Matka Tomasza Komendy przeżyła koszmar. "Słyszałam, że jestem matką potwora. Ludzie są podli, wstętni"

Teresa Klemańska, matka Tomasza Komendy przez kilkanaście lat walczyła o zamkniętego w więzieniu syna. Kiedy Tomasz trafił do więzienia za zabójstwo i gwałt, ona musiała mierzyć się z krytycznymi komentarzami nie tylko na jego temat. Sama też doświadczyła ostracyzmu.

Teresa Klemańska, matka Tomasza Komendy przez lata musiała mierzyć się z krytycznymi komentarzami na temat syna. Ludzie na każdym kroku pokazywali jej, że "wychowała potwora". Ona sama mocno podupadła na zdrowiu przez nerwy i stres, które towarzyszyły jej codziennym zmaganiom z trudną rzeczywistością.

Matka Tomasza Komendy zdradza, jak sobie radziła z komentarzami

Teresa Klemeńska w wywiadzie dla "Wysokich Obcasów" zdradziła, co czuła przez ostatnie 20 lat. W 2000 roku Tomasz Komenda został skazany i trafił za kraty, jednak tak naprawdę trudne chwile zaczęły się już w 1997 roku, gdy upubliczniono informację, że to rzekomo jej syn miał dopuścić się gwałtu i zabójstwa na nieletniej.

Matka Tomasza powiedziała, że już na początku sprawy czuła się tak, jakby to ona było o coś oskarżona, a nie jej syn. Wiedziała, że wszyscy już mają zdanie na ten temat i sprawa jest przegrana.

Na zdrówku podupadłam strasznie. Pytali mnie o najgorsze rzeczy. Wszystkich nas przesłuchiwali, całą rodzinę, każdy po kolei wychodził zapłakany.

Kobieta na każdym kroku podkreślała, że syn jest niewinny, jednak w sprawę zamieszała się także sąsiadka, która twierdziła, że wiedziała, że Tomek zna dziewczynę, którą rzekomo zamordował.

Tamta Dorota, sąsiadka mojej mamy, co skłamała policji, że Tomek do Miłoszyc jeździł, że miał tam dziewczynę, ona już nie żyje. Raz tylko po tym spotkałam ją w tramwaju, zbladła, jak mnie zobaczyła, i wysiadła. Na podstawie jej kłamstwa zbudowano całe śledztwo.

To wystarczyło, żeby życie rodziny zamieniło się w piekło. Nie tylko syn stał się tak naprawdę więźniem. Jego matka musiała mierzyć się z obrzydliwymi komentarzami sąsiadów, byłych znajomych i zupełnie zwykłych ludzi, którzy przypadkiem stanęli na jej drodze:

Jak zaczęli o tym mówić w telewizji, to ja już byłam matką potwora. W sklepie ekspedientka mi powiedziała, że matki mordercy nie obsłuży. Jak jeszcze proces trwał, to nam ktoś zgniłe mięso na klamce powiesił, na całą klatkę śmierdziało. Ludzie pluli mi pod nogi, wyzywali mnie. To był bardzo ciężki czas. A teraz? Nie mam już przyjaciół. Ludzie są podli, wstrętni. Czy mnie ktoś przeprosił? Nikt. Tylko tyle: "Miałaś rację". Mówię im: "Wiem. Mówiłam wam, że on siedzi za niewinność".

Matka Tomasza Komendy wiedziała, że syn jest niewinny

Matka Komendy opowiedziała również o czasach, gdy jej syn trafił za kraty. Wiedziała, że jest niewinny, ponieważ noc, w której rzekomo miał dopuścić się zbrodni spędził w domu.

Chodziłam wszędzie i opowiadałam, że Tomek jest niewinny. Był z nami w domu w tamtego sylwestra, kiedy tę dziewczynkę zabili. Dobrze, że w Polsce nie ma kary śmierci, bobym już syna nie miała.

Film o sprawie Tomasza Komendy 

18 września do kin wejdzie film "25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy", który przedstawia kilkunastoletnią historię byłego więźnia. W filmie pojawią się fragmenty dotyczące skazania mężczyzny i wydarzenia, które przyczyniły się do wyjścia chłopaka na wolność.

Zobacz też: Tomasz Komenda oświadczył się na premierze filmu. Jego wybranka jest w zaawansowanej ciąży

ZOBACZ WIDEO

Zobacz wideo Zwiastun „25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy”