"Gdy mi Ciebie zabraknie/ Gdy zabraknie mi Ciebie/ Jak w godzinie ostatniej/ Śladu słońca na niebie" - tymi słowami Ludmiła Jakubczak wyśpiewała sobie miejsce w panteonie najpopularniejszych w latach 60. XX wieku polskich wokalistek. Nie mogła jednak wiedzieć, że w pewnym sensie okażą się one dla niej prorocze. Bo artystki zabrakło zbyt wcześnie - w mglistą, jesienną noc zginęła w wypadku samochodowym. Wschodząca gwiazda muzyki była wówczas bardzo młoda - za trzy dni miała skończyć 23 lata. Ale jakby czuła, że czasu ma niewiele, zdążyła w przestrzeni, jaka była jej dana, zostawić po sobie piosenki, które uczyniły ją nieśmiertelną. Niestety jej świetnie przyjęta pierwsza płyta okazała się zarazem ostatnią. Co wydarzyło się 5 listopada 1961 roku? I dlaczego za śmierć Ludmiły Jakubczak obwiniano niesłusznie jej męża, a przez pewien czas również Irenę Santor?
Ludmiła Jakubczak przyszła na świat tuż przed wybuchem II wojny światowej - 17 czerwca 1939 roku. Urodziła się w Tokio jako córka Polaków, którzy osiedlili się w stolicy Japonii. Ale wydarzenia, które nastąpiły wkrótce po narodzinach dziewczynki, sprawiły, że dorastała już na terenach ówczesnego ZSRR. Rodzina przeniosła się do Warszawy, gdzie zamieszkała w okolicach Łazienek. Ojczyzna rodziców i możliwości stolicy zachwyciły Ludmiłę. A ponieważ już w młodym wieku ujawnił się u niej talent muzyczny, oprócz codziennych lekcji w liceum Batorego, uczyła się również tańca w szkole baletowej oraz śpiewu pod okiem słynnej mezzosopranistki Wandy Wermińskiej.
Wkrótce o talencie Ludmiły Jakubczak miało zrobić się głośno. Najpierw jednak zdała maturę. Chwilę później, w 1958 roku młoda dziewczyna za namową swojej nauczycielki postanowiła wziąć udział w radiowym konkursie dla piosenkarzy amatorów. Był to krok, który miał zaważyć zarówno na jej karierze, jak i całym życiu. Bo Jerzy Abratowski - wybitny pianista i kompozytor - wypatrzył Ludmiłę w tłumie konkurentek. Urzekł go jej talent, ale też uroda i sposób bycia, pełen młodzieńczej lekkości i poczucia humoru. Finalnie młoda artystka została nie tylko jego protegowaną, ale też kochanką, a wkrótce potem żoną. Uznany kompozytor wziął o dekadę od siebie młodszą Ludmiłę pod swoje skrzydła - nie tyko przedstawił ją odpowiednim ludziom, ale też napisał dla niej muzykę do największego przeboju. Ale zanim Ludmiła Jakubczak zaśpiewała "Gdy mi ciebie zabraknie", w 1958 roku zaproponowano jej, aby podczas widowiska w hotelu Bristol, przygotowanego przez Teatr Polskiej Piosenki zaśpiewała piosenkę "Alabama". Podbiła wówczas serca słuchaczy.
"Alabama" zapewniła też Ludmile Jakubczak II miejsce na Międzynarodowym Festiwalu Piosenki w Sopocie. "Wreszcie, kiedy nie było już znikąd nadziei, wyszła ognista jak marchewka dziewczyna w postrachowej kiecce i bezczelnie zburzyła łzawą tonację. Jednym się ta 'Alabama' okropnie nie podoba, innym okropnie podoba, nie kłóćmy się o detale. Fakt, że jedna jedyna Ludmiła Jakubczak rozczmuchała trzy tysiące widzosłuchaczy, bliskich już epikurejskiej śmierci przez zaśpiewanie" - tak ten występ relacjonował magazyn "Dookoła świata". Trzy miesiące później "ognista jak marchewka dziewczyna" miała już nie żyć.
