Dała sześciolatce szminkę Diora w nagrodę. I się zaczęło. Mnie zastanowiło co innego

Kinga Molenda
Niech pierwsza rzuci kamieniem ta mama, która nigdy się nie ugięła i nie kupiła dziecku wymarzonej rzeczy w nagrodę. Andziaks to zrobiła, choć w jej wypadku padło na szminkę Diora. Inne mamy być może kupują lalki, samochodziki czy lody. Mnie również się to zdarzyło. Psycholożka Magdalena Chorzewska zwraca uwagę, że sama wartość pojedynczego zakupu nie ma znaczenia, należy za to zwrócić uwagę, czego uczymy dzieci, kiedy nagradzamy je zakupami - pisze Kinga Molenda, redaktorka Plotek.pl w tekście, który powstał w ramach nowego cyklu "Mama na świeczniku".
Dała sześciolatce szminkę Diora w nagrodę. I się zaczęło. Mnie zastanowiło co innego
instagram.com/andziaks

"Mama na świeczniku" to cykl, w którym jako matka dwójki dzieci pokazuję, jak naprawdę są traktowane matki nie tylko w show-biznesie, ale w ogólnie przez opinię publiczną. Czy naprawdę je wspieramy, czy bardziej je podkopujemy? 

Andziaks znów podpadła internautom. Wszystko przez to, że podarowała swojej sześcioletniej córce Charlotte szminkę marki Dior w nagrodę za sukcesy podczas zawodów tenisa. Oczywiście internautom to się nie spodobało i znów zarzucili Angelice konsumpcjonizm oraz promowanie materialistycznego stylu życia oraz parentingu. Dało mi to do myślenia i postanowiłam przyjrzeć się tematowi. Poprosiłam o komentarze psycholożki. Wnioski was zaskoczą.

Zobacz wideo "Girls of Warsaw": Andziaks wydała 9 tys. zł na rzeźbę z dyni

Dała sześciolatce szminkę Diora w nagrodę. I się zaczęło

Angelika Trochonowicz, czyli Andziaks, regularnie budzi kontrowersje wśród internautów. Chyba wszyscy pamiętamy, jaką burzę wywołała, gdy dała córce najnowszy model iPhone'a w "prezencie powitalnym" tuż po narodzinach brata. Teraz padło na szminkę Diora i to w nagrodę, bo dziewczynka wygrała kilka turniejów tenisowych.

- Byłyśmy w centrum handlowym po drodze do domu, bo obiecałam jej - jako, że ostatnio wygrała turniej - zabawkę. I uwaga, największym marzeniem Charlie teraz z takich rzeczy materialnych była szminka Diora, czyli taka szminka, jaką mama ma. W nagrodę, że wygrała puchar złoty, jeden, drugi, świetnie poradziła sobie na turnieju, praktycznie do siedmiu meczów podeszła i żadnego nie przegrała. Mówię więc: "Charlie, jestem z ciebie bardzo dumna, mamusia kupi ci tę szminkę, o której tak marzysz". Dla niej to nie jest coś wielkiego, że to jest Dior, tylko że będzie miała taką samą szminkę, jak ma mama. Ale no dobrze, zasłużyła sobie, więc poszłyśmy i kupiłyśmy. Przyjemność była ogromna, ekscytacja - mówiła Andzikas na Instagramie.

Być może was zaskoczę, ale nie zamierzam krytykować Andziaks za jej metody wychowawcze. Sama mam dość wszechobecnej krytyki innych mam i ich podejścia do nagradzania czy karania (a przepraszam, teraz nie można przecież nagradzać i karać dzieci według najnowszych trendów wychowawczych). Owszem, sama nie kupiłabym szminki Diora swojej córce, bo ma dopiero cztery lata i uważam, że takie produkty są dla niej zwyczajnie nieodpowiednie i niezdrowe. Do zabawy? Też nie, bo ma przedmioty dostosowane do swojego wieku. Andziaks podjęła taką decyzję, chciała spełnić marzenie swojej córki i to jak najbardziej rozumiem. Mnie - jako mamę dwójki dzieci - zastanowiło co innego, a mianowicie wpływ nagradzania drogimi, markowymi produktami na podejście dziecka do pieniędzy i konsumpcji, a także gdzie jest granica między niewinnym prezentem, a uczeniem dziecka, że sukces wiąże się tylko z dobrami materialnymi?

