Urbański pokazał, jak wygląda całe studio "Milionerów". Internauci zwrócili uwagę na jego... ucho

Hubert Urbański opublikował nagranie zza kulis "Milionerów". Wideo wzbudziło spore zainteresowanie. Fani zwrócili uwagę na detale studia i nietypowy dodatek prowadzącego.
Hubert Urbański
Fot. Instagram/huberturbanski_official

"Milionerzy" wciąż są jednym z najpopularniejszych teleturniejów. Program przez ponad 20 lat był emitowany na antenie TVN. Dziś widzowie mogą oglądać go w Polsacie. W 2025 roku stacja zorganizowała "wielką przeprowadzkę" Huberta Urbańskiego, który od samego początku jest twarzą formatu. Ostatnio na profilu prowadzącego pojawiło się interesujące nagranie. Urbański pokazał, jak wygląda studio "Milionerów", gdy nie ma w nim uczestników. Gdy jedni zachwycali się jakością wykonania, inni zwrócili uwagę na... ucho gospodarza teleturnieju.

Zobacz wideo "Milionerzy" usunęli się w cień w TVN na rzecz "The Floor". Kazen wyznaje prawdę o usunięciu programu Urbańskiego

Hubert Urbański na nowym nagraniu. Internauci patrzą na jego "brylancik" 

- Jest taka koncepcja, że nie powinno się pokazywać bez make-upu tego, co najlepiej wygląda w make-upie, ale tak wygląda studio "Milionerów", kiedy światła gasną i kiedy wszyscy sobie poszli do domu. Zostałem tylko ja - żartował Urbański, pokazując kulisy programu. Trzeba przyznać, że studio wygląda naprawdę imponująco. Internauci nie mogli wyjść z podziwu. "Miałem okazję poznać to piękne studio na żywo - kawał świetnej roboty techników", "Studio robi wrażenie" - pisali.

Niektórzy zwrócili uwagę na coś innego. Urbański pokazał się w kolczyku, który w obrazku telewizyjnym jest w zasadzie niedostrzegalny. Kilku internautów pozazdrościło mu błyskotki. "Brylancik", "Uuuu! Ile tysięcy na uchu, proszę pana?" - pisali. Nagranie znajdziecie poniżej. 

 

Edward Miszczak opowiedział o kulisach zatrudnienia Urbańskiego. Nie było łatwo 

Dyrektor programowy Polsatu pojawił się ostatnio w podcaście Żurnalisty. Tam wyjawił, że Hubert Urbański ma być bardzo "wymagającą gwiazdą" a negocjacje z nim nie należały do najprzyjemniejszych. - Poszliśmy na rozmowę. Już nie chciałem sam, bo wiedziałem, że sam niewiele wskóram. Zabrałem z Polsatu Eryka Szulejewskiego. Uwielbiam go, bo to jest taki człowiek złota rączka, jeśli chodzi o kontrakty i inne rzeczy. Radość Huberta, że dajemy mu strasznie dużo kasy, sprawiła, że Eryk dwa razy wstał od stołu i powiedział, że więcej już tu nie wróci. Ja musiałem wyjść, negocjować [i namawiać go - przyp.red.]: "Eryk, wracaj, bo musimy tego gościa mieć". W końcu jakoś go dostaliśmy - opowiadał. 

Więcej o: