"Sanatorium miłości" z góry zaplanowane? Henryk puścił parę z ust

"Sanatorium miłości" od lat budzi wśród widzów pytania o to, ile w programie jest autentyczności, a ile telewizyjnej fikcji. Henryk R. z Gliwic, którego poznaliśmy w ósmej edycji show TVP, zabrał głos na ten temat.
Henryk, Marta Manowska
https://www.instagram.com/sanatorium_milosci_tvp/, KAPiF

"Sanatorium miłości" to format, w którym seniorzy szukają drugiej połówki, a widzowie od lat śledzą ich emocje i relacje. Program zdobył dużą popularność i doczekał się już wielu sezonów, pełnych zarówno romantycznych historii, jak i niespodziewanych zwrotów akcji. Nic dziwnego, że od dawna pojawiają się pytania o to, co dzieje się poza kamerami i czy wszystko jest w pełni naturalne. Wątpliwości postanowiono rozwiać, pytając o kulisy Henryka R. z Gliwic. Jak przyznał, z jego perspektywy wszystko przebiegało spontanicznie, a rola produkcji ograniczała się głównie do organizowania atrakcji, a nie ingerowania w emocje czy zachowania uczestników.

Zobacz wideo Manowska otrzymuje zaproszenia na śluby? Wszystko jasne

"Sanatorium miłości" bez tajemnic? Henryk ujawnia kulisy programu

W każdym sezonie programu widzowie nie mogą narzekać na brak dynamiki oraz różnych zadań, które są przygotowywane dla kuracjuszy. Co na ten temat mówi Henryk z ósmego sezonu? Uczestnik podkreślił w rozmowie z Pomponikiem, że pozostali kuracjusze każdego dnia byli zaskakiwani kolejnymi aktywnościami przygotowanymi przez produkcję i nie mieli wcześniej żadnych informacji, co ich czeka.

- Nic nie było reżyserowane. Wszystko było autentyczne, a niespodzianka naprawdę była od początku do końca. Mieliśmy praktycznie codziennie coś takiego, że nie wiedzieliśmy, gdzie jedziemy ani co będzie na nas czekać. Mówili nam tylko, jak mamy się ubrać, i po stroju próbowaliśmy zgadywać, co może nas czekać. Kiedy dojeżdżaliśmy na miejsce, część tych domysłów się sprawdzała i czasami faktycznie udawało nam się coś zgadnąć. Ale poza tym wszystko było jedną wielką niewiadomą - wyznał.

"Sanatorium miłości" czuwa nad wypowiedziami kuracjuszy? 

Uczestnik zaznaczył też, że produkcja praktycznie nie ingerowała w to, co mówił przed kamerą, a ewentualne uwagi miały wyłącznie techniczny charakter i dotyczyły głównie jasności wypowiedzi. - Robiłem to po swojemu i mówiłem to, co chciałem. Ewentualnie były tylko drobne poprawki albo podpowiedzi, na przykład że trzeba powiedzieć imię - zdradził Henryk w dalszej części rozmowy.

Więcej o: