Macademian Girl ujawnia kulisy zwolnienia z "PnŚ". Telefony i maile dostawała w nocy. "Czułam się terroryzowana"

Macademian Girl postanowiła zabrać głos i potwierdzić ostatnie doniesienia Plotka. Blogerka została zwolniona z TVP ponieważ nie chciała zgodzić się na niekorzystną dla siebie umowę.

Macademian Girl to jedna z najpopularniejszych blogerek i influencerek w kraju. Nic więc dziwnego, że swego czasu stała się obiektem zainteresowania Telewizji Publicznej. Szefostwo liczyło, że zatrudniając ją w "Pytaniu na śniadanie", podniesie oglądalność programu. Tamara Gonzales Perea radziła sobie bardzo dobrze, a widzowie lubili oglądać ją na szklanym ekranie. Niestety, póki co chyba nie będą mieli okazji tego już robić, ponieważ Perea została zwolniona ze śniadaniówki po tym, jak nie zgodziła się na podpisanie nowej, niekorzystnej dla siebie jako blogerki umowy z impresariatem TVP.

Zobacz wideo

Macademian Girl o zwolnieniu z "PnŚ": Czułam się terroryzowana

We wtorek wieczorem Tamara Gonzales Perea opublikowała długie nagranie, w którym odniosła się do plotek na temat zwolnienia z "Pytania na śniadanie". Blogerka oznajmiła, że przyczyną utraty przez nią pracy w telewizji państwowej była nie niska oglądalność, a warunki umowy. Wyraziła również smutek, że przez jej decyzję pracę stracił również programowy partner, Robert El Gendy.

Argumentem naszej wymiany była niska oglądalność, ale to nie ma prawa bytu w rzeczywistości. Powodem mojego odejścia jest fakt, że kiedy mnie przyjęto, wynegocjowałam taką umowę, która jest dobra dla mojego zawodu. Stacja wiedziała, na co się pisze, że przychodzę do programu, ale moje dochody z social mediów i z bloga są moją profesją i zarobkiem.

Macademian Girl opowiedziała, kiedy dokładnie pojawiła się propozycja zmiany jej kontraktu.

Zainwestowałam w "PnŚ", biorąc na własny koszt osobę, która za każdym razem była na programie i relacjonowała, co tam się dzieje, bo tak bardzo wierzyłam w ten format. W zeszłym roku powstała jednak taka komórka jak impresariat TVP, czyli coś, co zrzesza gwiazdy i za kontrakty bierze prowizje. Pojawiły się propozycje, bym i ja to podpisała. Nie mogłabym nic zrobić bez zgody stacji, o wszystko musiałabym pytać. Z umowy impresaryjnej wynikało, że mam oddawać LWIĄ część swoich zarobków -  ze wszystkiego, z każdego social medium. Miał to być spory procent, bo około 20/30 proc.

Była już gwiazda TVP wyznała, że telefonami i mailami była nękana po nocach. Okazało się, że tuż przed programem została od niego odsunięta. 

Przyszedł taki moment, że mój kontrakt się kończył i zaczęła się prawdziwa gratka. Moja menadżerka dostawała maile w środku nocy. Mail miał w nagłówku, że albo podpisujemy umowę, albo zdejmujemy Tamarę z weekendu. Czułam się terroryzowana. Nie było partnera do rozmowy. Mnie i Robertowi w stacji zaszkodziły zwłaszcza dwie osoby. One miały być odpowiedzialne za produkcję, a odkąd wybuchła pandemia, nie mieliśmy nawet jednego kolegium. Nie ma mojej zgody i nie tak mnie mama wychowała, że jak ktoś Ci pluje na głowę, to trzeba udawać, że pada deszcz - stwierdziła gorzko.

Wcale nie dziwimy się, że Tamara odrzuciła propozycję podpisania kontraktu. W końcu na Instagramie zarabia krocie, reklamując przeróżne kosmetyki, czy ubrania. Zwróciliśmy się również do TVP z prośbą o komentarz. Czekamy na odpowiedź.

ZOBACZ TEŻ"Pytanie na śniadanie" z nowymi prowadzącymi. Kasia Cichopek i Maciej Kurzajewski zastąpią lubiany duet

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.