wnioskował o zamknięcie śledztwa... już dzień po jej śmierci.

Finstad napisała też w swojej książce, że rozmawiała z siostrą Natalii. O tej postaci jeszcze nie wspominałam, a ma tutaj istotne znaczenie. Lana Wood od lat walczyła o dojście do prawdy na temat śmierci Natalii. Nigdy też nie uwierzyła swojemu szwagrowi. Powiedziała zresztą pisarce, że w 1992 roku zadzwonił do niej opiekun łodzi, na którym przebywała Natalie w noc śmierci. Mężczyzna wyznał jej, że... widział, jak mąż Natalii wypycha ją za burtę i krzyczy, że dostanie nauczkę. Nigdy wcześniej aż tak dosadnie nie powiedział o tej sytuacji - po latach od śmierci aktorki owszem, zdradzał coraz więcej szczegółów na temat tamtej nocy i sugerował, że prawda wygląda inaczej niż oficjalna wersja zdarzeń głoszona przez Wagnera, jednak nigdy wprost go nie oskarżył.

Siostra Natalie Wood, Lana i Sean ConnerySiostra Natalie Wood, Lana i Sean Connery akpa

Do listy świadków dołączyły dwie kolejne osoby, przed laty uczestniczące w sekcji zwłok Natalie. Obaj mężczyźni byli zdania, że ciało aktorki po wyłowieniu z wody miało wiele ran, które nie wyglądały jedynie na siniaki zrobione podczas walki o życie w wodzie. Jeden ze świadków był wówczas stażystą w biurze koronera i powiedział mu o swoich podejrzeniach, a raczej oczywistych wnioskach po sekcji. Thomas Noguchi odpowiedział mu wtedy, że "niektórych rzeczy należy nie mówić".

Irena JarockaKochali ją wszyscy, na czele z 40-latkiem. Nie ukrywała niczego. Zamilkła tylko raz

Osoby, które zajmują się obecnie sprawą Natalie Wood, przyznają, że koroner faktycznie w tamtym czasie nie wykonał swojej pracy właściwie. Ale kto ją w tym śledztwie wykonał? Robert Wagner po dziś dzień milczy, podobnie jak obecny na łodzi Christopher Walken. Co prawda mąż Natalie w zeszłym roku wypowiedział się w dokumencie na HBO poświęconym żonie, jednak materiał nie był szczególnie rzetelny i nie rozwiewał wątpliwości narastających przez lata. Może wersja męża Natalii faktycznie jest tą właściwą i jej śmierć była jedynie nieszczęśliwym wypadkiem, a Wagner po prostu nie chce wracać do sprawy? W końcu w listopadzie 1981 roku odeszła najbliższa mu osoba. Może być też tak, że pojawiające się przez lata dowody są próbą zwrócenia na siebie uwagi kolejnych świadków lub osób, którym zależy na własnych interesach? Minęło już 40 lat, teraz każdy może się wypowiedzieć bez konsekwencji. Warto jednak mieć na uwadze, że śledczy od 2011 roku ponownie badają śmierć Natalii, dlatego musiały pojawić się mocne dowody. Od kilku lat dowiadujemy się coraz więcej, a wersja o morderstwie Natalie staje się coraz bardziej realna. 

Zobacz też: Pierwsza Dama polskiego filmu. Bez matury, wyrzucona ze studiów. Dama? Prawdziwa to "pali, pije i przeklina"

Więcej o: