Joanna Moro wystąpiła podczas ostatniego koncertu z cyklu Wakacyjnej Trasy Dwójki, który odbył się w Operze Leśniej w Sopocie. Na otwarcie show wykonała utwór "La Plage De Saint Tropez" zespołu Army of Lovers. Po widowisku w TVP wyemitowano jednak powtórkę, podczas której puszczono występ aktorki na żywo, bez playbacku. Choć w krótkim czasie zamieniono wersje i wyemitowano na ekranie "tę właściwą", nagranie trafiło do internetu i zrobiło furorę. Jednak w tym przypadku - niezbyt pozytywną. A to nie pierwszy występ Joanny Moro, który przejdzie do historii. Kilka lat temu dała wokalny popis w Opolu.
Już wcześniej pojawiały się sygnały, że śpiew na żywo nie jest mocną stroną Joanny Moro. Zapamiętany na długo został także jej występ w Opolu z 2013 roku. Wówczas na scenie rozbrzmiała piosenka Anny German "Człowieczy los". Wykonanie aktorki nie przeszło niezauważone. Wyraźnie nie trafiała w melodię. Aktorka chyba sama również to zauważyła, ponieważ po swoim występie zwróciła się do publiczności w amfiteatrze.
Proszę państwa, proszę mi wybaczyć, jeśli coś było nie tak. Ale naprawdę stać na tej scenie to jest nie lada wyzwanie. Dziękuję - powiedziała ze sceny.
Internauci uznali, że było bardzo nie tak, a Joanna Moro dosłownie zmasakrowała utwór. Później sama przyznała, że już na początku nie trafiła w tonację, ale nie mogła przerwać występu i poprosić o zagranie wszystkiego jeszcze raz:
Ja od razu miałam świadomość tego, że nie weszłam w prawidłową tonację. No ale nie mogłam skończyć, powiedzieć: "Przepraszam państwa, chciałabym zacząć jeszcze raz, bo to nie wypada. I dalej jakoś poszło, i dalej jakoś popłynęłam - tłumaczyła w "Tańcu z Gwiazdami" w 2013 roku.
Pojawiły się wtedy porównania do nieudanego występu Mandaryny i kultowego "Ev’ry Night", które teraz po występie w Sopocie tylko przybrały na sile.
Co to jest?!
Przebiła chyba Mandarynę.
To, że zagrała dobrze Annę German, nie oznacza tego, że ma dobry głos, zwłaszcza do tej piosenki - komentowali internauci pod nagraniem z koncertu.
Najwyraźniej aktorka nie zraziła się do występów na scenie, co potwierdza tegoroczny koncert w Sopocie. W tym przypadku widzowie byli równie bezlitośni. Jednak okazało się, że emisja wykonania na żywo była efektem błędu pracownika TVP. Telewizja tłumaczy, że osoba odpowiedzialna za puszczenie powtórki występów wyemitowała nagranie z próby choreograficznej, gdzie "wykonawcy nie skupiają się na dźwięku". Czyli miało być z playbacku, a wyszło niezręcznie. Po "wokalnej aferze" Joanny Moro TVP zamieściła na Facebooku "prawidłowe" nagranie, a pod postem zaczęły znikać nieprzychylne komentarze. Również na Youtubie dopiero w poniedziałek 30 sierpnia pojawiła się nowa oficjalna wersja występu aktorki opublikowana przez kanał TVP. Co więcej, Telewizja Polska zwolniła montażystę, który puszczał powtórki występu. A wy które wykonanie Joanny Moro bardziej cenicie? Z Sopotu czy z Opola?
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!