Jerzy Abratowski pisał dla żony piękne melodie piosenek, a w przypadku tekstów również mogła liczyć na wsparcie najlepszych. Do "Gdy mi ciebie zabraknie" słowa, które wkrótce wraz z Ludmiłą Jakubczak miała śpiewać cała Polska, napisał Kazimierz Winkler, mający na swoim koncie również takie przeboje jak: "Pierwszy siwy włos" czy "O mnie się nie martw". Na temat hitu Jakubczak powstał nawet popularny w ówczesnych czasach żart: "- Znasz piosenkę o dymie? - Nie... - Dymi ciebie zabraaaaknieee!". Utwór trafił na pierwszą, i zarazem jedyną płytę artystki, zatytułowaną "1000 taktów z Ludmiłą Jakubczak". Znalazły się tam także takie piosenki jak: "Szeptem", "Do widzenia Teddy" czy wspomniana wcześniej "Alabama'.
W latach 60., a także i później, hitowe piosenki gościły w kultowym programie rozrywkowym "Muzyka lekka, łatwa i przyjemna". Nie mogło w nim oczywiście zabraknąć również Ludmiły Jakubczak z jej przebojem. Ponieważ program nagrywano w studio TVP w Łodzi, artystka wybrała się tam listopadowego dnia 1961 roku. Ale już na miejscu okazało się, że sukienka, którą Ludmiła przygotowała sobie na występ, na ekranie nie prezentuje się tak dobrze jak na żywo. Gwiazda niezwłocznie zadzwoniła więc do męża, aby przywiózł jej z Warszawy inny strój. Abratowski się zgodził i kryzys został zażegnany, a występ okazał się sukcesem. Ludmiła miała ponoć wówczas świetny humor - była u progu wielkiej kariery, za kilka dni miała skończyć 23 lata. Ale podczas kolacji, na którą artystka i jej małżonek wybrali się wraz z prowadzącym program Lucjanem Kydryńskim i występującą w nim również Ireną Santor, kompozytor odmówił toastu. Zaskoczonym współbiesiadnikom wyjaśnił, że planuje jeszcze tego samego wieczoru wraz z żoną wrócić do domu.
Wieczór 5 listopada 1961 był chłodny i mglisty. Dodatkowo zaczął sypać pierwszy śnieg. Nic więc dziwnego, że Abratowskiemu odradzano wyjazd przy tak niesprzyjających warunkach. Jednak ponoć zarówno on, jak i Ludmiła byli zdecydowani niezwłocznie wyruszyć, a Irena Santor postanowiła skorzystać z propozycji podwózki do stolicy. Niestety ta decyzja miała dla całej trójki okazać się opłakana w skutkach. Już po wyjeździe okazało się bowiem, że nie tylko pogoda jest koszmarna, ale na dodatek wycieraczka w samochodzie Abratowskiego nie działa. Aby cokolwiek widzieć, kompozytor musiał więc przecierać szybę ręką. Tuż przez północą podróżni zbliżali się już jednak do Warszawy. Ale zaledwie 40 kilometrów od celu auto wpadło w poślizg i wjechało w rosnące przy drodze drzewo. Abratowski i Irena Santor wyszli z wypadku poturbowani - nie odnieśli poważniejszych obrażeń. Ludmiła Jakubczak uderzyła natomiast głową o karoserię - uraz okazał się śmiertelny.
Artystka zmarła w drodze do szpitala w Grodzisku Mazowieckim. Jako przyczynę zgonu podano złamanie podstawy czaszki. "Przy mijaniu samochodów - z powodu bardzo złej widoczności i obawy przed ewentualnym zderzeniem zjeżdżał ostrożnie na bok (...). Około 1,5 km przed Błoniem samochód, przy szybkości 60 km/h, zjechał nagle na bok szosy i wpadł w lepkie błoto; wtedy nastąpiło gwałtowne szarpnięcie i odbicie kierownicy w lewo. Wóz, obrócony w lewo, dostał na środku szosy poślizg, przejechał przez oś drogi i ślizgając się bokiem, uderzył w dość grube drzewo po lewej stronie szosy; uderzył prawą stroną, gdzie siedziała obok kierowcy Ludmiła Jakubczak" - pisano w raporcie Komendy Wojewódzkiej MO, prowadzącej śledztwo w sprawie śmierci artystki.
