W piątek 30 października w Warszawie pod Trybunałem Konstytucyjnym doszło do demonstracji, które odbiły się głośnym echem. Prezydent Karol Nawrocki przerwał podróż do Senegalu i wrócił do Warszawy, by spędzić kilka godzin w siedzibie TK. W sobotę w orędziu głos zabrał premier Donald Tusk, mówiący o poważnym kryzysie i zapewniający, że nie zamierza wycofywać się ze swoich działań. Tymczasem na platformach społecznościowych niektóre gwiazdy postanowiły opowiedzieć się po jednej ze stron sporu. O to, czy powinny to robić, zapytaliśmy ekspertkę ds. PR-u Martę Rodzik.
W polskim show-biznesie mamy spore grono gwiazd, które nie kryją się ze swoimi poglądami politycznymi. Na pewno przoduje w tym Krystyna Janda, która zawsze zabiera głos przy okazji mniej lub bardziej głośnych afer politycznych. Tym razem jedynie udostępnia kolejne posty dotyczące Trybunału Konstytucyjnego, w tym orędzie Donalda Tuska. Nie jest bowiem tajemnicą, że to właśnie jego popiera aktorka.
Joanna Szczepkowska była znacznie bardziej wylewna. Opublikowała na Facebooku wpis, przedstawiając własną interpretację wydarzeń pod TK. "Wczoraj w nocy kilku mężczyzn wdarło się do Trybunału Konstytucyjnego. Ich nazwiska są znane: Zbigniew Kapiński, Stefan Bogucki, Karol Nawrocki, Bartłomiej Sochański. Napastnicy użyli siły, potrącając przy tym kobietę, sędzię Korwin Piotrowską. Po wejściu do budynku stwierdzili, że sędziowie nie są sędziami, potem udali się na piętro do jednego z reprezentacyjnych pomieszczeń. Następnie napastnicy usiedli na kanapie i w fotelach, zrobili sobie zdjęcie i wyszli" - napisała, a w dalszej części uderzyła w prezydenta. "Batyr najwyraźniej w swoim oświadczeniu wzywa Karola N. do ustąpienia ze stanowiska. Najwyższy czas" - podsumowała.
Joanna Krupa też zabrała głos, komentując nagranie orędzia Donalda Tuska, które zostało opublikowane na instagramowym profilu fakt.pl. Po czasie jednak najwyraźniej się zreflektowała, bo sporo komentarzy usunęła, ale w sieci nic nie ginie. Więcej na ten temat przeczytajcie TUTAJ.
Gwiazdy zwykle zabierają głos pod wpływem chwili i emocji, ale są też takie, które regularnie komentują rzeczywistość i zdarzenia polityczne. Czy to może wpływać negatywnie na ich wizerunek i karierę?
- Osoby publiczne mają prawo zabierać głos w ważnych sprawach społecznych i politycznych, ale nie powinny mieć takiego obowiązku. Ich rozpoznawalność sprawia, że mogą wpływać na debatę publiczną, jednak wyrażanie poglądów wiąże się również z ryzykiem utraty sympatii części odbiorców - powiedziała nam Marta Rodzik, ekspertka ds. PR-u, jednocześnie wspominając o równie trudnej kwestii, jaką jest... milczenie. - Ale również milczenie może być różnie interpretowane. W ważnych społecznie kwestiach część osób odbiera je jako unikanie odpowiedzialności, inni uznają, że nie każdy musi publicznie komentować politykę. Najważniejsze są autentyczność i spójność prezentowanych poglądów z dotychczasową postawą. Ostatecznie wizerunkowo bardziej niż samo zabranie głosu lub milczenie liczy się to, czy dana osoba postępuje zgodnie z deklarowanymi wartościami - podkreśliła.
Zdaniem Marty Rodzik, osoby rozpoznawalne powinny brać pod uwagę, że nasze społeczeństwo jest spolaryzowane, więc swoimi opiniami politycznymi, które wyrażają na platformach społecznościowych, mogą budzić skrajne emocje. - I wiąże się to z odpowiedzialnością, którą powinny ponosić za publiczne wyrażanie swojej opinii - podsumowała ekspertka.
Dziewiąty odcinek "Tańca z gwiazdami". Kto odpadł z programu?
Senatorka Lewicy nie podała ręki człowiekowi Nawrockiego. Ekspertka grzmi. Mówi o "nietaktownym zachowaniu"
Matylda Damięcka zaskoczyła na Halloween. O tej grafice będzie głośno
Joanna Krupa odpaliła się w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. "Tusk, złaź z drogi"
Kwaśniewska jako jurorka "Tańca z gwiazdami". Strzał w dziesiątkę czy wtopa?
Afera ze zmianą parafii wokół znanego księdza. Zabrał głos i zwrócił się do wiernych
Były mąż Halle Berry zabrał głos. "Nie chcę, żeby syn nienawidził matki"
Michael Mann trafił do szpitala. Słynny reżyser przez przypadek sam się postrzelił
Marcin Gortat pokłócił się z urzędniczką o imię syna. Wtedy sięgnął po ostateczny argument