Nagradzanie dziecka materialnym prezentem jest z góry złe? Ekspertki nie mają wątpliwości

Niech pierwsza rzuci kamieniem ta mama, która nigdy się nie ugięła i nie kupiła dziecku wymarzonej rzeczy w nagrodę. Andziaks to zrobiła, choć w jej wypadku padło na szminkę Diora. Inne mamy być może kupują lalki, samochodziki czy lody. Mnie również się to zdarzyło. Psycholożka Magdalena Chorzewska zwraca uwagę, że sama wartość pojedynczego zakupu nie ma znaczenia, należy za to zwrócić uwagę, czego uczymy dzieci, kiedy nagradzamy je zakupami.

- Z psychologicznego punktu widzenia ważniejszy od ceny prezentu jest komunikat, który mu towarzyszy. Czy mówimy: widzę, ile wysiłku włożyłaś w trening, cieszę się razem z tobą? Czy dziecko regularnie dostaje przekaz: kiedy osiągasz sukces, kupujemy ci coś wyjątkowego? Badania wskazują na związek między wykorzystywaniem dóbr materialnych do nagradzania i wyrażania miłości a większym materializmem w dorosłości. To jednak nie oznacza, że jeden drogi prezent wywołuje taki skutek - podkreśliła ekspertka.

Psycholożka Karolina Gunia zwraca natomiast uwagę na to, że, jakie podejście rodziców do pieniędzy, kupowania i nagradzania obserwuje dziecko na co dzień w domu. - Jeśli od czasu do czasu dziecko dostaje prezent i w ten sposób wspólnie coś świętujemy, to sam taki prezent nie musi być czymś niepokojącym. Jednak jeśli za każdym osiągnięciem idzie jakaś rzecz, to dziecko może zacząć oczekiwać, że za każdym kolejnym sukcesem znów pojawi się konkretna nagroda - powiedziała.

Ekspertka wspomniała również, że ważniejsze od ceny prezentu jest to, w jaki sposób rodzic zauważa i podkreśla sukces dziecka. Istotne jest, by była przestrzeń na zwykłą radość z tego, że dziecku coś się udało, by zauważyć, ile pracy i wysiłku w to włożyło. - Ta granica nie przebiega więc przy konkretnej cenie czy marce, ale raczej przy tym, czy prezent jest dodatkiem do świętowania sukcesu, czy z czasem staje się czymś, czego dziecko oczekuje za każde osiągnięcie - dodała Karolina Gunia.

Natalia Zapała, psycholożka dziecięca z Centrum Psychologii z Pasją, także podkreśla, że jeden kosztowny prezent nie sprawia automatycznie, że dziecko staje się materialistyczne. Zwróciła również uwagę na zjawisko "material parenting", które polega na wykorzystowaniu dóbr materialnych, na przykład jako nagród, sposobu okazywania miłości czy rekompensowania doświadczeń.

- Jeżeli kosztowne przedmioty regularnie stają się nagrodą za osiągnięcia, dziecko może stopniowo łączyć sukces z konkretną korzyścią materialną. Wpływ na jego podejście do pieniędzy i konsumpcji zależy więc przede wszystkim od tego, jaki przekaz dotyczący dóbr materialnych otrzymuje na co dzień - powiedziała psycholożka.

Natalia Zapała odniosła się również do sytuacji przestawionej przez Andziaks. - W tej konkretnej sytuacji warto zwrócić uwagę na to, że dziewczynka chciała "mieć taką samą szminkę jak mama". Dla sześciolatki może być to przede wszystkim element identyfikacji z ważną dla niej osobą i chęć naśladowania rodzica - podkreśliła.

Ekspertka wyjaśniła również, gdzie jest granica między prezentem a uczeniem dziecka, że za sukcesami idą korzyści materialne. - Granica między niewinnym prezentem a uczeniem dziecka, że sukcesy należy "wynagradzać" dobrami materialnymi, nie przebiega więc między konkretną kwotą. Ważniejsza jest funkcja, jaką pełni nagroda. Jeżeli dziecko raz otrzymuje wyjątkowy prezent, aby uczcić ważne dla niego osiągnięcie, jest to przede wszystkim forma wspólnego świętowania. Natomiast jeżeli dziecko zaczyna regularnie otrzymywać drogie rzeczy za dobre wyniki, sukcesy sportowe czy zachowania, może nauczyć się, że dane osiągnięcie ma wartość dlatego, że prowadzi do materialnej nagrody - podsumowała.

Wygląda więc na to, że jak zwykle trzeba znaleźć złoty środek. Dotyczy to niemal każdego aspektu, zwłaszcza w przypadku rodzicielstwa. Myślę, że każdy rodzic może obawiać się, by "nie zepsuć" swojego dziecka. Okazuje się jednak, że jeden prezent, nawet bardzo drogi, raz na jakiś czas nie wyrządzi mu jednak krzywdy.

Kinga Molenda
Więcej o: