Uczestniczka "Love Island" miała wypadek i trafiła do szpitala. "Mam najwięcej obrażeń. Wszędzie lała się krew"

Beata Grucela miała wypadek samochodowy, wskutek czego trafiła do szpitala. Na Instagramie opowiedziała o zdarzeniu i hospitalizacji.

Beata Grucela dała się poznać telewidzom dzięki udziałowi w pierwszej edycji polskiej wersji "Love Island". Mimo że nie udało jej się wygrać randkowego show, to nadal może cieszyć się sporą rzeszą obserwatorów w mediach społecznościowych, dzięki czemu powoli staje się influencerką. Tym razem Beata podzieliła się ze swoimi odbiorcami przykrą wiadomością o wypadku samochodowym, w jakim wzięła udział. Z obrażeniami głowy trafiła do szpitala. 

ZOBACZ TEŻ: Sylwia i Mikołaj z "Love Island" zaprezentowali swoje maseczki. Wykonali je z bielizny i to nie byle jakiej

Beata z "Love Island" miała wypadek

Beata o całym zdarzeniu opowiedziała za pośrednictwem Instastory. Mimo tego, że odniosła największe obrażenia, jej stan jest stabilny na tyle, aby spokojnie mogła o wszystkim opowiedzieć.

Nawet nie pamiętam dokładnie, jak to się stało. Wjechaliśmy w krawężnik, a później w mur na skrzyżowaniu, bo było ślisko. Na szczęście nikomu się nic więcej nie stało, ja mam najwięcej obrażeń, bo uderzyłam głową o zagłówek, który był za blisko mojego siedzenia z tyłu, więc wygląda, jak wyglądam - relacjonuje Beata. 

To pierwszy raz, gdy Beata jest w szpitalu. Niestety uczestniczka "Love Island" w swojej relacji niezbyt dobrze wypowiada się na temat opieki ze strony ratownika medycznego. 

Pan w karetce powiedział, żebym usiadła normalnie. "Usiądź normalnie, bo siedzisz jak w barze"- powiedział mi. Powiedziałam mu, że ja nawet tego nie kontroluje i mam to w du*ie, bo jestem w szoku, więc nie wiem, co w tym przypadku znaczy normalnie. Byłam cała we krwi, krew się wszędzie lała, a panu się nie podobało, jak siedzę - wspomina Beata

Beata narzekała również na pracę pielęgniarki, od której nie otrzymała oczekiwanego wsparcia. 

Bardzo szanuję służbę zdrowia i to, co dla nas robią i wiem, że każdy ma gorsze i lepsze dni, ale to nie była jedyna zła sytuacja w tym dniu. Gdy trafiłam do szpitala, gdzie zaczęli mnie szyć, ze strachu złapałam pielęgniarkę za rękę, żeby mnie potrzymała. Ona na mnie nakrzyczała, żebym jej nie dotykała, jakbym była jakimś plebsem. Totalna znieczulica. Potrzebowała kogoś obok siebie, a nie było nikogo - dodaje. 

Rozumiemy rozgoryczenie Beaty, jednak warto pamiętać, że w obecnych, trudnych czasach, wszyscy musimy zachowywać odpowiednią odległość między sobą. Tyczy się to również pielęgniarek, więc nic dziwnego, że ta nie chciała trzymać Beaty za rękę. 

RG