Więcej artykułów ze świata show-biznesu znajdziesz na Gazeta.pl.
Katarzyna Dowbor w wywiadach dla "Dziennika Łódzkiego" oraz "Dziennika Zachodniego" opowiedziała o wyborze uczestników do programu "Nasz nowy dom", a także ich dalszych losach. Postanowiła też odnieść się do pytań internautów.
Katarzyna Dowbor wyznała, że pierwsze trzy lata pracy nad produkcją Polsatu były dla niej trudne. Fakt, że w XXI wieku ludzie mogą żyć w fatalnych warunkach i ubóstwie, spędzał jej sen z powiek.
Przez pierwsze trzy lata łapałam się za głowę. Nie zdawałam sobie sprawy, w jakich warunkach mogą żyć ludzie. Teraz już za głowę się nie łapię. Dziś myślę tylko co zrobić, by było lepiej. (...) Nie ma co się rozczulać, trzeba wziąć się do roboty, pogadać z tymi rodzinami.
Kluczowym etapem w programie "Nasz nowy dom" jest wybór rodziny. Dziennikarka przyznała, że istotą jest otwartość uczestników. Bohaterowie programu muszą chcieć opowiedzieć własną historię.
Rodzina, którą wybierzemy, musi też chcieć opowiedzieć nam swoją historię. (...) Zdarzało się nam trafiać na rodziny, które chciały, aby wyremontować im dom, a zarazem zaznaczali, że nic o sobie nie będą mówić. Trudno nam się na to zgodzić. My tej historii potrzebujemy.
Prezenterka zaznaczyła, że dba o to, aby każda rodzina została przedstawiona z szacunkiem. Produkcja decyduje o tym, które fragmenty mogą być wyemitowane. Wszystko po to, aby nie narażać bohaterów na hejt.
Znamy kulisy, które nie zawsze możemy zdradzić. (...) Staramy się, aby rodziny, którym pomagamy, nie poczuły się gorsze, żeby nie poczuły, że są w jakikolwiek sposób stygmatyzowane, poniżane, bo nie stać ich na remont domu, czy na coś, co niemal każdy z nas ma. Na przykład każdy z nas ma łazienkę. Okazuje się jednak, że są miejsca, środowiska, gdzie kogoś, kto nie ma łazienki, wyzywa się od "śmierdzieli" i "brudasów". To okropne i obrzydliwe.
Dowbor miała też dobre wieści dla widzów programu "Nasz nowy dom". Zdradziła, że aż 95 proc. rodzin, które wzięły w nim udział, udało się dźwignąć z kłopotów. Wielu uczestników znalazło pracę i pozbierało się po traumach.
Są może niezaradne rodziny. Coś dostały, ale dalej tkwią w marazmie. Jednak 95 proc. naszych rodzin zrobiło krok do przodu. (...) To są kompletnie inni ludzie.
Internautów od dawna ciekawi to, co dzieje się z meblami, które są usuwane z domów przez ekipę remontową. Jak się okazuje, pracownicy pozbywają się jedynie tych przedmiotów, które są całkowicie zniszczone i nie nadają się do użytku.
Nie wyrzucamy wartościowych mebli. Oczywiście zmieniamy naszym bohaterom cały dom, ale jeżeli rodzina chce sobie coś zatrzymać, to nam mówi i my te meble zostawiamy, czy to w stodole, czy w komórce, albo oddajemy tym, którzy po te meble przyjeżdżają. Wyrzucamy te, które są spleśniałe i przesiąknięte grzybem.
Program "Nasz nowy dom" ma w Polsce tysiące fanów. Nic dziwnego, Katarzyna Dowbor i jej ekipa zrobili dla wielu rodzin dużo dobrego.
Kolejny rozwód Wiśniewskiego. Tajner ma dla niego radę: Pewne rzeczy trzeba...
Viki Gabor spędziła święta z ukochanym. Trojanek pochwalił się rodzinnymi kadrami
Matylda Damięcka zareagowała na misję Artemis II. Tak mocnych grafik dawno nie było
Zakopower zagra u Rydzyka. Tyle trzeba zapłacić za bilet na koncert
Dowbor często lata do Hiszpanii. Zdradziła, ile wydaje na bilety
"Sanatorium miłości" z góry zaplanowane? Henryk puścił parę z ust
Węgiel i Mglej mieli nie zapłacić za mszę ślubną. Kevin reaguje na słowa księdza
Marian Lichtman o synu Krawczyka. "Niesprawiedliwie, ale..."
Popek straciła fuchę w śniadaniówce TV Republika. Tak to skomentowała