Śmierć młodej gwiazdy była szokiem zarówno dla całego środowiska artystycznego, jak i dla jej fanów. Odejście Ludmiły Jakubczak w tak nagły sposób sprawiło, że szybko zaroiło się od plotek. Ich ofiarą padł Jerzy Abratowski, a pośrednio również Irena Santor. Pogrzeb piosenkarki odbył się 11 listopada 1961 roku na warszawskich Powązkach. Smutne wydarzenie przyciągnęło tłum fanów i przyjaciół artystki. Ale po ceremonii zrozpaczonego wdowca otoczyła grupa osób, wykrzykujących w jego stronę: "Morderca!". Kompozytora obwiniano o śmierć żony nie tylko dlatego, że to on podjął decyzję o wyjeździe w feralną noc i on kierował pojazdem. Pojawiła się bowiem teoria, jakoby całe zdarzenie miało zostać przez niego ukartowane. Jej zwolennicy utrzymywali, jakoby Abratowski miał po pewnym czasie znudzić się żoną i znaleźć sobie inną kobietę, dlatego chciał pozbyć się "przeszkody". Zdaniem niektórych, tą kochanką miała być trzecia uczestniczka wypadku - Irena Santor. Piosenkarka zawsze kategorycznie temu zaprzeczała, ale aby ostatecznie zamknąć usta plotkarzom, potrzeba było procesu sądowego.
Jerzy Abratowski nigdy nie podniósł się po śmierci żony. Nie tylko stracił ukochaną kobietę, ale też stał się ofiarą publicznego ostracyzmu, a o mały włos również linczu. Trudno się dziwić, że nie wytrzymał i wyjechał z Polski. Ale w Ameryce, gdzie zamieszkał, nie odnalazł spokoju. Ożenił się co prawda ponownie i doczekał się syna. Jednak do końca życia dręczyły go myśli, w których obwiniał się o śmierć ukochanej - nigdy sobie nie wybaczył, że zlekceważył fatalne warunki panujące wówczas na drodze. A 28 stycznia 1989 roku, trzy miesiące przed swoimi 60. urodzinami został trafiony kulą podczas napadu na bank w Los Angeles, w którym akurat się znajdował. Jakiś czas przed śmiercią Jerzy Abratowski spotkał w USA Sławę Przybylską. Piosenkarka zapytała go, czy nie zamierza wrócić do Polski. Ponoć posmutniał wówczas i odpowiedział: "Po co? Żeby umrzeć na grobie Lusi?".
Przez lata dostawała od Dymnej wyjątkowe prezenty. Dziś niemal nie mają kontaktu
Poruszenie po występie Szroeder i Badacha w Opolu. W komentarzach się dzieje
Grabowski przerwał występ, bo zrozumiał, że jest... pijany. Nie do wiary, co zrobił później
Kamińska ostrzega: Nigdy nie wsiadaj z tym do auta. Ratowniczka medyczna potwierdza i mówi o innych zagrożeniach
Nowa wokalistka Ich Troje zostanie szóstą żoną Wiśniewskiego? Muzyk zareagował, wtem wtrącił się Łągwa. Hit!
Pojechał nad polskie morze i biadoli. "Na pizzę trzeba było czekać półtorej godziny". W komentarzach zawrzało
Emilia z "Sanatorium miłości" przekazała wieści ws. Henryka. "Po raz drugi zawiódł"
Gwiazdy kochają sharenting. Gdzie w tym wszystkim jest dziecko? "Prywatność nie kończy się na twarzy"
Szwed poleciała na wakacje, będąc w związku ze znanym prezenterem. Wróciła zakochana w innym