Gessler do właścicielki: Czy próbuje pani potraw, które daje klientom? A ona: Nie, bo boję się, że będę gruba

Co wydarzyło się w "Kuchennych rewolucjach"?

Kiedy dba się o linię, trudno z powodzeniem prowadzić restaurację. Dobitnie przekonała się o tym właścicielka lokalu, które przeszedł w ostatnim odcinku "Kuchenne rewolucje".

Jola i Marek są właścicielami restauracjo-pizzerii w Gdańsku o nieco mylnej nazwie El Mundo, co po hiszpańsku znaczy "świat". Rzeczywiście, w tym lokalu miało być światowo, ale wszystkich chyba poniosła fantazja. Czy to wina właścicieli, czy kucharzy, trudno orzec, ale miszmasz, który Magda Gessler dostała na talerzu, nie przypadł jej do gustu. Przeszła od razu do degustacji, a jedyne co dobre to fakt, że już przystawka wprawiła ja w dobry humor.

Kaszanka z jabłkiem i truskawkami, Jezus Maria to jest miszmasz, tak gotowałam, jak miałam 11 lat i nie wiedziałam, co z czym łączyć. Kaszanka z truskawkami - cała Polska będzie się tego śmiać! - oceniła.

Kuchnia z założenia miała serwować polskie tradycyjne potrawy ze "światowym" akcentem, ale pierogi z ananasem i farszem z kebaba, wydały się Gessler jednak zbyt pretensjonalne.

Pierogi to dla niektórych świętość- oceniła.

Okazało, że oryginalnych pierogów nie kosztowała nawet właścicielka, jednak wytłumaczenie tego stanu rzeczy zaskoczyło nawet samą Gessler.

Dlaczego pani nie próbuje dań, które pani daje klientom? - zapytała.
Bo boję się, że będę gruba - wyjaśniła Jola.

Jolanta Witkowska i Marek Zembrzycki, właściciele restauracji 'Pod Cielakiem'Jolanta Witkowska i Marek Zembrzycki, właściciele restauracji "Pod Cielakiem" Fot. Rafał Malko/ Agencja Wyborcza.pl Fot. Rafał Malko/AG

Dla właścicielki ważniejsze niż podniebienie klientów była jej własna figura.

Przy moich skłonnościach, czułabym się źle, niedobrze, jeślibym próbowała - tłumaczyła potem do kamery.

Kiedy jednak Gessler poprosiła całą załogę - kucharzy i właścicieli - o to, by przygotowali swoje danie popisowe, okazało się, że z ich wyczuciem smaku nie jest wcale tak złe. Wydaje się, że największą inspiracją na tę " Kuchenną rewolucję ", dał jej Marek, który przyrządził kotlet smażony na smalcu według przepisu swojej babci. Gessler stwierdziła, że to właśnie tradycyjne polskie potrawy będą motywem przewodnim tej restauracji. Jednak głównym bohaterem stanie się zdrowa, acz nieco zapomniana przez restauratorów cielęcina. Lokal ma się teraz nazywać "Pod cielakiem". Kreatorka smaku przekonywała, że "takiego lokalu na rynku trójmiejskim nie ma".

Jednak dotychczas nie tylko potrawy w tym lokalu były pretensjonalne, takież też było nastawienie właścicieli. Jola narzekała, że nie inwestuje w siebie, bo kucharze nie wpuszczają jej do kuchni. Gessler  nie wytrzymała i powiedziała, co o tym myśli.

Państwo mają naturalne poczucie wyższości, macie taką pretensję w głosie, myślę, że to jest trudne - oceniła.

Radą na "pretensjonalność" okazała się rozmowa właścicieli z kucharzami. Gessler namówiła Jolę, by bardziej interesowała się tym, co wędruje na talerz, który podaje swoim klientom.

To, czego się nauczyłam, to rozmawiać z kucharzami, próbować - zapowiedziała, póki co w teorii.

Nie było na co czekać, przygotowania do uroczystej kolacji ruszyły pełną parą. Gessler nauczyła całą załogę przygotowywać cielęcinę, a na degustację dla Gdańszczan powędrowały świeże kotlety cielęce na kanapach. Tym razem Jola także ich spróbowała, na swoje szczęście na bok odkładając dbanie o linię. Na kolację zaś podano: chłodnik na cielęcinie, sznycle i wątróbki cielęce i symfonię cielęcą. Zmienił się także wystrój lokalu: ściany przemalowano na fioletowo i przede wszystkim ozdobiona grafikami symbolizującymi trawę - tak by każdy mógł poczuć się tu sielsko. Kolacja udała się nad wyraz, a Gessler przyznała, że dla niej samej było to niespodzianką.

Restauracja 'Pod Cielakiem' po Kuchennych RewolucjachRestauracja "Pod Cielakiem" po Kuchennych Rewolucjach Fot. Rafał Malko/ Agencja Wyborcza.pl Fot. Rafał Malko/AG

Po 6 tygodniach, kiedy wróciła, sprawdzić, jak sprawy się mają, mogło na nią czekać pewne zaskoczenie. Okazało się, że zmienili się dwaj i jedyni dotychczasowi kucharze. Jednak nowy na szczęście nie cierpiał na "pretensjonalność" i umiał odtworzyć zaproponowane przed Gessler dania. Przemianę przeszła także Jola, która wreszcie odważyła się jeść w swoim własnym lokalu.

Rozmawiam z kucharzami, dyskutuję, próbujemy - wyznała do kamery.

Kreatorka smaku była wybitnie zadowolona z tej rewolucji.

Kuchnia domowa, jak z kanikuły, świeża, cielęce posiłki, pasztet wyjątkowy, zapraszam - oceniła.

Brzmi dobrze.

Vic

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.