Były fajerwerki, czas na dramy i ciarki żenady. Polskie "Love is Blind" zrobi wszystko, żebyście nie przestali oglądać

Za nami kolejne odcinki "Love is Blind", które trafiły na Netfliksa 13 maja. Mieliśmy okazję śledzić życie codzienne par. Czy utrzymaliśmy poziom poprzednich epizodów?
Drama i ciarki żenady. 'Love is Blind' nie chce, żebyście się oderwali od oglądania. Czy to wypaliło?
Fot. kadr z programu 'Love is Blind'/Netflix

Widzowie polskiej wersji "Love is Blind" z pewnością nie mogli doczekać się 13 maja. Netflix udostępnił kolejne cztery odcinki randkowego show. Śledzimy losy par, które zdecydowały się na zaręczyny i mają za sobą wspólne wakacje w Grecji. W programie zobaczyliśmy codzienność: Julii i Kamila "Uno", Maliki i Krzysztofa, Marty i Damiana, Julity i Jacka oraz Darii i Filipa. Już od początku było wiadomo, że nie zabraknie ckliwych, jak i trudnych momentów. Show cały czas chce, by widzom nie zabrakło emocji. W dalszej części tekstu znajdują się spoilery dotyczące odcinków "Love is Blind: Polska".

Zobacz wideo Paula Karpowicz marzy o udziale w tym programie

"Love is Blind" chce, żebyście nie mogli się oderwać. Czy to się im udało?

Cztery kolejne odcinki randkowego show Netfliksa pokazały, jak pary radzą sobie poza kapsułami i luksusowym kurortem. Uczestnicy wprowadzili się do apartamentów w Warszawie, a widzowie mogli zobaczyć, jak wygląda ich codzienne życie. Od początku widać, że produkcja chce, by nie zabrakło emocji. Spokojne sceny przeplatane są tymi, które od razu przyciągają uwagę - kłótnie, mocniejsze wymiany zdań. Nie obyło się bez niezręcznych spotkań i dziwnych rozmów z rodzinami. Oczywistym jest, że trudno jest nawiązać nić porozumienia z kimś, kogo dopiero poznajemy. W tym przypadku produkcja podkreślała to montażem, w którym dominują dziwne spojrzenia i niezręczna cisza.

Choć starano się, by emocji nie zabrakło, nie ukrywam, że znacznie ciekawszą częścią były spotkania w kapsułach. To tam mieliśmy tę zagadkę związaną z tym, kto z kim się zwiążę. Tam była pewna nutka tajemniczości, która nadawała charakteru produkcji. Tutaj mamy prozę życia, która przeplatana jest kłótniami, odwiedzaniem swoich mieszkań czy aktywnościami. To nie było jednak tak angażujące. Należy jednak zaznaczyć, że trudno o rollercoaster, gdy zderzamy się z życiem codziennym. 

Drama, drama i jeszcze raz drama. Ci uczestnicy zapewnili sporo emocji 

Niewątpliwie w drugiej części pierwszego sezonu "Love is Blind" skupiono się na emocjach wokół relacji Maliki i Krzysztofa. Okazało się, że uczestnik show poza kamerami nawiązał kontakt z Kingą, z którą wcześniej flirtował. To wywołało burzę w ich związku - a ostatecznie go zakończyło. Mogliśmy śledzić ich kłótnie i trudną próbę zażegnania konfliktu. Produkcja nie mogła sobie oczywiście odpuścić i doszło do konfrontacji Maliki z Kingą. Czy było to potrzebne? Z punktu widzenia całej sprawy - oczywiście, panie mogły wyjaśnić sprawę. Czy to sprawiło, że show stało się bardziej atrakcyjne? Z całą pewnością. Dzięki temu zaangażowanie widza było większe, gdyż to właśnie dramy są tym, czego zwykle oczekujemy od programów, które stają się "guilty pleasure". Był dreszczyk emocji i niepewność, czy Malika wybaczy partnerowi.

Produkcja raczyła nas co krok kolejnymi sprzeczkami w innych parach. Nie było to jednak już tak angażujące, choć zdecydowanie wszystko podkręcał sam montaż. Kłótnie pomiędzy uczestnikami wyglądały czasem tak, jakby były wyreżyserowane. Należy jednak wziąć pod uwagę fakt, iż nie widzimy każdej minuty z życia par, co przekłada się na to, że nie wiemy tak naprawdę, co się dzieje w ich relacjach.

Ciary żenady? Proszę bardzo 

Podobnie jak w pierwszej części "Love is Blind" nie obyło się bez licznych wstawek uczestników w języku angielskim. Stały się już swoistym klasykiem. "Auu" w wykonaniu Jacka, które będzie mi się chyba śniło po nocach, również nie zabrakło. Damian raczył widzów kolejnymi, dziwnymi żartami - to jednak kwestia indywidualna. Może do niektórych jego poczucie humoru trafia - do mnie niezupełnie. Najbardziej niezręcznym do oglądania momentem był jednak zdecydowanie wieczór panieński. Uczestniczki limuzyną udały się klubu, gdzie wspólnie się bawiły. W pewnym momencie przyszli striptizerzy w strojach policjantów i zafundowali paniom pokaz z prawdziwego zdarzenia. Widać było, że nie wszystkie czuły się z tym dobrze, ale starały się bawić pomimo wszystko. Dyskomfort mogli czuć również widzowie, którzy musieli to oglądać. 

Czy warto oglądać "Love is Blind"?

Jeśli zaangażowaliście się w historię par, z pewnością będziecie ciekawi, jak się im wiedzie. Tutaj się tego dowiecie, choć proza życia może niektórych znudzić. Należy docenić świetny montaż, którego dynamika sprawia, że odcinki są o wiele bardziej interesujące.

20 maja dowiemy się, które pary powiedzą sobie "tak" na ślubnym kobiercu, a które się na do nie zdecydują. Wydaje mi się, że poziom programu nie jest równy, ale mimo wszystko oglądało się go dość dobrze. Dzięki czterem odcinków mogliśmy lepiej poznać uczestników i dowiedzieć się, jacy są w życiu codziennym. Pytanie - czy tego oczekuje widz? Zwykle od takich programów chcemy fajerwerków i wybuchów, ale może potrzebne jest również pewne uziemienie. 

Więcej o: